Reklama

Reklama

Sędzia Beata Morawiec nie stawi się przed Izbą Dyscyplinarną. "Czuję się zaszczuta, to odwet ze strony Ziobry"

- 12 października mam wyznaczoną wokandę i nie mogę stawić się na wezwanie Izby Dyscyplinarnej SN. Ale przede wszystkim uważam, że ci sędziowie nie zasługują na to, abym swoją obecnością legitymizowała ich prawo do wykonywania tak zaszczytnej funkcji – mówi Interii sędzia Beata Morawiec, szefowa stowarzyszenia Themis i była prezes Sądu Okręgowego w Krakowie. Na rozprawie w przyszłym tygodniu ma zostać rozpoznany wniosek o uchylenie jej immunitetu. Rzecznik ID uważa, że zarzuty sędzi są gołosłowne.

- Moje poglądy nie ulegną zmianie, niezależnie od tego, w jakiej sytuacji procesowej się znajdę - deklaruje i nie ma wątpliwości, o co chodzi w tej sprawie. - Trzeba pozbyć się ludzi, którzy krytykują wprowadzane zmiany i to, co się aktualnie dzieje. Władze przymierzają się do kolejnego etapu pseudoreformy wymiaru sprawiedliwości, więc ewentualne zawieszenie w czynnościach może spowodować, że mnie nie będzie w sądzie i nie będę miała bezpośredniego kontaktu z ludźmi, a także możliwości reakcji na działania władz. A to teraz jest bardzo ważne - mówi.

Reklama

Wcześniej w specjalnym oświadczeniu napisała, że jej zapowiadana nieobecność na rozprawie "wynika z głębokiego przekonania co do charakteru organu prowadzącego postępowanie, który nie spełnia wymogów 'sądu' w rozumieniu prawa krajowego i europejskiego".

Choć - jak zapowiedziała - w Sądzie Najwyższym jej dobrego imienia bronić będą jej pełnomocnicy. "Jestem przekonana, że uczciwość i prawda zwyciężą" - napisała.

W rozmowie z Interią używa jednak mocniejszych słów. - Czuję się zaszczuta. To są takie działania, które mają na celu, aby kogoś zgnębić. Natomiast ja nigdy nie chciałam bawić się w politykę i nie mam zamiaru. To efekt małych ludzkich uczuć, które przekładają się na takie, a nie inne zachowania, choć nie przystoją także politykom.

Prokuratura chce postawić zarzuty

Przypomnijmy, chodzi o postępowanie prowadzone m.in. w sprawie korupcji. W połowie września Prokuratura Krajowa skierowała do Izby Dyscyplinarnej SN wniosek o odebranie immunitetu Beacie Morawiec. Powód? Śledczy chcą postawić jej zarzuty przywłaszczenia środków publicznych, działania na szkodę interesu publicznego w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, nadużycia uprawnień i przyjęcia korzyści majątkowej.

Morawiec odpiera zarzuty. Jej zdaniem "jest to swego rodzaju odwet ze strony ministra Ziobry".

W styczniu ubiegłego roku sędzia wygrała bowiem - choć jeszcze nieprawomocnie, bo została złożona apelacja - proces cywilny ze Zbigniewem Ziobrą. Sąd orzekł, iż minister sprawiedliwości ma ją przeprosić za naruszenie jej dóbr osobistych, poprzez podanie w komunikacie ministerstwa, opublikowanym przy okazji odwołania Morawiec, informacji o zatrzymaniach w ramach śledztwa dotyczącego korupcji w krakowskich sądach, które nie były z nią w żaden sposób związane.

Na decyzję szefowej stowarzyszenia Themis zareagował rzecznik Izby Dyscyplinarnej SN Piotr Falkowski.

Zobacz też: "Nowy system służy politycznemu skorumpowaniu wymiaru sprawiedliwości"

- Pani sędzia w swoim oświadczeniu nie przytoczyła żadnych argumentów na rzecz pozbawienia jej w jakikolwiek sposób prawa do bezstronnego sądu, a twierdzenie, że jej sprawa nie będzie rozpatrzona przez sąd w rozumieniu polskim i europejskim jest zupełnie gołosłowne - mówi Falkowski, cytowany przez Polską Agencję Prasową.

Jak dodaje, "każdy obywatel ma prawo do krytyki rozwiązań ustrojowych dotyczących systemu odpowiedzialność dyscyplinarnej". - Ten system jednak obowiązuje. Izba Dyscyplinarna istnieje już dwa lata. Od racjonalnej krytyki oczekiwałbym, aby zawierała konkretne przykłady braku niezależności lub niezawisłości w orzecznictwie Izby Dyscyplinarnej SN - mówi rzecznik.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje