Reklama

Reklama

Schetyna o wniosku Falenty: To klasyczna sprawa na komisję śledczą

Przez pięć lat duże państwo europejskie jest szantażowane przez człowieka, który handluje taśmami. To jest klasyczna sprawa na komisję śledczą i tego absolutnie nie odpuścimy - powiedział we wtorek lider PO Grzegorz Schetyna, odnosząc się do wniosku Marka Falenty o ułaskawienie.


W poniedziałek "Rzeczpospolita" poinformowała, że Marek Falenta - biznesmen skazany w aferze podsłuchowej - napisał we wniosku o ułaskawienie skierowanym do prezydenta Andrzeja Dudy, że jeśli nie zostanie ułaskawiony, to ujawni, kto za nim stał.

Reklama

Schetyna pytany o tę sprawę w portalu Onet.pl powiedział, że powinna ona zostać wyjaśniona przez prokuraturę i sejmową komisję śledczą. "Przez 5 lat duże państwo europejskie w środku Europy jest szantażowane przez człowieka, który handluje taśmami.(...) To jest klasyczna sprawa na komisję śledczą i tego absolutnie nie odpuścimy" - podkreślił lider PO. Zapowiedział też, że w tym tygodniu zostanie złożony wniosek o przedstawienie w Sejmie informacji w tej sprawie m.in. przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę.

"Nie może być tak, że on (Falenta) był wiarygodny w 2015 r., pomagał PiS-owi obalać rząd Platformy Obywatelskiej, a teraz jest niewiarygodny, bo nagrał (Jarosława) Kaczyńskiego. Opinia publiczna powinna się dowiedzieć, jaka jest prawda o Falencie, kto go inspirował. (...) To są bardzo poważne pytania. Rzecz dotyczy najważniejszych osób w państwie i żądamy pełnej informacji, a nie udawania, że się nic nie stało" - podkreślił Schetyna.

"Czy to był scenariusz pisany cyrylicą?"

Jak dodał, w sprawie jest "masa pytań i nie ma żadnych odpowiedzi". "Kto stał za Falentą, kto go inspirował, kto chciał doprowadzić do tego, żeby obalić rząd Donalda Tuska? Czy to był rzeczywiście scenariusz pisany cyrylicą, czy w jakimś innym języku i kto go pisał?" - pytał lider PO.

We wtorek "Gazeta Wyborcza" podała, powołując się na lobbystę związanego z prezydentem Andrzejem Dudą, że Falenta dysponuje nagraniem z centrali PiS z 2014 r., na którym prezes ugrupowania Jarosław Kaczyński komentuje podsłuchy polityków rządu PO-PSL, które Falenta przyniósł do centrali PiS w Warszawie. W spotkaniu - według gazety - poza Kaczyńskim uczestniczyli także "ówczesny skarbnik PiS Stanisław Kostrzewski oraz zaufany człowiek Mariusza Kamińskiego, wiceprezesa PiS, dziś koordynatora służb".

W związku z doniesieniami "Rz", posłowie PO-KO zażądali, aby na najbliższym posiedzeniu Sejmu minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro oraz koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński przedstawili informację o tym, co zrobiono gdy list Falenty wpłynął do Kancelarii Prezydenta.

Skazany w aferze podsłuchowej

Marek Falenta, biznesmen skazany w aferze podsłuchowej, został zatrzymany w Hiszpanii piątego kwietnia br. Wcześniej Sąd Okręgowy w Warszawie na wniosek policji wydał za nim Europejski Nakaz Aresztowania. Falenta został wydany Polsce przez hiszpańskie władze w piątek i tego samego dnia został przetransportowany do Warszawy.

O tym, że Falenta ma odbyć zasądzoną mu karę 2,5 roku więzienia, zdecydował 31 stycznia Sąd Apelacyjny w Warszawie. Odrzucił tym samym zażalenia obrońców, którzy ubiegali się o odroczenie wykonania kary m.in. ze względu na stan zdrowia skazanego.

Falenta miał się stawić w zakładzie karnym 1 lutego, ale tego nie zrobił. Od tamtego czasu się ukrywał i był poszukiwany w związku z nakazem doprowadzenia do aresztu śledczego, który trafił do jednego ze stołecznych komisariatów 6 lutego 2019 r.

Falenta został skazany w 2016 r. przez Sąd Okręgowy w Warszawie na 2,5 roku więzienia w związku z tzw. aferą podsłuchową. Wyrok uprawomocnił się w grudniu 2017 r. Sprawa dotyczyła nagrywania od lipca 2013 r. do czerwca 2014 r. na zlecenie Falenty w warszawskich restauracjach osób z kręgów polityki, biznesu oraz funkcjonariuszy publicznych. Nagrano m.in. ówczesnych szefów: MSW - Bartłomieja Sienkiewicza, MSZ - Radosława Sikorskiego, resortu infrastruktury i rozwoju - Elżbietę Bieńkowską, prezesa NBP Marka Belkę i szefa CBA Pawła Wojtunika.

Ujawnione w tygodniku "Wprost" nagrania wywołały w 2014 r. kryzys w rządzie Donalda Tuska.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje