Reklama

Reklama

Straż pożarna zaprzecza słowom Krystyny Pawłowicz

- Informacje o pożarze w hotelu są kłamstwem - mówiła sędzia Trybunału Konstytucyjnego Krystyna Pawłowicz, przebywająca w Solcu-Zdroju. Tymczasem rzecznik straży w rozmowie z Polsat News potwierdził, że do pożaru w sobotę wieczorem istotnie doszło.

Przypomnijmy - lokalne "Echo Dnia" informowało, że w hotelu Malinowy Zdrój w Solcu-Zdroju wybuchł pożar. Wśród ewakuowanych gości miała się znaleźć była posłanka PiS Krystyna Pawłowicz.

Reklama

Pawłowicz potwierdziła w rozmowie z Polską Agencją Prasową, że przebywa w tym hotelu, jednak zaprzeczyła, jakoby doszło do pożaru i ewakuacji.

- Prewencyjnie wezwano straż pożarną, która przyjechała i poza stwierdzeniem zadymienia nie stwierdziła żadnego pożaru. Nie było żadnego zagrożenia i osobiście nie widziałam, by ktoś był ewakuowany. W trakcie tego zdarzenia  przebywałam cały czas w swoim pokoju - dodała.

- Informacje o pożarze są kłamstwem - podkreśliła Krystyna Pawłowicz.

Jednak rzecznik straży na antenie Polsat News potwierdził, że w hotelu Malinowy Zdrój doszło do pożaru - miał on miejsce w rozdzielni elektrycznej. Do hotelu skierowano sześć zastępów straży.

Krystyna Pawłowicz w rozmowie z PAP tłumaczyła także, co robiła w luksusowym ośrodku w czasie obostrzeń związanych z epidemią koronawirusa.

- Mocno podkreślam, że przebywam w hotelu Malinowy Zdrój na pobycie leczniczym. Jestem tutaj gościem i korzystam z tego miejsca z zachowaniem wszelkich rygorów sanitarnych. Nawet nie wiem, ilu jest tutaj gości, ponieważ nie jest ich jeszcze zbyt wielu - oświadczyła sędzia TK.

Oświadczenie dyrektora placówki

Dyrektor hotelu "Malinowy Zdrój" Paweł Patrzałek powiedział, że w sobotę doszło do zwarcia instalacji elektrycznej w skrzynce rozdzielczej. - Ta skrzynka się nam troszkę spaliła i zadymiła się część rehabilitacyjna w hotelu, czyli oddzielny boczny budynek w części hotelowej. Musieliśmy wezwać straż pożarną, dlatego, że to zadymienie było dość duże. Nie było pożaru jako takiego, ale przyjechała straż pożarna i pomogła nam oddymić te pomieszczenia - relacjonował.

Dodał, że w tym czasie zabiegi miało kilku gości, którzy zostali poproszeni o opuszczenie części rehabilitacyjnej i przejście do hotelowej. - Po dwóch godzinach udało nam się to wszystko oddymić. Natomiast nie było żadnej ewakuacji hotelu, czy gości, którzy czekali w tym czasie w pokojach w niezadymionej części hotelowej i w żaden sposób nie byli zagrożeni - zaznaczył.

Patrzałek podkreślił, że placówka działała legalnie, zgodnie z rozporządzeniem z 21 grudnia. - Dopuszczalne jest prowadzenie działalności hotelarskiej pacjentów i ich opiekunów w celu uzyskania świadczenia opieki zdrowotnej w obiekcie wykonującym działalność leczniczą. My, jako spółka jesteśmy już od 15 lat, od rozpoczęcia działalności, zrejestrowani w rejestrze podmiotów wykonujących działalność leczniczą prowadzonym przez wojewodę świętokrzyskiego. Więc prowadzimy działalność hotelarską, ale też i leczniczą - zaznaczył.

- Przyjmujemy obecnie tylko i wyłącznie pacjentów i ich opiekunów, którzy przyjeżdżają do nas ze swoimi skierowaniami, są badani przez lekarza i wtedy kwalifikowani do pobytu w hotelu lub nie, więc ta nasza działalność w tym momencie jest działalnością leczniczą - dodał.

Przedstawiciel straży: To był pożar

Do sobotniego zdarzenia odniósł się także starszy kapitan Piotr Dziedzic z Komendy Powiatowej PSP w Busku-Zdroju.

- Informację o tym zdarzeniu otrzymaliśmy w sobotę przed godziną 18. Dyżurny na miejscu zdarzenia zadysponował sześć zastępów straży pożarnej: cztery zastępy państwowej straży pożarnej i dwa zastępy ochotniczej straży pożarnej. Po dojeździe na miejsce zdarzenia okazało się, że w pomieszczeniach rehabilitacyjnych oraz w pomieszczeniu technicznym, gdzie wybuchł pożar, jest zadymienie. Część personelu i osoby przebywające w tych pomieszczeniach ewakuowała się przed przybyciem straży pożarnej - powiedział.

Dziedzic dodał, że "paliła się rozdzielnia elektryczna". Jak zaznaczył, "pożary tego typu emitują więcej dymu, niż ognia". 

- Strażacy przy użyciu dwóch gaśnic proszkowych ugasili ten pożar, następnie pomieszczenia zostały przewietrzone. Dodatkowo to pomieszczenie techniczne zostało sprawdzone kamerą termowizyjną, w celu wykluczenia ukrytych zarzewi ognia. Wszystkie pomieszczenia tej części rehabilitacyjnej oraz pomieszczenia technicznego zostały sprawdzone detektorem wielogazowym na obecność substancji szkodliwych. Nie wykryto żadnych substancji szkodliwych i na tym działania straży się zakończyły - poinformował Dziedzic.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama