Reklama

Reklama

Skazali na dożywocie niewłaściwą osobę? "To precedens w skali kraju"

Prokuratura Rejonowa w Olsztynie ustaliła, że wyrok dożywotniego więzienia za zabójstwo sprzed 15 lat może odbywać niewłaściwa osoba. Do morderstwa przyznał się niedawno ktoś inny. Najprawdopodobniej do błędu doszło także przy ustalaniu tożsamość zwłok. Jak wskazują śledczy, to precedens w skali kraju.

Jak przyznaje prokurator rejonowy z prokuratury Olsztyn-Południe Arkadiusz Szwedowski, przed 15 laty mogło dość do błędnych ustaleń przy wyjaśnianiu sprawy zabójstwa.

Reklama

- Ze zgromadzonych przez nas ostatnio materiałów wynika z dużym prawdopodobieństwem, że przed laty błędnie ustalono tożsamość zwłok, a o zabójstwo oskarżono i skazano za nie człowieka, który się do tego nie przyznawał. Teraz mamy inną osobę, która mówi, że to ona wówczas zabiła - powiedział Szwedowski.

Dodał, że w najbliższych dniach prześle zwierzchnikom z prokuratury okręgowej kopie akt prowadzonego przez jego śledczych postępowania; skieruje też pismo, w którym poprosi zwierzchników o rozważenie, czy nie należy wznowić prawomocnie zakończonego już postępowania.

Prokurator Okręgowy w Olsztynie Janusz Przybyłek, który wie o sprawie i czeka na dokumenty z prokuratury Olsztyn-Południe, nie wykluczył, że przekaże je Prokuraturze Okręgowej w Białymstoku. To ona przed laty prowadziła śledztwo, w którym teraz pojawiły się nowe okoliczności.

"Takiego przypadku dotąd nie notowano"

- Procedury są takie, że o wznowienie postępowania do sądu może wnioskować ta prokuratura, która była gospodarzem zakończonego postępowania. Jakie będą dalsze scenariusze tej sprawy - nie wiem, takiego przypadku dotąd nie notowano - powiedział Przybyłek.

Sprawa olsztyńskich prokuratorów zaczęła się od listu, który w listopadzie ubiegłego roku napisał do Prokuratury Rejonowej Olsztyn-Południe aresztowany za włamania Wiesław S. Mężczyzna poinformował, że chce się podzielić "istotnymi informacjami dotyczącymi poważnego przestępstwa". W rozmowie ze śledczymi Wiesław S. nawiązał do sprawy z 1999 roku - związanej z wyłowieniem z jeziora Pluszne pod Olsztynem poćwiartowanych i spakowanych w reklamówki zwłok. Śledztwo - prowadzone wówczas najpierw przez olsztyńską prokuraturę, a następnie przez prokuraturę w Białymstoku - wskazywało, że szczątki należały do związanego z suwalskim światem przestępczym Tomasza S. Sądy badające tę sprawę ustaliły m.in., że Tomasz S. był przed śmiercią więziony w metalowej klatce i torturowany. O brutalne zabójstwo oskarżono Jacka W., który został za to skazany na dożywocie.

Jacek W. nie przyznawał się do tego czynu i konsekwentnie odwoływał od skazania; jego dożywotni wyrok stał się prawomocny dopiero w listopadzie 2006 r., gdy wypowiedział się w jego sprawie Sąd Najwyższy.

Po latach odnaleziono dowody

Gdy w ostatnich miesiącach olsztyńscy prokuratorzy zaczęli weryfikować informacje przekazywane im przez Wiesława S., najpierw odnaleziono klatkę, w której miał być przetrzymywany Tomasz S. (przed laty jej nie odnaleziono), a następnie we wskazanym przez Wiesława S. miejscu w lesie pod Olsztynem odkopano zwłoki.

- Kluczową sprawą było ustalenie tożsamości tych zwłok. Zleciliśmy w tym celu badania DNA i badania daktyloskopijne. Z dużym prawdopodobieństwem ekspertyzy te wykazały, że to właśnie teraz odnaleźliśmy Tomasza S. Dodatkowo Wiesław S. przyznał nam, że to on w 1999 roku zabił Tomasza S. Przedstawiliśmy mu więc zarzut zabójstwa, a sąd go za to tymczasowo aresztował - powiedział prokurator Szwedowski.

Prokurator przyznał, że przed laty Wiesław S. był sądzony razem z Jackiem W. ws. zabójstwa Tomasza S. Sąd wówczas orzekł, że był on niepoczytalny i skierował go na leczenie w zakładzie psychiatrycznym, z którego po kilku latach Wiesław S. wyszedł i zaczął popełniać kolejne przestępstwa.

Na tym etapie sprawy nie wiadomo, czyje zwłoki wyłowiono w 1999 roku z jeziora Pluszne ani też, kto i dlaczego zabił tamtego mężczyznę.

Skandaliczna pomyłka

Jacek W., który odsiaduje dożywocie za zabójstwo Tomasza S., nigdy się do tego czynu nie przyznawał, a jego najbliższa rodzina przez lata podnosiła w mediach, że w tej sprawie doszło do pomyłki prokuratorów i biegłych. Sąd skazując go na dożywocie, wskazywał jednak, że jest on osobą zdemoralizowaną, która "nie poddaje się już jakiejkolwiek resocjalizacji", podkreślał, że W. wielokrotnie wcześniej trafiał do więzienia.

Z ustaleń PAP wynika, że w sprawie, w której sądzony był Jacek W. sąd dysponował m.in. opinią z badań DNA, która wskazywała, że odnalezione szczątki należały do Tomasza S.

Prokurator Okręgowy w Olsztynie Janusz Przybyłek nie chciał odpowiedzieć na pytanie, czy prowadzący pierwsze czynności w tej sprawie prokurator popełnił błąd.

- Gospodarzem postępowania była prokuratura w Białymstoku i to do niej, a nie do podległego mi teraz prokuratora, należało podejmowanie merytorycznych decyzji w tej sprawie - powiedział Przybyłek.

PAP ustaliła, że prokuratorem, który podejmował w tej sprawie decyzje był śledczy, który potem prowadził sprawę uprowadzenia Krzysztofa Olewnika. Obecnie prokurator ten jest jednym z naczelników wydziałów w Prokuraturze Okręgowej w Olsztynie.

"To precedens w skali kraju"

Szwedowski i Przybyłek w rozmowie z PAP podkreślili, że sprawa ta jest wyjątkowo skomplikowana, zawiła, podobnej w Polsce nie notowano. Z tego powodu prokuratorzy podkreślili, że trudno teraz kreślić jej dalsze scenariusze.

Od kolejnych decyzji procesowych w tej sprawie będzie zależało to, czy Jacek W. wyjdzie z więzienia i ewentualnie otrzyma odszkodowanie za lata spędzone za kratkami.

- Za wcześnie na takie warianty. Na pewno sprawę trzeba dalej wyjaśniać - podkreślali Szwedowski i Przybyłek. - Ta sprawa to precedens w skali kraju - dodali.

Joanna Wojciechowska, Robert Fiłończuk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje