Reklama

Reklama

Stasiak zapowiada pomoc finansową dla powodzian

Kancelaria Prezydenta przeznaczy 100 tys. zł na usuwanie skutków powodzi - zapowiedział w Ropczycach wiceszef Kancelarii Władysław Stasiak. Pomoc ma być przeznaczona na remont sześciu szkół.

- Nie obiecuję, że odbudujemy komuś dom, ale w przypadku zniszczenia np. ratującej życie aparatury medycznej możemy uruchomić środki - powiedział Stasiak. Poinformował, że po zakończeniu wizyty na Podkarpaciu sporządzi dla prezydenta Lecha Kaczyńskiego notatkę, która może być podstawą wypłaty doraźnej pomocy.

Reklama

- Weźmiemy na siebie pomoc w przywróceniu do stanu używalności sześciu szkół ponadgimnazjalnych w Ropczycach. Uzgodniliśmy ze starostą kwotę 100 tys. zł. Możemy od razu rozpocząć to przedsięwzięcie - powiedział Stasiak po objeździe okolicznych miejscowości, które najbardziej ucierpiały wskutek ulew. Oprócz Ropczyc są to: Witkowice, Wielopole, Niedźwiada, Brzeziny i Łączki Kucharskie.

Minister powiedział, że usunięcie skutków powodzi będzie wymagało długotrwałej pracy. Podkreślił ofiarność strażaków zawodowych i ochotników oraz sąsiedzką solidarność. Zaznaczył, że wobec katastrofy potrzebne są wspólne działania administracji rządowej, samorządowej i prezydenckiej.

- Panu prezydentowi zależy, byśmy stali w jednym szeregu - powiedział Stasiak przed kościołem w Ropczycach.

W ciągu dnia parafianie pomagali strażakom czyścić ze szlamu kościół, w którym jeszcze w piątek rano stało kilkadziesiąt centymetrów wody.

Starosta ropczycko-sędziszowski Józef Rojek powiedział, że w gminie Ropczyce powódź wyrządziła największe szkody, a w samym mieście praktycznie nie ma budynku, który by nie ucierpiał. "Wniosek na przyszłość: środki zapobiegawcze trzeba podejmować już, kiedy fala powodziowa jest jeszcze daleko. Chociaż u nas wszystkie służby były zmobilizowane, jednak szkody są ogromne, infrastruktura drogowa zniszczona. To największa powódź, nie tylko w czasach powojennych" - mówił starosta.

- Wszystko jest zniszczone: meble, sprzęty, szafa, cała kuchnia. Najważniejsze, że nam nic się nie stało" - mówiła mieszkanka Niedźwiady. "Trzymaliśmy drzwi balkonowe, na które napierała woda. Widzieliśmy, jak do środka, chce się dostać bóbr. Po podwórzu pływały psy. Drzewa były zalane do koron. Rzeka, która nigdy do nas nie wylewała tym razem nas nie oszczędziła - dodała kobieta, która tak jak jej maż nie ma pracy. Ich mieszkanie było nieubezpieczone.

W powiecie ropczycko-sędziszowskim i samych Ropczycach w czwartek w wyniku intensywnych opadów deszczu wylała lokalna rzeka Wielopolka. Zalała i podtopiła ok. 400 domów. Ewakuowano ok. 600 mieszkańców. Jest też jedna ofiara śmiertelna - mężczyzna w średnim wieku, mieszkaniec wsi Brzeziny.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy