Reklama

Reklama

Stanisław Karczewski: Nie zaprosiłbym Komisji Weneckiej tak szybko

"Gdyby minister Waszczykowski zaprosił Komisję Wenecką później, albo nie zaprosił jej wcale i ona przyjechałaby sama, to byłoby lepiej. Mielibyśmy więcej czasu na refleksje. Ja bym tak szybko nie zaprosił Komisji" – mówił gość Kontrwywiadu RMF FM, marszałek Senatu Stanisław Karczewski. "Komisja Wenecka przyjechała jak burza i wyjechała…" - dodał.

Konrad Piasecki, RMF FM: Panie marszałku, czy w 105. dniu od powstania rządu sytuacja nie dojrzała do dokonania pierwszych zmian w jego składzie?

Stanisław Karczewski, marszałek Senatu: - Ja nie widzę takiej potrzeby, a zmiany dokonuje pani premier. 

Patrzy pan na szefa dyplomacji i myśli pan: To najlepsze, co PiS może dać MSZ?

- Jest to dobry minister. 

Dobry i...

- Nie no, dobry, skuteczny...

Ale?

- Dobry, skuteczny, no wie pan...

Ale mógłby być jakiś lepszy.

- Zawsze. Być może ktoś mógłby być lepszym marszałkiem Senatu. Ale mówiąc poważnie, panie redaktorze, bardzo poważnie odpowiadając na pytanie... Jest 105. dzień i to nie dlatego, że to jest 105. dzień, ale nie widzę potrzeby zmian żadnych ministrów. Na razie widzę, że rząd funkcjonuje bardzo sprawnie, dobrze.

Reklama

Ale słyszy pan te hasła: Kończ Waszcz, wstydu oszczędź? I to nawet politycy PiS-u ten anegdotyczny jakże...

- Nie, to jeszcze tego nie słyszałem. Rozmawiam z politykami PiS-u, ale to pierwszy raz od pana redaktora słyszę. Jest dobrym ministrem.

A nie jest za nadto impulsywny, za nadto kompulsywny?

- Ja się wielokrotnie spotykałem, bo to też dobrze...

Idący za daleko w słowach, czynach?

- Jest dobrze też ocenić człowieka, znając go osobiście. Znam osobiście pana ministra Waszczykowskiego - jest bardzo zrównoważonym, dobrym człowiekiem, z dużym wyczuciem i dobrze sobie radzi. Ja jestem zadowolony z działalności pana ministra Waszczykowskiego i całego rządu. Dobrze działa. 

Mamy paradę w Düsseldorfie, taką jak to parady w Düsseldorfie bywają - minister natychmiast idzie do mediów, mówi: będę rozmawiał z szefem niemieckiego MSZ. Mamy reportaż BBC - ministerstwo pisze list do BBC, skarży się na Mayę Rostowską. Mamy sprawę Wałęsy - minister mówi: to była marionetka, mogła być marionetka w rękach komunistów. Mamy teraz historię Komisji Weneckiej - minister pisze gromki list do Rady Europy. "Brutalny atak, brak skrupułów" - no, powściągliwość w słowie powinna być zaletą szefa MSZ. 

- Panie redaktorze, tak, no gdyby pan minister nic nie robił, pewno byłyby zarzuty, że jest pasywnym ministrem, nieangażującym się w swoje sprawy. Jest aktywny i dobrze sobie radzi - taka jest moja ocena. 

A w sprawie Komisji Weneckiej nie popełnił zbyt wielu błędów?

- Zbyt wielu może nie.

Ale jakieś popełnił?

- To, że zaprosił ją tak szybko to... ja bym tego nie zrobił. Ale tak się stało i to już wiemy o tym, że jednak gdyby pan minister Waszczykowski zaprosił później albo nie zaprosił i Komisja przyjechałaby sama, byłoby lepiej. Mielibyśmy troszeczkę więcej czasu na refleksję, na lepsza ocenę.

Ale komu ta refleksja jest potrzebna - rządzącym?

- Nie, ja myślę teraz o Komisji Weneckiej. Komisja Wenecka przyjechała jak burza, pojechała. Wie pan, panie redaktorze, bardzo dużo mówimy o Komisji Weneckiej. Rok temu, ja jestem przekonany...

Nie wiedzieliśmy o jej istnieniu - zgoda, tak. 

- Przyznajmy się szczerze. 

Przyznaję, tak. 

- Ja również się przyznaję szczerze, że nie słyszałem o Komisji Weneckiej - w tej chwili największy autorytet to Komisja Wenecka. Poczekajmy na raport ostateczny.

Komisja Wenecka miałaby przesuwać wydanie tej ostatecznej opinii z tego raportu? Bo MSZ teraz o to prosi. 

- Z tego samego powodu, o którym mówiłem - żeby miała więcej czasu, więcej możliwości, żeby spojrzeć na nasze problemy i na nasze sprawy bardziej obiektywnie.

Panie ministrze, ale polskie problemy konstytucyjne to naprawdę nie jest Wielki Zderzacz Hadronów, do którego trzeba sporo wiedzy. Prosta sprawa.

- Proste sprawy są najbardziej skomplikowane. Wolałbym, żeby Komisja Wenecka z większą troską i dłużej popatrzyła na nasze sprawy. Jeśli tak się stanie, to dobrze. 

Ale nie stanie się, bo Komisja Wenecka powiedziała: w marcu wydajemy opinię, koniec dyskusji.

- Zobaczymy.

Jeszcze pan wierzy.

- Jeszcze wierzę w to, że może zmienić decyzję, bo może zmienić decyzję. Sesje odbywają się chyba trzy razy w roku.

Tak, w marcu, następna w czerwcu. Tylko nie wiem, dlaczego na przedwiośniu marcowym miałaby być opinia inna niż w słońcu czerwca.

- Może być inna.

Słońce podziała na szyszynkę członków Komisji.

- Też działa, to prawda.

I zmienią opinię, będą mniej brutalni.

- Być może. 

A jeszcze pan mówi o przecieku. Ten przeciek mnie interesuje. 

- Ten przeciek i ta sytuacja, która powstała po przecieku, spowodowała jednak wyższą temperaturę sporu politycznego. Dobrze by było, żeby opadła i żeby Komisja Wenecka nie angażowała się tak mocno politycznie. Ten przeciek był absolutnie wyjątkowy. Chyba nigdy w Komisji Weneckiej nie zdarzyła się taka sytuacja.

Właśnie podobno zawsze są przecieki. Czytałem gdzieś z kolei, że przecieki zdarzają się regularnie, bo w tak wiele miejsc się rozsyła...

- To bardzo źle świadczy o Komisji Weneckiej. 

Nie, raczej o tych, do których się rozsyła.

- Jestem głęboko przekonany, że w tak ważnej, tak poważnej sprawie nie powinno dojść do przecieku. Ale jeśliby nawet doszło do przecieku, to "Gazeta Wyborcza" nie powinna tego ogłaszać w tym dniu, kiedy zwołuje protest i demonstrację KOD-u. 

Ale proszę spojrzeć na sekwencję wydarzeń: opinia Komisji Weneckiej dociera do polskiego MSZ, następuje przeciek.

- Powinna dotrzeć do pani premier.

Ale przechodzi przez MSZ. Po czym tenże MSZ, który jako pierwszy miał w Polsce opinię Komisji Weneckiej, wystosowuje gromkie listy: Był przeciek, skandal. Teraz się zastanawiam: komu w takim razie służył ten przeciek?

- Ten przeciek na pewno w tym momencie, w którym został upubliczniony, służył demonstracji KOD-u.

Nie, może służył tym, którzy dzisiaj mogą wystosowywać gromkie listy do Komisji Weneckiej ws. przecieku. Cui bono, panie marszałku?

- Nie, uważam, że to bardzo źle. To nie jest dobra praktyka. A jeśli to jest praktyka, to bardzo źle. To zupełnie zmieniam zdanie o Komisji Weneckiej. Od pana teraz słyszę, że za każdym razem są przecieki.

Ja nie mówię, że za każdym razem, ale słyszałem, że spływają przecieki.

- Ja nie słyszałem o tym i tak nie powinno być. Możemy zgodzić się, że tak nie powinno być - że to jest bardzo zła praktyka. Ja, jako dyrektor małego szpitala byłem kontrolowany przez wiele instytucji i zawsze dostawałem raport wstępny do tego, aby odnieść się i to była normalna praktyka. Odnosiłem się, ten raport końcowy czasami był różny, czasami był inny, ale moja opinia wpływała na końcowy efekt tego raportu.

A jeszcze wracając do wątku ministra Waszczykowskiego - rozumiem, że rozmowy o jego odwołaniu na razie ograniczają się do gabinetów politycznych?

- Ja myślę, że to są bardziej spekulacje medialne.

A nie jest tak przypadkiem, że ministrowi zwalnia się miejsce w Parlamencie Europejskim?

- Nie wiem nic na ten temat panie redaktorze.

Bo gdyby się zwalniało, to byłoby to jakieś honorowe wyjście.

- Panie redaktorze, zobaczymy.

Janusz Wojciechowski odchodzi z europarlamentu.

- Odchodzi, najprawdopodobniej odejdzie. Poczekajmy, panie redaktorze poczekajmy. Pan minister Waszczykowski - jeśli pan się pyta o moją ocenę - moja ocena jest bardzo dobra.

Tak jak wszystkich ministrów?

- Tak.

Czy Waszczykowski na tle innych jest najlepszy?

- Panie redaktorze, jeśli pan mnie pyta, ja mam bardzo dobrą ocenę rządu i wszystkich ministrów. Pracują bardzo intensywnie, dobrze i rząd również w całości jest dobry.

Rozmawiał pan z Łukaszem Kamińskim, szefem IPN-u o teczce Bolka?

- Rozmawiałem.

Przekazywał mu pan jakieś sugestie obozu rządzącego, jak tę historię rozgrywać?

- Panie redaktorze, żadnych nacisków, żadnych sugestii. Jedynie co w mojej rozmowie, w naszej rozmowie - bo nie rozmawiałem sam - była troska o to, co jest w tych materiałach, w jaki sposób one dotarły, jak odbywało się...

Ale to taka troska marszałka Senatu?

- Troska o sprawy polskie, bo to bardzo istotne, bardzo ważne.

Czyli pan był stroną pytającą, a nie sugerującą?

- Ja nie byłem żadną stroną. Ja po prostu rozmawiałem w trosce o interes Polski i o nasze sprawy - sprawy bezpieczeństwa.

I uważa pan, że ta sprawa jest dobrze rozgrywana?

- (...) Absolutnie nie jest to żadne rozgrywanie. Jest to po prostu element pracy Instytutu Pamięci Narodowej.

Dobrej pracy?

- Ja też nie chcę oceniać tej pracy. Jeżeli po wielu latach wchodzi się do willi pana Jaruzelskiego, to w mojej ocenie to trochę za późno. Być może można było zrobić to wcześniej. Być może są sprawy, o których nie wiem. Nie chcę oceniać pracy Instytutu Pamięci Narodowej.

Na ostatnie pytanie mi pan na pewno odpowie - czy Łukasz Kamiński ma szansę na drugą kadencję w oczach polityków Prawa i Sprawiedliwości, bo to oni o tym zdecydują.

- Tego nie wiem. To dopiero jest przed nami.

Dowiedz się więcej na temat: Stanisław Karczewski | Kontrwywiadu RMF FM

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama