Reklama

Reklama

Śledczy chcą przedłużenia śledztwa ws. katastrofy kolejowej

Piotrkowska prokuratura wystąpiła z wnioskiem o przedłużenie o kolejne trzy miesiące śledztwa ws. wykolejenia się pociągu pasażerskiego TLK Warszawa-Katowice, do którego doszło w Babach k. Piotrkowa Trybunalskiego.

Na miejscu zginęła jedna osoba. Kilka tygodni później w szpitalu zmarła kolejna. Ponad 80 osób zostało poszkodowanych. Śledczy przedstawili maszyniście pociągu zarzut sprowadzenia katastrofy w ruchu kolejowym, której następstwem była "śmierć dwóch osób oraz doznanie obrażeń ciała różnego stopnia przez szereg innych osób". Mężczyźnie grozi kara do 12 lat więzienia.

Jak poinformował w piątek PAP rzecznik piotrkowskiej prokuratury Witold Błaszczyk, wniosek o przedłużenie śledztwa został już skierowany do Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi. Według śledczych nie można zakończyć tej sprawy, m.in. nie mając jeszcze jednej opinii biegłych z zakresu kolejnictwa. Jednak niewykluczone jest, że wpłynie ona do prokuratury jeszcze w czerwcu.

Reklama

Poza tym - jak mówił Błaszczyk - niektóre z pokrzywdzonych osób nie zakończyły jeszcze procesu leczenia, a tym samym biegli nie mogą wydać ostatecznej opinii, co do stanu zdrowia pokrzywdzonych i uszczerbku na ich zdrowiu. Jest to niezwykle ważne, bo te opinie mogą wpłynąć na zmianę zarzutów.

Rzecznik dodał, iż prokuratura liczy, że śledztwo uda się zakończyć we wrześniu.

Do wypadku pociągu TLK relacji Warszawa Wschodnia-Katowice doszło w sierpniu 2011 roku. Niedaleko miejscowości Baby wykoleiła się lokomotywa i cztery wagony. Lokomotywa uderzyła w nasyp. Jeden z wagonów wypadł z torów i przewrócił się. Na miejscu zginęła jedna osoba. Kilka tygodni później w szpitalu zmarła kolejna. Ponad 80 osób zostało poszkodowanych.

Według śledczych, jedną z przyczyn wypadku była nadmierna prędkość, z jaką pociąg wjechał na rozjazd. Urządzenia w lokomotywie zarejestrowały, że przed wypadnięciem z torów skład jechał z prędkością ponad 100 km na godz., a ograniczenie prędkości w tym miejscu wynosi 40 km na godz.

Raport ws. wypadku przedstawiła już Państwowa Komisja Badania Wypadków Kolejowych. Podobnie jak śledczy - także raport wskazuje, iż bezpośrednią przyczyną wypadku było przekroczenie dopuszczalnej prędkości pociągu. Zamiast dozwolonych 40 km na godzinę skład jechał na tym odcinku ponad 113 km na godzinę.

Z raportu wynika również, że maszynista w trakcie jazdy prowadził rozmowy telefoniczne. Robił zdjęcia osobie, która znajdowała się w elektrowozie, jak kieruje ona tym pociągiem. Podejrzany kierował pociągiem nie mając założonych okularów korekcyjnych, a których noszenie nakazał mu lekarz. Był też zmęczony. Jak wynika z raportu komisji w momencie wypadku była to jego 9 godzina pracy.

CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT

Dowiedz się więcej na temat: katastrofy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy