Reklama

Reklama

Śmierć Pawła Chruszcza. Są nowe fakty

W śledztwie w sprawie śmierci Pawła Chruszcza nie znaleziono jak dotąd niczego, co mogłoby świadczyć, że ktoś zabił radnego albo nakłaniał go, żeby targnął się na życie - ustaliła Polska Agencja Prasowa w źródłach zbliżonych do śledztwa.

Ciało radnego z Głogowa Pawła Chruszcza znaleziono 31 maja w miejscu, które sam wskazał wcześniej znajomym - w Droglowicach, 10 km od Głogowa. Wisiało w szczerym polu na słupie energetycznym. Prokuratura bada trzy wątki: samobójstwo, samobójstwo pod presją i zabójstwo z upozorowanym samobójstwem.

Reklama

W piątek szef Prokuratury Okręgowej w Legnicy Zbigniew Harasimiuk zaprzeczył w wypowiedzi dla portalu WP, by przeważała któraś z wersji. Jednak według informacji PAP, prokuratura ta uznaje samobójstwo za "najbardziej prawdopodobną wersją zdarzenia".

Ostatnie dni życia radnego

Prowadząc śledztwo, prokuratorzy odtworzyli ostatnie dni życia Chruszcza. Postępowanie potwierdziło, że Chruszcz otrzymał wezwanie do opublikowania przeprosin i zapłaty 50 tysięcy złotych zadośćuczynienia za swoje publiczne wypowiedzi. A jak ujawnił portal Fakt24.pl, przed śmiercią szukał w Internecie informacji o upadłości konsumenckiej. PAP potwierdził te informacje w niezależnym źródle. "Z relacji świadków wynika, że radny był w dużym stresie" - mówi osoba znająca kulisy śledztwa.

Jak ustaliła PAP, Chruszcz krótko przed śmiercią kupił w markecie budowlanym w Poznaniu siedem metrów pomarańczowej linki - tej, na której wisiało na słupie jego ciało. Prokuratorzy ustalili to dzięki rachunkowi ze sklepu, który znaleźli w rzeczach radnego. To market należący do dużej sieci znanej marki. Sprawdzenie zapisu monitoringu z tego sklepu potwierdziło, że Chruszcz kupił linkę osobiście.

Jak dowiedziała się PAP, na lince nie stwierdzono otarć, które mogłyby świadczyć, że była wciągana na słup razem z ciałem. Ustalono też, że Chruszcz szukał przed śmiercią w wyszukiwarce internetowej w telefonie instrukcji, jak sporządzić pętlę wisielczą. W przeddzień i w dniu śmierci radny rozesłał też do dwóch swoich kolegów skany map z zaznaczonym miejscem, w którym 31 maja znaleziono jego ciało. Prosił ich, aby tam przyjechali.

W dniu śmierci, 30 maja, Chruszcz zostawił w pracy laptop, choć zawsze brał go do domu. Kupił jeszcze whisky, na co wskazały analizy dokonywanych przez niego transakcji. Częściowo opróżnioną butelkę "Jacka Danielsa" znaleziono przy słupie, na którym wisiało ciało radnego. Przyczyną śmierci - jak to określili biegli - było "uduszenie gwałtowne w mechanizmie powieszenia".

Brat nie wierzy w samobójstwo

Zmarły radny to brat posła Sylwestra Chruszcza z koła Wolni i Solidarni. Poseł nie wierzy w samobójstwo brata i twierdzi, że nic tego nie potwierdza. W kontekście jego śmierci media informowały, że radny miał się spotkać z byłym wiceszefem CBA, obecnie sekretarzem stanu w KPRM Maciejem Wąsikiem, by przekazać mu dokumenty dotyczące sprzedaży przez władze miasta przedszkola po zaniżonej cenie.

Radny zainteresował się przedszkolem, do którego chodził jego najmłodszy syn, gdy na początku marca odkryto, że opiekunka znęcała się nad niepełnosprawnym dzieckiem. Jak pisał "Dziennik Gazeta Prawna", Paweł Chruszcz, interesował się też KGHM. Oskarżał kombinat o możliwość fałszowania danych o emisji szkodliwego arsenu. Złożył zawiadomienie do prokuratury, że zachodzi podejrzenie, iż dane z huty w Głogowie wskazujące, że normy nie są przekroczone, mogą być źle pobierane. Sprawę umorzono.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje