Reklama

Reklama

Szef MSZ: Polska ma swoje interesy i do nich dostosowuje sojuszników

Polska ma swoje interesy i przykładnie do nich dostosowuje swoich sojuszników - mówił w środę minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski pytany w Radiowej Jedynce o relacje polsko-niemieckie i niedawną wizytę kanclerz Niemiec Angeli Merkel w Warszawie.

Szef MSZ pytany, czy ubiegłotygodniowa wizyta w Warszawie kanclerz Niemiec oznacza "odwilż" w relacjach polsko-niemieckich oraz czy Polska nie za późno reorientuje się ze strategicznej współpracy z Wielką Brytanią na rzecz Niemiec, odpowiedział, że nie ma żadnej odwilży, bo obecny rząd nie odchodził od współpracy z Niemcami.

Reklama

- Ta dyskusja, czy to jest odwilż, czy to jest przełom, nie ma sensu - Polska ma swoje interesy i przykładnie do tych interesów dostosowuje swoich sojuszników - powiedział Waszczykowski.

- Wielka Brytania nawet jeśli za kilka lat wyjdzie z UE w dalszym ciągu pozostanie w Europie, w dalszym ciągu pozostanie ważnym państwem, jeśli chodzi o gospodarkę światową, pozostanie państwem nuklearnym, pozostanie stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ, pozostanie bardzo ważnym naszym sojusznikiem w kwestiach bezpieczeństwa międzynarodowego - zaznaczył. 

Szef MSZ podkreślił, że w stosunku do różnych interesów Polska różnie układa sobie partnerstwo.

Pytany o to, czy "nie zbyt pochopnie" wypowiadane są opinie, jak ta przedstawiona przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, że dużo lepiej byłoby, gdyby to obecna kanclerz Niemiec Angela Merkel pozostała na tym stanowisku, niż gdyby zwyciężył w wyborach były szefa PE Martin Schulz, Waszczykowski odparł, że ta sprawa jest "nieprzewidywalna", a wybory w Niemczech odbędą się dopiero we wrześniu.

- Wiele się może zdarzyć, to, że politycy i liderzy partyjni stawiają na tego czy innego polityka jest to naturalne, oczywiście z punktu widzenia naszego środowiska politycznego dzisiaj lepiej byłoby współpracować w Niemczech i po wyborach z tym, a nie innym politykiem, jest to oczywiste, że wychodząc z punktu widzenia partyjnego na współpracę z innym środowiskiem politycznym, to się stawia na partię, może nie siostrzaną, ale bliższą niż SPD (Socjaldemokratyczna Partia Niemiec, której kandydatem na kanclerza będzie Martin Schulz - przyp. red.) - mówił szef MSZ.

Pomruki przeciwko Polsce

Pytany, czy spodziewa się kolejnych kroków Komisji Europejskiej "wymierzonych przeciwko Polsce", w tym zamrożenia głosu Polski w UE odpowiedział, że nie ma takich możliwości. - To, że jacyś politycy będą pomrukiwać przeciwko Polsce, to się spodziewam jeszcze, dlatego że partia taka jak PiS, dla niektórych polityków zachodniej Europy w ogóle nie powinna istnieć, a nie tylko istnieje, a jeszcze wygrała wybory i ma olbrzymie poparcie prawie 40 proc. - dodał.

Jak podkreślił nie ma jednak możliwości w traktach europejskich, które pozwalałyby wykluczyć "partię rządzącą w dużym kraju europejskim" z UE i mechanizmów decydowania w UE.

Szef MSZ dopytywany, czy pozostanie na drugą kadencję Donalda Tuska na stanowisku szefa Rady Europejskiej bez poparcia jego kraju nie będzie "wyglądało dość dziwnie", odparł, że obecnie "wygląda to dość dziwnie", bo Tusk, urzędując w ważnej instytucji europejskiej nie wspiera własnego kraju.

- Nie jest prawdą, jak mówią niektórzy politycy, również w Polsce, że wchodząc do instytucji europejskiej staje się przedstawiciel danego kraju kosmopolitą, że musi dbać tylko i wyłącznie o interes wspólnotowy - proszę zobaczyć jak dbają Niemcy, Włosi, oni ciągną za sobą całe rzesze ludzi, pobratymców do tych instytucji europejskich, jak oni lobbują na rzecz interesów danego kraju - mówił.

- My z tych dwóch lat, które minęły w tej chwili z funkcjonowania pana Donalda Tuska w UE, nie mamy żadnego pożytku, żadnej korzyści - dodał.

Szef MSZ był również pytany w kontekście 26-lecia powstania Grupy Wyszehradzkiej, czy interesy poszczególnych krajów V4 nie są rozbieżne odpowiedział, że państwa tej grupy mają wiele wspólnych interesów.

- Chcielibyśmy w tej części Europy doprowadzić do większej integracji, aby ta część naszej Europy była lepiej zintegrowana, poprzez integrację nie tylko polityczną, ale również gospodarczą w dziedzinie np. infrastruktury, dróg, doprowadzić o przyspieszonego rozwoju tej części Europy, tak żeby za jakiś czas, raczej prędzej niż później, być na takim poziomie rozwoju jak Europa Zachodnia - powiedział Waszczykowski.

Jak zaznaczył V4 to jedna z grup lobbingowych w ramach UE i NATO, która istnieje także po to, by zmusić te instytucje do "większej uwagi koncentracji na naszych interesach i potrzebach".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne