Reklama

Reklama

Tomasz Siemoniak w RMF FM: Czas na pierwszą kobietę prezydenta

"Wydaje mi się, że Małgorzata Kidawa-Błońska jest znakomitą kandydatką. Uważam, że czas na pierwszą kobietę prezydenta i uważam, że ma bardzo duże szanse wygrać te wybory prezydenckie. Natomiast nie wiem, kto jeszcze się zgłosi. Wszystkich lubię, wszystkich szanuję, z wszystkimi współpracuję od lat - od Donalda Tuska począwszy przez Rafała Trzaskowskiego, Radosława Sikorskiego" - mówił w rozmowie z Robertem Mazurkiem w Porannej rozmowie w RMF FM Tomasz Siemoniak.

Robert Mazurek, RMF FM: Szef klubu Koalicji Obywatelskiej Tomasz Siemoniak jest moim gościem. Tomasz Siemoniak się uśmiecha.

Reklama

Tomasz Siemoniak, PO: - Uśmiecham się, bo szefem klubu nie jestem. Będziemy go wybierać pewnie w czasie pierwszego posiedzenia Sejmu.

Tego odchodzącego. Zastąpił pan Sławomira Neumanna, dlatego tak pana...

- Byłem gotowy zastąpić. Taka była rekomendacja przewodniczącego Platformy na wypadek, gdyby było wiele posiedzeń Sejmu starego: jakieś złe, kontrowersyjne rzeczy. Tak się nie stało, posiedzenie było zbędne, rutynowe i w związku z tym czekamy na wybór nowego szefa klubu. Jestem wiceprzewodniczącym Platformy i...

A propos, jak już o tym szefie klubu, a nie o tym, że "Jarosław" nadciąga i zamordował polska złotą jesień - mówimy oczywiście o niżu Jarosław, a nie o żadnym innym Jarosławie - to skoro o klubie, Borys Budka byłby dobrym szefem klubu?

- Na pewno tak. Jest doświadczonym parlamentarzystą, byłym ministrem. Myślę, że jest bardzo poważnym kandydatem na szefa klubu, nie wiadomo, kto jeszcze, nie wiadomo, czy się zgłosi.

A pan się nie da skusić?

- Nie.

Na pewno nie?

- Nie.

Czyli Tomasz Siemoniak szefem klubu nie będzie. Wczoraj się okazało, że Donald Tusk postanowił kontynuować karierę pisarską i wydaje książkę 12 grudnia. "Szczerze" - będzie się nazywać i będzie to książka Donalda Tuska, tyle wiemy.

- Nie obawiam się, bo napisał: "Uczciwi nie mają się czego obawiać po tej książce". Nie jest to pierwsza książka Donalda Tuska.

A pamięta pan jak się nazywała poprzednia książka?

- "Solidarność i duma".

Tak.

- Oczywiście, że pamiętam i pamiętam jego albumy o Gdańsku, których był redaktorem, więc to nie jest debiut Donalda Tuska.

A kto napisał tę książkę Donaldowi Tuskowi? Bo poprzednią "Solidarność i duma" napisał Paweł Śpiewak.

- Pomagał mu pewnie, ja nie wiem. Jak ktoś się podpisuje swoim nazwiskiem, uważam, że to on ponosi odpowiedzialność, a jeśli ktoś mu pomaga w redakcji czy dyskutują, żeby tę książkę napisać... W sumie wolę takie książki niż wywiady rzeki.

Pan w każdym razie nie maczał w tym palców?

- Nie.

A teraz pytanie poważne o politykę związaną z tą książką. Donald Tusk zapowiadał, że 12 grudnia ogłosi, czy będzie kandydował na prezydenta, tymczasem 12 grudnia zapowiedział, że będzie premiera jego książki. Ja przypominam, że w 2005 roku właśnie tak to wyglądało - najpierw pojawiła się książka i plakaty w całej Polsce i to nie była broń Boże kampania wyborcza, to była promocja książki "Solidarność i duma". Czy teraz będzie tak samo? Wszędzie w Polsce plakaty Tuska z napisem "Szczerze"?

- O ile pamiętam, Donald Tusk zapowiadał, że 3 grudnia - dzień po zakończeniu kadencji w Radzie Europejskiej - powie o swojej przyszłości, więc tutaj w tym terminie promocji książki widzę jego rolę już jako byłego przewodniczącego i też taki czas, że kto interesuje się książkami, ten wie, że warto robić premierę przed świętami, bo ludzie kupią je w prezencie. Daleki jestem od...

Czyli Donald Tusk dla pieniędzy to zrobił, znalazł czas przed świętami. A pan kupi sobie tę książkę?

- Z przyjemnością, nawet panu redaktorowi kupię w prezencie.

Trzymam pana za słowo.

- Bardzo proszę. Pójdę, kupię, przyniosę, tu do RMF-u.

Bardzo dobrze, to ja już jeden prezent pod choinkę mam, i to od pana, bardzo dziękuję. Zrewanżuję się czymś innym, broń Boże nie literaturą, czymś, co pan lubi bardziej.

- Wolę nie pogłębiać tego tematu.

Nie, bo jest rano i nie możemy tego tematu pogłębiać, mam zupełnie inne skojarzenia. Pytanie ostateczne, pana zdaniem Donald Tusk będzie kandydował na prezydenta, czy nie będzie?

- Mówił o tym publicznie, nie podjął decyzji, uważa, że powinien być kandydat taki, który ma największą szansę wygrać w II turze z prezydentem Dudą i jak zrozumiałem jego wywiad, ma wątpliwości, czy on jest taką osobą, czy nie ma w opozycji, w Koalicji Obywatelskiej innego kandydata, który będzie mieć lepszy wynik, bo sondaże pokazują, że co najmniej jest Małgorzata Kidawa-Błońska, która podobne notowania zyskuje jak Donald Tusk.

Czy stanąłby pan do prawyborów? Pytam dlatego, że namaścił pana w wywiadzie we wczorajszym "Wprost" Bronisław Komorowski, mówiąc, że oprócz Donalda Tuska i Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, pan byłby najlepszym kandydatem. Uzasadnił to tym, że pan zna się na sprawach bezpieczeństwa i dla prezydenta, który jest przecież zwierzchnikiem sił zbrojnych "wiedza na temat problemów bezpieczeństwa jest nie do przecenienia" - mówił Bronisław Komorowski, którego cytujemy i co pan na to, panie prezydencie?

- Bardzo dziękuję, to bardzo miła opinia sumująca pięć lat naszej świetnej współpracy z prezydentem Bronisławem Komorowskim jako zwierzchnikiem sił zbrojnych. Natomiast nie planuję kandydowania w prawyborach, natomiast każdego kandydata Koalicji Obywatelskiej czy szerszego, wesprę swoją wiedzą na temat bezpieczeństwa, to oczywiste.

Ale pan mnie rozczarowuje. Nie chce pan być szefem klubu, nie chce pan być kandydatem na prezydenta, przepraszam, Dolny Mokotów nie będzie miał swojej reprezentacji we władzach Platformy?

- Dolny Mokotów musi żyć z tym, że ma wiceprzewodniczącego Platformy i tyle. Uważam, że mamy bardzo mocne kandydatury - wymieniliśmy tutaj dwie: Donalda Tuska, Małgorzatę Kidawę-Błońską. Ale jest Rafał Trzaskowski, jest Radosław Sikorski. Dziś Koalicja Obywatelska ma naprawdę bardzo mocy zespół, który jest w stanie rywalizować ze sobą w prawyborach.

Pan powiedział o tym tak, jakby to już było postanowione. Będą prawybory w Platformie czy nie?

- Nie jest postanowione, natomiast ja uważam, że to jest bardzo dobry pomysł. On się sprawdził w 2010, gdzie Bronisław Komorowski z Radosławem Sikorskim rywalizowali i ten impet, który nadały prawybory, przeniósł się potem na kampanię wyborczą. To jest dobry patent i jeśli mamy wątpliwości, bo sondaże wszystkiego nie rozstrzygają, to taka demokratyczna forma jest bardzo dobra. Jestem za prawyborami, ale to decyzje władz.

A kogo pan będzie wspierał w tych prawyborach?

- Zobaczymy, kto się zgłosi.

No wiedziałem!

- Wydaje mi się, że Małgorzata Kidawa-Błońska jest znakomitą kandydatką. Uważam, że czas na pierwszą kobietę prezydenta i uważam, że ma bardzo duże szanse wygrać te wybory prezydenckie. Natomiast nie wiem, kto jeszcze się zgłosi. Wszystkich lubię, wszystkich szanuję, z wszystkimi współpracuję od lat - od Donalda Tuska począwszy przez Rafała Trzaskowskiego, Radosława Sikorskiego. Bardzo ciężki wybór to będzie.

Potwierdźmy tylko, że 12 listopada Małgorzata Kidawa-Błońska zostanie wybrana na wicemarszałka Sejmu, tak?

- Była marszałkiem, była wicemarszałkiem. Takich decyzji jeszcze nie ma. Będzie się zbierał klub, będzie rekomendował. Myślę, że jest naturalną kandydaturą. Zwłaszcza po wspaniałym wyniku w Warszawie. Też na Dolnym Mokotowie.

Czy poprzecie związki partnerskie i małżeństwa homoseksualne? Pytam, bo Krzysztof Gawkowski, jeden z liderów Lewicy, zapowiedział, że na pierwszym lub drugim - zapewne drugim - posiedzeniu Sejmu Lewica zgłosi ten projekt.

- O ile to będzie projekt, który dotyczy dziedziczenia i informacji medycznej, to z pewnością tak, bo wielokrotnie Grzegorz Schetyna o tym - i w kampanii przed - mówił. Nie poprzemy małżeństw czy zrównania z małżeństwami praw, nie poprzemy adopcji dzieci. Natomiast oczywiście można się spodziewać w pierwszych tygodniach nowego Sejmu bardzo wielu inicjatyw, które, tak powiem, abstrahują od większości w Sejmie i taka uroda Sejmu, że na początku kadencji zawsze wszyscy chcą - zwłaszcza nowi, Lewicy nie było w Sejmie przez cztery lata - się z pewnymi rzeczami pokazać.

Czy Schetyna musi odejść? Żeby w Platformie było lepiej rzecz jasna. 

- Nie musi. To jest problem, co zrobić, żeby odzyskać wyborców. Co zrobić, żeby wygrać z PiS-em. Sprowadzanie tego do tego, że zniknie Grzegorz Schetyna i nasze notowania wystrzelą, jest ogromnym uproszczeniem.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje