Reklama

Reklama

Sprawa Igora Stachowiaka "zamieciona pod dywan"?

Nowoczesna domaga się dymisji wiceszefa MSWiA Jarosława Zielińskiego w związku z wysokimi odprawami, jakie otrzymali policji zdymisjonowani po śmierci Igora Stachowiaka - poinformował w poniedziałek poseł ugrupowania Adam Szłapka. Sprawa Stachowiaka została "zamieciona pod dywan" - dodał parlamentarzysta.

Nowoczesna chce też informacji ministra sprawiedliwości, prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobro ws. postępowania prokuratury dot. śmierci Igora Stachowiaka na wrocławskim komisariacie.

"Gazeta Wyborcza" napisała w poniedziałek, że komendanci policji zdymisjonowani po śmierci Igora Stachowiaka, uciekli przed odpowiedzialnością dyscyplinarną na emerytury i dostali bardzo wysokie odprawy - w wysokości sześciomiesięcznych uposażeń, czyli od 45 tys. (komendant miejski) do 60 tys. (komendant wojewódzki).

Poseł Nowoczesnej na konferencji prasowej w Sejmie podkreślił, że ówczesny szef MSWiA Mariusz Błaszczak oraz jego zastępca Jarosław Zieliński zapowiadali, że tragiczne wydarzenie we wrocławskim komisariacie musi być w pełni wyjaśnione, a winni powinni być ukarani. "Dziś wiemy, że nic takiego się nie stało, że policjanci za to odpowiedzialni nie tylko nie ponieśli konsekwencji, ale także dostali odprawy i przeszli na emerytury" - mówił Szłapka.

Reklama

Zdaniem posła Nowoczesnej, sprawa Igora Stachowiaka została "zamieciona pod dywan" zarówno przez Błaszczaka i Zielińskiego, jak i prokuratora generalnego.

Polityk poinformował, że Nowoczesna oczekuje dymisji wiceministra Zielińskiego i zapowiedział też, że ugrupowanie złoży wniosek o informację ministra sprawiedliwości, prokuratora generalnego ws. postępowania prokuratury dot. śmierci Igora Stachowiaka

Igor Stachowiak w maju 2016 r. został zatrzymany na wrocławskim rynku. Według funkcjonariuszy, był agresywny i dlatego musieli użyć paralizatora. Po przewiezieniu na komisariat stracił przytomność i pomimo reanimacji zmarł. Według pierwszej opinii lekarza, przyczyną śmierci była ostra niewydolność krążeniowo-oddechowa.

Sprawa wróciła po wyemitowaniu w maju ub.r. reportażu w TVN24, gdzie m.in. pokazano zapis z kamery paralizatora. Później "Fakty" TVN podały, że policja miała dostęp do nagrań ws. śmierci Stachowiaka, choć deklarowała coś innego.

W związku z tymi wydarzeniami ówczesny szef MSWiA odwołał komendanta dolnośląskiej policji, jego zastępcę ds. prewencji oraz komendanta miejskiego we Wrocławiu. Wszyscy funkcjonariusze: zatrzymujący Stachowiaka i używający wobec niego tasera, są już poza policją.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy