Reklama

Reklama

Strategiczne partnerstwo Polski i Ukrainy wciąż aktualne? Andrzej Duda z wizytą w Kijowie

Wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w Kijowie powinna pokazać, czy strategiczne partnerstwo między Polską a Ukrainą jest aktualne - mówi PAP Jan Malicki ze Studium Europy Wschodniej UW. Jego zdaniem relacje polsko-ukraińskie po okresie "romantyczno-heroicznym" staną się bardziej pragmatyczne. Prezydent udaje się z oficjalną wizytą na Ukrainę jeszcze dziś.

Według Malickiego wizyta prezydenta w Kijowie będzie okazją do pokazania, jaka jest pozycja Ukrainy w koncepcji polityki zagranicznej prezydenta Dudy, a także jaka jest pozycja Polski w strategii politycznej prezydenta Petra Poroszenki oraz czy pojęcie strategicznego partnerstwa między naszymi krajami jest nadal aktualne. Jak zauważył ekspert, pierwsze kilka miesięcy prezydentury Andrzeja Dudy pokazało, że "raczej nacisk jest położony na budowanie sojuszy w Europie Środkowej".

Malicki zaznaczył, że z pewnością w rozmowach prezydentów Polski i Ukrainy nie może zabraknąć tematu konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Wcielanie w życie porozumień mińskich, format normandzki, sytuacja Ukrainy wobec wojny z separatystami, a w istocie z Moskwą, aneksja Krymu - tych kwestii, zdaniem Malickiego, nie powinno zabraknąć w czasie rozmów prezydenta Dudy w Kijowie.

Reklama

Jak mówił ekspert, warte przedyskutowania są także kwestie dotyczące pozycji Polaków na Ukrainie i Ukraińców w Polsce, a także sprawa ukraińskiej ustawy z 9 kwietnia 2015 roku, uznającej prawny status uczestników walk o niezależność tego kraju w XX w. W Polsce regulacja ta wzbudziła kontrowersje, ponieważ odnosi się także do członków Ukraińskiej Armii Powstańczej; oblicza się, że w wyniku działań UPA mogło zginąć ok. 100 tys. Polaków.

Kolejną kwestią, która według Malickiego powinna się znaleźć w agendzie rozmów prezydenta w Kijowie, to relacje gospodarcze między naszymi krajami. "Polski biznes, który jest zainteresowany inwestowaniem na Ukrainie, ciągle ma problemy z brakiem życzliwości rządowych struktur ukraińskich" - mówił Malicki. Ważnym aspektem rozmów Dudy w Kijowie powinny być też zagadnienia dotyczące współpracy kulturalnej i naukowej - ocenił ekspert.

W opinii Malickiego, "skończył się czas, kiedy Ukraina mogła absolutnie i automatycznie liczyć na pozytywną reakcję Polski w każdej sprawie, na przyjeżdżanie prezydenta Polski za każdym razem i na zaangażowanie polityków polskich za każdym razem, kiedy to jest potrzebne Ukrainie".

"Moim zdaniem idzie czas bardziej twardych, surowych stosunków wzajemnych; niewykluczających przyjaźni i sojuszów, ale opartych o zasadę, że coś się daje i czegoś się wymaga" - powiedział Malicki. Według niego "kolejne rządy ukraińskie uważały, że mogą nie inwestować w relacje z Polską, bo Polska i tak zawsze będzie popierać Ukrainę, bo jest to w interesie Polski, by mieć na Wschodzie sojusznika i osłabiać Rosję". "Ten etap się skończył" - dodał.

Malicki zaznaczył, że nie oznacza to, że Polska wycofa swe poparcie dla unijnych sankcji wobec Rosji. Według niego kwestię tę należy widzieć w szerszej perspektywie, niż tylko relacje dwustronne między Polską a Ukrainą. Jak mówił, sankcje są bowiem reakcją na "bezwzględne, aroganckie złamanie prawa międzynarodowego przez Rosję", czym była aneksja Krymu.

W opinii eksperta, relacje polsko-ukraińskie po okresie "heroiczno-, sentymentalno-, romantycznym" staną się bardziej pragmatyczne. Podkreślił, że nie oznacza to, że będą gorsze.

Zdaniem Malickiego istotne jest, jaką pozycję Polska zajmuje w strategii prezydenta Ukrainy. Jego zdaniem Poroszenko kilkakrotnie dał sygnały, że Polska spada na dalsze miejsce jako partner Ukrainy. "Wskazałbym na dwie kwestie. Po pierwsze szczyt NATO w Newport i spotkanie, które zorganizował prezydent Poroszenko z największymi sojusznikami zachodnimi Ukrainy, wśród których nagle się okazało, że nie ma Polski" - powiedział Malicki.

Po drugie - kontynuował Malicki - znacząca też była sierpniowa wypowiedź prezydenta Poroszenki w Berlinie - w przerwie rozmów z kanclerz Niemiec Angelą Merkel i prezydentem Francji Francois Hollande'em - o tym, że nie widzi potrzeby wprowadzania innych formatów rozmów na temat kryzysu na wschodzie Ukrainy, niż format normandzki (Rosja, Ukraina, Niemcy i Francja).

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy