Reklama

Reklama

Seria zwolnień w policji po sobotniej manifestacji KOD-u w Radomiu

Nadkomisarz Mariusz Gibała oraz młodszy inspektor Grzegorz Alzak, czyli komendant pierwszego komisariatu w Radomiu i jego zastępca, zostali zwolnieni po sobotnim incydencie w Radomiu - dowiedzieli się reporterzy RMF FM. Pracę stracił również komendant miejski policji w Radomiu, podinspektor Piotr Kostkiewicz.

Zwolnienia mają związek z brakiem odpowiedniego nadzoru nad dwoma sobotnimi zgromadzeniami w Radomiu. Podczas jednego z nich trzej mężczyźni z Młodzieży Wszechpolskiej pobili działacza Komitetu Obrony Demokracji. Wyniki wewnętrznej kontroli zleconej przez Komendę Główną Policji wykazały, że na miejscu manifestacji nie było odpowiedniej liczby funkcjonariuszy.

Zwolnienie komendanta komisariatu przy ulicy Traugutta i jego zastępcy to decyzja, która zapadła już po zwolnieniu komendanta miejskiego - Piotra Kostkiewicza. Kolejność wydarzeń była następujące: obowiązki komendanta miejskiego przejął jego pierwszy zastępca Dariusz Szymański i jego pierwszą decyzją było zwolnienie szefostwa komisariatu, którego funkcjonariusze mieli zabezpieczać manifestacje w Radomiu.

Reklama

Zieliński: Policji było za mało

Wiceszef MSWiA Jarosław Zieliński, odnosząc się do sobotnich wydarzeń, poinformował, że Komendant Główny Policji skierował swoich funkcjonariuszy z biura kontroli, którzy przygotują raport na temat tego, co się naprawdę zdarzyło, dlaczego było tak słabe zabezpieczenie ze strony policji.

Wiceminister zwrócił uwagę, że w sobotę w Radomiu odbywały się dwa zgromadzenia środowisk nieprzychylnie do siebie nastawionych - związanych z ONR i MW oraz z KOD-em - które były "blisko siebie w czasie i przestrzeni" - jedno miało zakończyć się o godz. 13, a drugie zacząć o godz. 14. Ocenił, że zabezpieczenie jednego z tych zgromadzeń było zbyt słabe. "Pierwsze było - w ocenie wstępnej - zabezpieczone prawidłowo, natomiast drugie nie i to miało swoje konsekwencje" - wskazał.

Siedmiu funkcjonariuszy

"Natomiast niewątpliwie można powiedzieć już dzisiaj, że odpowiedzialność ponoszą na pewno komendant miejski policji w Radomiu on został już odwołany ze stanowiska i komediant komisariatu 1 w Radomiu, który zostanie także dzisiaj odwołany" - zapowiedział wiceminister.

Jak wyjaśnił, obecnie trwają ustalenia, czy policja była w tym miejscu, gdzie doszło do bójki. Dodał, że do zabezpieczenia zgromadzenia, które się okazało być zgromadzeniem KOD-u, choć było zarejestrowane na osobę prywatną, zostało dedykowanych siedmiu policjantów.

"I według wstępnej oceny to było za mało, ale też nie wiemy, czy wszyscy byli na miejscu; z tego co już ustalono, wynika, że raczej nie i właśnie trwają wyjaśnienia, dlaczego" - mówił. Podkreślił jednocześnie, że nawet gdyby na miejscu było wszystkich siedmiu funkcjonariuszy, to można uznać, że to za mało.

Incydent w Radomiu

W sobotę grupa ubranych w koszulki Młodzieży Wszechpolskiej młodych ludzi pojawiła się na manifestacji KOD zorganizowanej z okazji rocznicy radomskiego Czerwca’76. Młodzi ludzie wykrzykiwali hasła m.in. "Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę!". Działacze i sympatycy Komitetu Obrony Demokracji starali się zagłuszać narodowców sygnałami z syren, brawami i gwizdami.

W pewnym momencie doszło do bójki pomiędzy przedstawicielami obydwu stron. Przedstawiciele KOD informowali potem na portalach społecznościowych, że jeden z ich działaczy został zaatakowany przez przedstawicieli Młodzieży Wszechpolskiej. Ci z kolei twierdzili, że musieli bronić swojego kolegi, zaatakowanego przez przedstawiciela KOD.

Zarzuty dla pięciu osób

W związku z pobiciem działacza KOD na manifestacji w Radomiu trzech mężczyzn usłyszało zarzuty - poinformowała rzeczniczka mazowieckiej policji Alicja Śledziona.

Dodała, że policjanci ustalili ich na podstawie analizy zapisów wideo, które zarejestrowały przebieg sobotnich zajść przy ul. Żeromskiego.

- Podejrzani są aktualnie zatrzymani, funkcjonariusze będą dziś wnioskować do prokuratury o zastosowanie wobec nich odpowiednich środków zapobiegawczych - stwierdziła Śledziona.

Zarzuty usłyszały także dwie osoby, które zakłócały marsz. Policja w sumie zidentyfikowała dziewięć osób związanych ze środowiskiem narodowców.

Patryk Michalski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje