Reklama

Reklama

SLD apeluje do Tuska o odwołanie ministra skarbu

Politycy SLD zaapelowali w piątek do premiera Donalda Tuska o odwołanie ministra skarbu Mikołaja Budzanowskiego za brak właściwego nadzoru nad PLL LOT i sposób przeprowadzenia prywatyzacji zakładów odzieżowych Warmia Kętrzyn. SLD rozważa też wniosek o wotum nieufności wobec szefa MSP.

Sojusz ma ponadto złożyć w Sejmie wniosek o informację rządu na temat sytuacji w PLL LOT.

Reklama

- Za brak nadzoru nad spółką PLL LOT oraz za sprzedaż zakładów Warmia apelujemy do premiera Donalda Tuska o odwołanie z funkcji ministra skarbu pana Mikołaja Budzanowskiego - powiedział na piątkowej konferencji prasowej rzecznik Sojuszu Dariusz Joński.

Nie wykluczył też opracowania wniosku o wotum nieufności wobec szefa MSP. - Czekamy na informację rządu (...), rozważamy też taki wniosek i na kolejnym klubie będziemy o tym decydować - zaznaczył.

Zdaniem Jońskiego, sytuacja w liniach lotniczych jest "groteskowa". - W ciągu 7 lat przychodzi trzynasty prezes i nie jest w stanie uzdrowić sytuacji, a jedynie ją pogarsza - stwierdził rzecznik SLD.

Zwrócił przy tym uwagę, że we władzach PLL LOT zasiada trzech przedstawicieli MSP. - Jeszcze do listopada byli wszyscy informowani, że spółka pod sam koniec będzie miała zysk, a nie straty, w wysokości 200-300 mln zł. Uważamy więc, że nie było właściwego nadzoru ministra skarbu nad PLL LOT - powiedział Joński.

Zapowiedział złożenie w Sejmie wniosku o informację rządu na temat PLL LOT. - Uważamy, że premier powinien poinformować Wysoką Izbę o sytuacji w PLL LOT oraz o tym jaki plan restrukturyzacyjny chce przyjąć do restrukturyzacji tej firmy - uzasadnił rzecznik Sojuszu.

400 mln zł dla LOT

Resort skarbu poinformował w czwartek, że przelał PLL LOT 400 mln zł pożyczki na ratowanie spółki. W połowie grudnia MSP ujawniło, że LOT ma kłopoty finansowe, dlatego zarząd przewoźnika wystąpił do ministra skarbu o przyznanie 400 mln zł pomocy w pierwszej transzy; w sumie ma to być ok. 1 mld zł. Według szacunków związków zawodowych strata LOT na koniec 2012 roku mogła wynieść nawet 300 mln zł.

Drugi z zarzutów Sojuszu pod adresem Budzanowskiego dotyczy prywatyzacji zakładów odzieżowych Warmia Kętrzyn. "Rzeczpospolita" napisała w czwartek, że resort skarbu zawarł umowę sprzedaży 85 proc. kapitału zakładowego Warmii SA z Walerianem Pichnowskim z Poznania. Cena sprzedaży to 6,885 mln zł. Pichnowski był jedynym oferentem w ogłoszonym przez ministerstwo przetargu.

Według posła SLD Tadeusza Iwińskiego, spółkę Warmia sprzedano "w pośpiechu" i praktycznie bez żadnych rozmów z dyrekcją zakładów i związkami zawodowymi. - Zlekceważono też wniosek wojewody, czyli przedstawiciela rządu, o wstrzymanie tej prywatyzacji, a clou programu jest to, że oddano tę spółkę prywatnemu inwestorowi (...), który w przeszłości położył szereg spółek z tej branży i zyskał złowieszcze miano grabarza. Położył kilka znanych zakładów z tej branży, w tym słynną szczecińską Danę - powiedział Iwiński.

Poinformował, że w tym tygodniu złożył w tej sprawie interpelację poselską do premiera, a także zawiadomienie do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta i szefa CBA Pawła Wojtunika.

Firma odzieżowa Warmia, szyjąca męskie i damskie kurtki oraz płaszcze, istnieje od ponad 50 lat. Większość 700-osobowej załogi stanowią kobiety. Przewodnicząca Związków Zawodowych Pracowników Warmia S.A. w Kętrzynie Helena Danielak powiedziała w czwartek, że kupno przez Pichnowskiego większości akcji zakładu budzi obawy pracowników.

- Nie jesteśmy przeciw prywatyzacji, ale nasz sprzeciw budzi osoba inwestora. Doprowadził on w poprzednich latach do likwidacji czterech zakładów odzieżowych w Polsce, przez co pracę straciło 1 tysiąc pracowników - powiedziała. W piśmie przesłanym mediom związkowcy wymieniają, że chodzi o Danę S.A. w Szczecinie, Rawi Sp. z o.o. w Rawiczu, Tiziana Moda Sp. z o.o. w Rawiczu i Moda Top Sp. z o.o. w Rawiczu. - Powielany schemat działania pana Pichnowskiego daje podstawy sądzić, że również Warmia podzieli los tych likwidowanych firm" - napisali związkowcy.

Z kolei Pichnowski powiedział, że chce zapewnić załodze Warmii pracę. - Chcę, by firma miała zapewnione wieloletnie kontrakty z odbiorcami; chcę, by ludzie spokojnie pracowali i chcę uspokoić nastroje - podkreślił. Przyznał, że poprzednie firmy zlikwidował, bo takie były warunki prowadzenia biznesu. - Teraz kupiłem firmę za prawie 7 mln zł, a jeśli kupuje się zakład za takie pieniądze, to nie po to, by on zbankrutował, ale by przedsięwzięcie dobrze prosperowało - dodał.

Jak podała prezes Warmii Elżbieta Sankowska, wyniki sprzedaży zakładu w 2011 r. wyniosły 29 mln zł, zysk netto 66 tys. zł. Spółka funkcjonuje bez wsparcia finansowego z zewnątrz, szyje dla niemieckich firm, m.in. Hugo Boss i Bugatti. Na terenie Polski współpracuje z 200 odbiorcami.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy