Reklama

Reklama

Spór o Sąd Najwyższy. Kolejne protesty

Przed siedzibą SN odbył się protest w obronie sądownictwa. Do zgromadzonych przemawiał Lech Wałęsa. W środę zgodnie z nową ustawą w stan spoczynku przechodzą sędziowie SN, którzy ukończyli 65. rok życia i nie złożyli oświadczenia o woli dalszego sprawowania urzędu. Oświadczenia nie złożyła m.in. I prezes SN Małgorzata Gersdorf.

- Musimy zrobić wszystko, wykrzesać wszystkie siły, by obronić (sądownictwa - przyp. red.) - powiedział na początku przemówienie Lech Wałęsa.

Reklama

Stwierdził, że aktualnie jest "klasyczna sytuacja na kryterium uliczne". - Ale my nie możemy tego zrobić, bo my walczyliśmy o demokrację. Dlatego nie możemy tak rozwiązywać tych problemów - tłumaczył.

Ostro skrytykował zmiany w sądownictwie, które przeprowadza partia rządząca. - Ktokolwiek dziś występuje przeciw konstytucji, przeciw trójpodziałowi władzy, ten jest przestępcą. Oni są przestępcami - powiedział Wałęsa.

- W swoim czasie musimy rozliczyć tych ludzi, bo to jest zamach na interesy Polski - dodał. 

- Cały świat ich wyśmiewa, a oni moja krowa, i moja krowa - kontynuował.

Zapowiedział, że parę dni zostaje w Warszawie, by przysłuchiwać się, co można zrobić. Zaznaczył jednak, że zgromadzonych przed Sądem Najwyższym - w jego opinii - jest mało. - Tą ilością to my za wiele nie wywalczymy - stwierdził i namawiał zebranych, by zachęcali innych do uczestniczenia w protestach. - My, patrioci musimy się połączyć - mówił.

- Musimy zachęcić społeczeństwo do tego, by jednak wspólnymi siłami, jak najszybciej, tych ludzi, którzy są przestępcami jednak z tych miejsc powyciągać, a wstawić w te miejsca ludzi porządnych, którzy będą szanować przeszłość i służyć aktualnym interesom Polski - przekonywał Wałęsa.

- Żadne pokolenie do tej pory nie miało takiej szansy, jak nasze. Jednak musimy się lepiej rządzić, lepiej wybierać (...) Już dużo osiągnęliśmy, doprowadziliśmy do wolności, ale ta wolność na razie nie jest dobrze zagospodarowana - powiedział były prezydent.

"Ja nie zamierzam strzelać"

Na koniec wystąpienia Lech Wałęsa nawiązał też do swojego wpisu na Facebooku. "Jeśli władze podniosą rękę na Sąd Najwyższy, pojadę do Warszawy. A jeśli policja stanie mi na drodze, będę się bronił" - napisał w ubiegłą niedzielę były prezydent w mediach społecznościowych. Poinformował, że ma broń i "pozwolenie do obrony osobistej".

- Stosuję często terapię szokową i często, by zatrzymać szaleńców rzucam coś, by poszli w tę stronę i pozostawili to szaleństwo - mówił Wałęsa.

- Chciałem powiedzieć tak: sprawy zaczynają być poważne. Jeśli sąd nam zrujnują, to może dojść do wojny domowej i wtedy powiedziałem, że jadę do Warszawy i że mam broń, ale po to, aby tą bronią odciągnąć szaleńców od dziwnego myślenia - kontynuował. Tłumaczył, że ma "złota broń", którą jako prezydent dostał w prezencie i nie chodzi o to, by do kogokolwiek strzelać.

- Mam nagrodę Nobla i jestem pokojowo nastawiony, nie zamierzam strzelać. Jeśli będziecie tu trwali, to ja będę do was wpadał i trochę pogadamy! - zakończył.

Rano przywitano Gersdorf

W środę przed budynkiem SN pikietujący zgromadzili się już po godz. 7 rano. Powitali tam sędzię Małgorzatę Gersdorf, która przybyła do SN o godz. 8.30. Po wejściu Gersdorf do gmachu SN pikietujący odśpiewali hymn Polski. Następnie udali się na plac Krasińskich pod pomnik Powstania Warszawskiego.

Według szacunków policji w kulminacyjnym momencie przed Sądem Najwyższym demonstrowało ok. 1,5 tys. osób. Uczestnicy trzymali flagi Polski i UE, tabliczki z napisem "Konstytucja" oraz transparenty m.in. "Łapy precz od Sądu Najwyższego". Przed wejściem do budynku Obywatele RP rozłożyli duży transparent z napisem "Zostańcie". Demonstranci wykrzykiwali hasła: "Konstytucja" i "Wolne Sądy".

Na wieczór zaplanowano kolejne protesty, podczas których głos ma zabrać m.in. były prezydent Lech Wałęsa.

Konflikt o SN

Zgodnie z ustawą o Sądzie Najwyższym, która weszła w życie 3 kwietnia, w dniu następującym po upływie trzech miesięcy od tego terminu w stan spoczynku przechodzą z mocy prawa sędziowie SN, którzy ukończyli 65. rok życia. W związku z tym sędziowie ci od środy według ustawy przestają pełnić swe funkcje. Mogą oni dalej orzekać, jeśli w ciągu miesiąca od wejścia w życie nowej ustawy złożyli stosowne oświadczenie i przedstawili odpowiednie zaświadczenia lekarskie, a prezydent wyrazi zgodę na dalsze zajmowanie stanowiska sędziego SN.

We wtorek w SN było 73 sędziów, spośród których 27 ukończyło 65. rok życia. Z kolei spośród tych 27 sędziów oświadczenia dotyczące woli pozostania na stanowisku z powołaniem na podstawę prawną nowej ustawy o SN złożyło dziewięciu sędziów. Natomiast w siedmiu kolejnych oświadczeniach sędziowie powołali się bezpośrednio na Konstytucję RP, nie dołączyli także zaświadczeń o stanie zdrowia.

Z kolei 11 sędziów nie złożyło takich oświadczeń. Nie złożyła go m.in. I prezes SN Małgorzata Gersdorf, która już ukończyła 65. rok życia. Informowała ona wcześniej, że "nie złożyła i nie złoży" wniosku do prezydenta ws. dalszego zajmowania stanowiska sędziowskiego i funkcji prezesa SN. "Konstytucja gwarantuje mi to stanowisko, bardzo zaszczytne, na sześć lat i nie widzę powodu, żebym miała zgłaszać się do władzy wykonawczej z prośbą, to w ogóle nie wchodzi w grę" - mówiła Gersdorf.

W zeszłym tygodniu Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN jednogłośnie przyjęło uchwałę mówiącą, że sędzia Gersdorf pozostaje zgodnie z Konstytucją RP I prezesem SN do 30 kwietnia 2020 r.

We wtorek wiceszef Kancelarii Prezydenta Paweł Mucha powiedział, że nie ma wątpliwości, iż skutek w postaci przejścia w stan spoczynku "obejmuje wszystkie osoby, które nie podjęły żadnej aktywności, nie złożyły oświadczenia w trybie przewidzianym ustawą". "Taką osobą, na skutek własnej także - jak rozumujemy - decyzji, jest też pierwsza prezes SN pani prof. Małgorzata Gersdorf. Jeżeli pani sędzia spełnia te warunki określone ustawą, a nie ulega żadnej wątpliwości, że spełnia, przechodzi ona w stan spoczynku z mocy prawa" - zaznaczył prezydencki minister.

"Prezydent wskazuje jednoznacznie, że ktoś, kto nie jest sędzią w stanie czynnym nie może pełnić funkcji I prezesa Sądu Najwyższego. W związku z tym nie ma I prezesa SN" - powiedział Mucha po wtorkowym spotkaniu prezydenta Andrzeja Dudy z prezes Gersdorf.

W związku z tym - jak informował we wtorek Mucha - wolą prezydenta było, żeby najstarszy stażem sędzia, prezes Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych SN Józef Iwulski był osobą, która od środy będzie wykonywała funkcje związane z zastępowaniem i wykonywaniem obowiązków I prezesa SN.

Z kolei jak informował sędzia Laskowski we wtorek - jeszcze przed spotkaniem z prezydentem Andrzejem Dudą - Gersdorf wydała zarządzenie o wyznaczeniu jako kierującego pracą SN prezesa Iwulskiego "do zastępowania I prezes SN na czas swojej nieobecności".

"To jest zarządzenie o zastępowaniu, czyli wtedy, kiedy nie ma tego, który jest zastępowany, wyznaczony jest ten, który ma zastępować. A jeśli jest ten, który zastępowany ma być, to oczywiście on pełni swoje obowiązki. Tak rozumiem ideę zastępstwa" - powiedział. Dodał, że takie decyzje o zastępowaniu pod nieobecność - np. podczas urlopu lub wyjazdu na międzynarodową konferencję naukową - to rutynowa czynność i "nie oznacza to, że pani prezes zmienia swoje stanowisko".

W poniedziałek w związku z przepisami ustawy o Sądzie Najwyższym dot. zasad przechodzenia sędziów SN w stan spoczynku, Komisja Europejska rozpoczęła wobec Polski procedurę w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego. KE wysłała do Polski wezwanie do usunięcia uchybienia dot. ustawy o SN.

Według KE, brak jest kryteriów, którymi ma się kierować prezydent podejmując decyzję o zgodzie na przedłużeniu zajmowania stanowiska sędziego SN. Ponadto - według KE - nie ma też możliwości przeprowadzenia kontroli sądowej takiej decyzji.

Władze w Warszawie mają miesiąc, aby odpowiedzieć na wezwanie KE do usunięcia uchybienia.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje