Reklama

Reklama

Szefernaker: Coraz więcej przywódców UE mówi o imigracji językiem V4

Coraz więcej szefów "znaczących państw UE" mówi o kryzysie imigracyjnym językiem Grupy Wyszehradzkiej czyli, że tę kwestie trzeba rozwiązywać poza granicami Europy - powiedział sekretarz stanu w kancelarii premiera Paweł Szefernaker odnosząc się do piątkowego szczytu UE na Malcie.

Premier Beata Szydło w piątek weźmie udział w nieformalnym szczycie przywódców UE na Malcie. Rozmowy mają skupiać się na dwóch kwestiach: migracji na szlaku śródziemnomorskim oraz przygotowaniach do 60. rocznicy podpisania traktatów rzymskich, która ma posłużyć do wyznaczenia kierunków działania Wspólnoty na przyszłość.

Polski rząd domaga się zmian

Reklama

Polski rząd domaga się w tym kontekście głębokich zmian instytucjonalnych. Polska wraz z pozostałymi krajami Grupy Wyszehradzkiej: Czechami, Słowacją i Węgrami podczas szczytu we wrześniu ub.r. w Bratysławie mówiła o konieczności wzmocnienia parlamentów narodowych i podkreślała rolę Rady Europejskiej jako instytucji nadającej impet działaniom Wspólnoty. Polski rząd zamierza przekonywać do zmian także na Malcie.

Szefernaker, który był gościem Polskiego Radia24 zaznaczył, że Europa zmaga się z problemem imigracji już od dłuższego czasu i jak dotąd sprawa "nie drgnęła, jeżeli chodzi o decyzje instytucji europejskich". Zaznaczył jednocześnie, że coraz więcej jest wypowiedzi szefów "znaczących państw UE, którzy coraz bardziej mówią językiem Grupy Wyszehradzkiej, że tę kwestię trzeba rozwiązywać poza granicami Europy".

Jak dodał, także przyszły tydzień "będzie mocno nastawiony na kwestie europejskie". "Będzie wizyta pani kanclerz Niemiec Angeli Merkel, będzie także wizyta pani premier Holandii" - poinformował.

List Donalda Tuska

Szefernaker wyraził zaniepokojenie listem przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska do szefów państw i rządów wystosowanym przed piątkowym szczytem UE na Malcie. "Elita europejska, której emanacją są liderzy - pan przewodniczący Tusk, pan przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker - całkowicie nie widzą błędów, które popełniali przez lata. Z tego listu widać, że jest niesamowita arogancja i brak przyznania się do błędów, które spowodowały chociażby Brexit" - ocenił.

Jak dodał, Tusk w liście ani razu się nie odwołał do korzeni, z których UE wyrosła. "Trwa proces beatyfikacyjny jednego z ojców założycieli UE Roberta Schumana, który mówił, że demokracja musi być przede wszystkim chrześcijańska. Nie widziałem tego w liście lidera dzisiejszej UE" - powiedział Szefernaker. 

"Mam wrażenie, że nie ma dziś żadnego pomysłu wśród tzw. liberalnych elit, jak rozwiązać problemy, z którymi dzisiaj Europa i świat się zderzają" - podkreślił.

Donald Tusk ocenił w liście do przywódców, że "wyzwania, jakie stoją teraz przed UE, są bardziej niebezpieczne niż jakiekolwiek inne od czasu podpisania Traktatów Rzymskich". Pierwsze zagrożenie, jakie wymienił, związane jest z nową geopolityczną sytuacją na świecie i w Europie.

"Coraz bardziej, ujmijmy to w ten sposób, asertywne Chiny, zwłaszcza na morzach; agresywna polityka Rosji wobec Ukrainy i swoich sąsiadów; wojny, terror i anarchia na Bliskim Wschodzie i w Afryce z radykalnym islamem odgrywającym główną rolę, a także niepokojące deklaracje nowej administracji USA sprawiają, że nasza przyszłość jest bardzo nieprzewidywalna" - napisał Tusk.

Jak wskazał, po raz pierwszy w historii antyeuropejskość jest deklarowana otwarcie przez wiele osób. Ocenił, że zwłaszcza zmiana w Waszyngtonie postawiła UE w trudnej sytuacji w związku z tym, że nowa administracja USA wydaje się stawiać znak zapytania nad minionymi 70 laty amerykańskiej polityki zagranicznej.

Drugim obszarem zagrożeń, na jaki zwrócił uwagę, jest związany ze wzrostem nastrojów antyunijnych, nacjonalistycznych i ksenofobicznych w samej Wspólnocie. Szef Rady Europejskiej zauważył, że egoizm narodowy staje się atrakcyjną alternatywą dla integracji.

Trzecie zagrożenie według Tuska wiąże się ze stanem umysłów proeuropejskich elit. "Spadek wiary w integrację polityczną, poddanie się populistycznym argumentom, a także wątpliwości wobec podstawowych wartości demokracji liberalnej są coraz bardziej widoczne" - ocenił.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje