Reklama

Reklama

Strajk Kobiet: Demonstracja w rocznicę uzyskania praw wyborczych przez kobiety

Zakończyły się manifestacje "Strajku kobiet", które w sobotę w całym kraju zorganizowano przy okazji świętowania 102. rocznicy uzyskania przez kobiety praw wyborczych. Największa demonstracja odbyła się w Warszawie. Zatrzymano co najmniej 10 osób.

Uczestnicy manifestujący w sobotę na ulicach Warszawy zeszli z ulicy Marszałkowskiej na Trasę Łazienkowską i blokowali przejazd w obu kierunkach. "Przepraszamy za utrudnienia, mamy rząd do obalenia" - skandowali protestujący. Usunęli ich policjanci. Doszło również do starcia policji z Martą Lempart. Według części mediów liderka Strajku Kobiet upadła na ziemię. Niewykluczone, że na chwilę zemdlała.

Reklama

Uczestnicy sobotniego strajku w sobotę przed godziną 18 przedostali się z ulicy Marszałkowskiej na Trasę Łazienkowską i na wysokości przystanku autobusowego, weszli na pas prowadzący w obu kierunkach. Kierowcy trąbili, uczestnicy protestu krzyczeli "chodźcie do nas" i "przepraszamy za utrudnienia, mamy rząd do obalenia".

Po kilku minutach pojawiła się policja, która usunęła protestujących. Siły policyjne zabezpieczają ulicę Marszałkowską, gdzie przebywa obecnie największa grupa protestujących.

Organizatorzy strajku nie przedstawili żadnej konkretnej trasy przemarszu. W mediach informowano jedynie, że demonstracja związana jest z 102. rocznicą uzyskania praw wyborczych przez kobiety. "Nie po to wywalczyłyśmy sobie ponad wiek temu prawa obywatelskie, by teraz pozwalać rządzącym odbierać sobie prawa człowieka" - podkreślali organizatorzy strajku.

"Każda wolna Polka to dla PiS-u demolka"

Protestujący zaczęli się gromadzić na rondzie Dmowskiego już po godz. 15. Niektórzy uczestnicy strajku na ubraniach, maseczkach i transparentach mieli czerwone błyskawice. Uczestnicy demonstracji trzymali także transparenty z hasłami, takimi jak: "Każda wolna Polka to dla PiS-u demolka", "Wywalczyłyśmy prawa wyborcze, wywalczymy prawa pracownicze".

Zgromadzeni tabliczkę z nazwą ronda Romana Dmowskiego przykryli tabliczką z napisem: "Rondo Praw Kobiet".

Protestujących wspierali także motocykliści i kierowcy samochodów, którzy okleili pojazdy logo "Strajku Kobiet". 

Na miejscu były siły policji. Funkcjonariusze informowali protestujących, że zgromadzenie nie zostało zgłoszone i prosili o rozejście się.

Około godziny 16 protestujący ruszyli z Ronda Dmowskiego w kierunku placu Konstytucji. Manifestujący szli po jezdni oraz po torach tramwajowych. - Proszę się rozejść. Nie zostało zgłoszone żadne zgromadzenie, wasze zachowanie jest niezgodne z prawem - informowali policjanci przez megafon.

Jezdnia na ul. Marszałkowskiej została zablokowana przez policyjne radiowozy otoczone kordonem policji. 

102. rocznica uzyskania praw wyborczych przez kobiety

Jak poinformowali w mediach społecznościowych organizatorzy, demonstracja związana jest z 102. rocznicą uzyskania praw wyborczych przez kobiety. "Nie po to wywalczyłyśmy sobie ponad wiek temu prawa obywatelskie, by teraz pozwalać rządzącym odbierać sobie prawa człowieka" - podkreślili organizatorzy strajku.

"W 102. rocznicę naszej niepodległości idziemy w imię nas wszystkich - my, wnuczki tych, które wystukały sobie tę niepodległość parasolkami. W imię solidarności, którą możemy i chcemy się podzielić" - dodali w wydarzeniu opublikowanym na Facebooku organizatorzy.

Nie tylko Warszawa

Demonstracje odbywają się w całej Polsce. Według informacji przekazanych przez Ogólnopolski Strajk Kobiet w weekend protesty zaplanowano w ponad 60 miastach i miasteczkach w Polsce.

W Krakowie protest rozpoczął się o godz. 13 na Rynku Podgórskim w Krakowie. Stąd ulicami Podgórza manifestacja ruszyła do Collegium Novum. Po drodze manifestanci zatrzymali się pod budynkiem krakowskiej kurii przy ul. Franciszkańskiej.

We Wrocławiu demonstracja rozpoczęła się - podobnie jak w Warszawie - po południu. Wzięło w niej udział kilkaset osób. Protesty zorganizowano także m.in. w Katowicach, Szczecinie, Łodzi, ale też w Sanoku czy Kędzierzynie-Koźlu. 

Protesty w kraju trwają od 22 października, gdy Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepis tzw. ustawy antyaborcyjnej z 1993 r. zezwalający na aborcję w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodny z konstytucją. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy