Reklama

Reklama

"Śledztwo ws. Rosomaków, a nie gen. Skrzypczaka"

Śledztwo dotyczące doposażenia Kołowych Transporterów Opancerzonych Rosomak, przeznaczonych do działania w ramach polskiego kontyngentu wojskowego w Czadzie, prowadzone jest "w sprawie", a nie "przeciwko" - poinformował zastępca wojskowego prokuratora okręgowego płk Ireneusz Szeląg.

Według dzisiejsze "Gazety Wyborczej" gen. Waldemarowi Skrzypczakowi - do niedawna dowódcy Wojsk Lądowych - mają zostać wkrótce przedstawione zarzuty.

O śledztwie poinformowała w połowie sierpnia Naczelna Prokuratura Wojskowa, zamieszczając na swojej stronie internetowej komunikat. Opublikowano go 19 sierpnia, dzień po wypowiedzi generała wyemitowanej przez stację Polsat News. Generał zasugerował, że na prokuraturę wojskową wywierano presję, w celu uzyskania niekorzystnych dla niego materiałów. Rzecznik NPW płk Jerzy Artymiak zapewniał wówczas w komunikacie, że taka sytuacja nie miała miejsca.

Reklama

Jak podano w dokumencie, w Wojskowej Prokuraturze Okręgowej w Warszawie prowadzone jest śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień oraz niedopełnienia obowiązków służbowych i działania na szkodę interesu publicznego przez funkcjonariuszy publicznych m.in. z Dowództwa Wojsk Lądowych w związku z procedurą doposażenia KTO Rosomak, przeznaczonych do wykonywania zadań w ramach PKW w Czadzie.

Komunikat głosi, że wskazane postępowanie przygotowawcze zostało wszczęte 16 lutego 2009 r. na podstawie pisemnego zawiadomienia złożonego przez Szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

Jeden z wątków tegoż postępowania dotyczy zakupu w ramach tzw. pilnej potrzeby operacyjnej sześciu obrotnic do montażu uzbrojenia pokładowego w KTO Rosomak za kwotę około 980 tys. zł.

Dotychczasowe wyniki postępowania wskazują, że dostarczone obrotnice mogą być używane jedynie w czasie postoju pojazdów i przy przechyle mniejszym niż pięć stopni. Ich eksploatacja w normalnych warunkach polowych może spowodować zagrożenie życia i zdrowia żołnierzy użytkujących obrotnice.

W komunikacie wskazano, że w toku śledztwa gen. Skrzypczak z własnej inicjatywy zgłosił się do prokuratury prowadzącej postępowanie przygotowawcze i wyraził gotowość złożenia zeznania w tej sprawie oraz ujawnienia szeregu znanych mu okoliczności związanych z przygotowaniem wyposażenia dla Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Czadzie. Zgodnie z wnioskiem generała, przesłuchano go w charakterze świadka 25 czerwca 2009 r.

Jak podkreślono, jest to jedyne śledztwo, aktualnie prowadzone przez wojskowe jednostki organizacyjne prokuratury, w którym wykonano czynność procesową z udziałem gen. Skrzypczaka.

Zdaniem gen. Skrzypczaka cała sprawa dowodzi braku koordynacji na poziomie MON. Jak wskazał, resort wiedząc, że obrotnice Rosomaków nie mają jeszcze zakończonych badań, podpisał umowę na ich transport.

Generał przypomniał, że transportery - już po dotarciu do Czadu - uzyskały pozytywną opinię wojskowych ekspertów i weszły do użycia w polskim kontyngencie decyzją Szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.

Jak podkreślił Skrzypczak, Rosomaki wysyłano do Czadu nie jako wozy bojowe ale transportowe. Dodał, że w ich instrukcji obsługi jest napisane, iż można strzelać z broni pokładowej jedynie w czasie postoju. Jego zdaniem, żołnierze wiedzieli jak z nich korzystać.

Szef MON Bogdan Klich pytany przez dziennikarzy o sprawę powiedział dziś w Warszawie, że "nie oceniał, nie ocenia i nie będzie oceniał działań prokuratury".

- Prokuratura jest niezależnym organem wymiaru sprawiedliwości. Żadnego komentarza w tej sprawie państwo nie usłyszycie; tak jak w żadnej innej sprawie prowadzonej przez prokuraturę - dodał. Indagowany, "czy zna sprawę", Klich powiedział krótko: "tak".

Waldemar Skrzypczak odszedł z armii po zamieszaniu i kontrowersjach, jakie wywołała jego wypowiedź, w której zarzucił biurokracji w MON, że utrudnia zakupy sprzętu, którego najbardziej potrzebują żołnierze.

Minister Klich uznał, że dowódca zakwestionował zasadę cywilnej kontroli nad armią. Także prezydent Lech Kaczyński ocenił, że generał przekroczył dopuszczalne granice, ale zdecydował o pozostawieniu go na stanowisku ze względu na szczególną sytuację w resorcie obrony.

Gen. Skrzypczak zapewnił, że nie podważał cywilnej kontroli nad wojskiem. Sam podał się jednak do dymisji - jak wyjaśniał - z powodu słów szefa MON. Klich stwierdził, że Skrzypczak podczas rozmowy z nim "uznał swój błąd". Generał twierdzi, że uznał okoliczności swojej wypowiedzi za niefortunne (padły podczas uroczystości powitania ciała poległego w Afganistanie żołnierza-PAP), jednak nie wycofał się z jej meritum.

Kadencja Skrzypczaka jako dowódcy wojsk lądowych upływała na początku października; Klich zapowiadał w przeszłości, że będzie popierał jego kandydaturę na kolejną. Teraz wśród jego następców wymieniany jest m.in. gen. Tadeusz Buk.

Zobacz także:

"GW": Rosomak na Skrzypczaka

Dowiedz się więcej na temat: prokuratura | wojsko | generał | MON | gen. Waldemar Skrzypczak | Bogdan Klich | rosomak | śledztwo | gen | armia | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje