Reklama

Reklama

​"Superwizjer": Jak działa mafia lekowa?

Hurtownie-widmo, kliniki... w szopie i lekarze wystawiający fałszywe recepty? Reporterzy "Superwizjera" ujawnili skandaliczny proceder działania mafii lekowej w Polsce.

W reportażu "Superwizjera" TVN dziennikarki stacji przeprowadziły śledztwo, z którego wyłaniają się metody działania mafii lekowej w Polsce.

Jak działa mafia lekowa?

Reklama

Prawidłowa ścieżka obrotu lekami to taka, w której koncern farmaceutyczny sprzedaje leki hurtowniom, a te sprzedają je dalej aptekom. W nielegalnym procederze, zwanym odwróconym łańcuchem dystrybucji, pojawia się nowy rodzaj hurtowni.

Zadaniem takiej hurtowni jest wykupienie leków z aptek. "W przestępczym żargonie takie hurtownie nazywane są dziuplami. Kiedy leki z aptek, zamiast do pacjentów, trafiają do takiej hurtowni, są sprzedawane z zyskiem za granicę" - podaje "Superwizjer".

Zysk wynikający z takiej transakcji jest gigantyczny, a osoby, które trudnią się tym procederem, dorobiły się fortun.

Kto za tym stoi? I jak przez lata udaje im się wymykać wymiarowi sprawiedliwości? - pytają reporterzy.

Leki wywożone pociągami

Stacja przytacza wypowiedź posła Jerzego Kozłowskiego (Kukiz’15) z kwietnia tego roku. Podczas sejmowej debaty o zapobieganiu mafiom lekowym, poseł mówił: "Omawiając ten projekt ustawy, nie mogę nie cofnąć się w czasie. W Kaliszu pewien przedsiębiorca, mający sieć aptek, wywoził te leki nie samochodami, ale pociągami z bocznicy kolejowej".

Jak ustalił "Superwizjer", chodzi o Krzysztofa S. - posiadacza kilkudziesięciu aptek i hurtowni. Z dokumentów, do których dotarli dziennikarze wynika, że w 2011 roku prowadził on nielegalną działalność biznesową. Kontrole wykazały, że nielegalnie obracał lekami - o skali procederu może świadczyć fakt, że tylko jedna z jego aptek w ciągu ok. 1,5 miesiąca sprzedała leki warte 800 tys. zł. Krzysztof S. usłyszał prokuratorskie zarzuty, jednak sprawę umorzono. Pozwolił na to mechanizm, według którego, po nowelizacji prawa farmaceutycznego w 2015 roku, sprawy toczące się wedle starych przepisów, podlegają umorzeniu. Beneficjentami zmian niespodziewanie stały się więc osoby, wobec których tyczyły się postępowania. 

Fałszywe recepty

"Superwizjer" przytacza także inny proceder. Kluczową rolę pełnią w nim lekarze, którzy wystawiają recepty dla pacjentów-widmo. Leki kupione w taki sposób trafiają do ponownego obrotu i są sprzedawane za zawyżoną cenę.

Dziennikarki dotarły do lekarza z Kutna, wobec którego toczy się postępowanie o wypisanie ponad 350 druków na trudno dostępny lek przeciwnowotworowy. Recepty w całej Polsce realizowała konkubina lekarza, która do tego czynu przyznała się przed sądem. Lekarz twierdzi jednak, że został wrobiony i wciąż pracuje w zawodzie. Pytany przez dziennikarkę "Superwizjera" o postępowanie przed sądem, sugeruje jej, by ta "zajęła się poważniejszymi sprawami".

Hurtownie-widmo i klinika w szopie

Jak informuje "Superwizjer", oszuści są bardzo sprytni i ciągle przechytrzają prawo. W jednym z przytaczanych przykładów opisana jest sytuacja, w której hurtownia farmaceutyczna działała dwa lata, mimo że nie miała... lokalu.

Innym przykładem działania mafii jest zakładanie fałszywych ośrodków. Przestępcy masowo zakładają Niepubliczne Zakłady Opieki Zdrowotnej, działające na tym samym NIP, co ich hurtownie. Zakład kupuje leki z apteki na "własne potrzeby", po czym następuje przesunięcie magazynowe do hurtowni (w ramach jednej firmy). Stamtąd leki trafiają dalej - za granicę.

Dziennikarze "Superwizjera" dotarli do jednego z takich zakładów, który wedle zapisów ma być kliniką przeznaczoną dla pacjentów z Ukrainy. Jak widać w materiale wideo - klinika to... stara szopa. Nie przeszkodziło to jednak wspomnianej "klinice" kupić w ciągu kilku miesięcy leków wartych 2,5 mln. zł. Inny pokazany w materiale budynek NZOZ to pustostan. Proceder nie byłby możliwy, gdyby nie lekarze, którzy wypisują zapotrzebowanie na leki dla danego ośrodka - informuje "Superwizjer".

W kontekście nielegalnego obrotu lekami pojawia się także inny problem - leki, które w trakcie całego procederu dystrybucji są przechowywane w sposób, nad którym nikt nie ma kontroli. Może to powodować, że pacjent, który taki lek dostanie, jest narażony na poważne skutki uboczne, w tym zagrożenie życia.

Więcej w materiale "Superwizjera". 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje