Reklama

Reklama

Trzymiesięczny Staś walczy z neuroblastomą. Liczy się każda złotówka!

Wymarzony, upragniony - taki jest trzymiesięczny Staś. Zaledwie dwa tygodnie po swoich narodzinach, ku rozpaczy rodziców, lekarze wykryli u niego ogromnego guza w jamie brzusznej. Diagnoza: neuroblastoma. Konieczne jest specjalistyczne leczenie i operacja, którą mogą przeprowadzić lekarze z kliniki w Niemczech. Liczy się każda wpłata, by Staś mógł zdrowy wrócić do domu.

<<Kliknij i pomóż Stasiowi>>

Staś przyszedł na świat w marcu tego roku. Wraz z mamą po porodzie szybko wrócił do domu. Rozwijał się prawidłowo, jak każdy noworodek. Wkrótce rodziców zaniepokoiły jego wzdęty brzuszek, waga i utrzymująca się żółtaczka.

"Nie czekaliśmy i zrobiliśmy badania na własna rękę i już tego samego dnia trafiliśmy na SOR z wysokim wskaźnikiem bilirubiny. Na oddziale noworodków w Myślenicach, Staś został poddany fototerapii i zlecono inne badania. Nazajutrz dowiedzieliśmy się, że nasz syn ma ogromnego guza w jamie brzusznej" - czytamy na stronie Fundacji Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym "Kawałek Nieba". To neuroblastoma - nerwiak zarodkowy, jeden z najczęstszych nowotworów u dzieci.

Reklama

Szereg badań, kroplówek... Rodzice zdruzgotani patrzyli na cierpienie dziecka. Guz rósł. Osiągnął wielkość 8,5×7,5x 8cm.

Sztab lekarzy zdecydował o operacji, która była jedną wielką niewiadomą. Ale udało się! Guz został usunięty, a Staś wybudził się po operacji. Radość rodziców nie trwała jednak długo. "Badania histopatologiczne pokazały, że guz jest złośliwy i komórki rakowe maja wysoki indeks wzrostu. Dodatkowo zajęte było 5 węzłów chłonnych, które usunięto" - relacjonuje mama chłopca. Konieczna była chemioterapia.

Kolejne wyniki badań wykazały "masę guzowa ciągnąca się od śródpiersia wzdłuż kręgosłupa". Druga chemioterapia musiała być silniejsza. Zmianę guzowatą trzeba usunąć. 

Przypadek Stasia konsultują lekarze z kliniki w Tubingen w Niemczech. Rodzice chcą, żeby tam został zoperowany. Operacja nierefundowana wiąże się jednak z ogromnymi kosztami. Do tego dochodzą koszty transportu i pobytu w Niemczech.

"Staś jest malutki, zmęczony chemioterapią, obolały, często płacze nie może zasnąć. Trudne jest balansowanie przy łóżeczku ażeby nie wyrwać kroplówek. Jeszcze trudniejsze jest, gdy widzimy jak bardzo chce żyć, jednocześnie zdając sobie sprawę, co nas jeszcze czeka. Nie wyobrażamy sobie by zakończenie było inne niż tylko pomyślne" - piszą rodzice.

Stasiowi może pomóc każdy. Wszystkie informacje znajdują się na stronie fundacji "Kawałek Nieba"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy