Reklama

Reklama

Sąd zdecyduje o losach "wampira z Bytowa"

19 czerwca Sąd Okręgowy w Gdańsku ogłosi decyzję ws. Leszka P., nazywanego wampirem z Bytowa. Sąd rozpatruje wniosek o uznanie go za niebezpiecznego i umieszczenie w zamkniętym ośrodku szpitalnym.

Niejawne posiedzenie w tej sprawie odbyło się w poniedziałek. W ciągu kilku godzin przesłuchano sześcioro biegłych sądowych oraz jednego świadka - byłego szefa aresztu śledczego w Starogardzie Gdańskim, Jana Komoszyńskiego.

Reklama

"Sąd przeprowadził całe zaplanowane postępowanie dowodowe. Obecny był też uczestnik Leszek P. Złożył on swoje oświadczenie. Odpowiadał też na pytania sądu i stron. Teraz sąd ma naradę, zastanowi się nad orzeczeniem i odroczył jego wydanie do 19 czerwca - jest to sprawa skomplikowana, a stanowiska stron są sprzeczne" - powiedział dziennikarzom rzecznik prasowy ds. karnych Sądu Okręgowego w Gdańsku, Tomasz Adamski.

Decyzja sądu, która zostanie ogłoszona za dwa tygodnie, będzie nieprawomocna.

Zdaniem Adamskiego, nie ma żadnego ryzyka, aby sprawa przyszłości Leszka P. nie rozstrzygnęła się przed końcem jego kary więzienia.

Leszek P. w grudniu tego roku kończy wyrok pozbawienia wolności za zabójstwo i gwałt. Odbywa go w Starogardzie Gdańskim. Na początku marca trafił na trzytygodniową obserwację do ośrodka psychiatrii w Gostyninie. Specjalistyczne badania miały ustalić m.in., czy po zakończeniu odbywania kary więzienia konieczne będzie zastosowanie wobec niego nadzoru prewencyjnego lub umieszczenie go w Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym.

Pod koniec 2016 r. dyrekcja Aresztu Śledczego w Starogardzie Gdańskim wnioskowała do sądu o uznanie Leszka P., zgodnie z ustawą z 2013 r. o tzw. bestiach, za osobę stwarzającą zagrożenie i podjęcie w związku z tym odpowiednich działań. Wniosek poparł wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki.

Jak poinformował media Adamski, pełnomocnik Leszka P. wniósł o nieuwzględnienie wniosku kierownictwa starogardzkiego aresztu.

"Jeśli ktoś zrobił coś złego i odbył już za to karę, to, moim zdaniem, prewencyjne kierowanie takiej osoby do różnego rodzaju zakładów i ośrodków, nie jest wskazane. Ta ustawa (o tzw. bestiach - PAP) nie jest prosta. Miała na celu zbalansować sprzeczne interesy - z jednej strony interes jednostki i jej prywatności i wolności, a z drugiej interes społeczeństwa, które boi się określonych osób" - powiedział dziennikarzom pełnomocnik Leszka P., Marcin Klamann.

Jeden z biegłych sądowych Ryszard Wardeński, pytany o to, jakie plany życiowe ma Leszek P., mówił dziennikarzom, że "będzie on zadowolony, jeśli się znajdzie w jakimś miejscu, gdzie będzie mógł się odnaleźć, w sensie dom opieki społecznej, jakaś noclegownia czy dom świętego Alberta".

Do uruchomionego w 2014 r. Krajowego Ośrodka Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie trafiają sprawcy wcześniej popełnionych groźnych przestępstw, którzy już po odbyciu kary więzienia mogliby z powodu zaburzeń psychicznych albo preferencji seksualnych popełnić na wolności kolejne przestępstwo. Umożliwia to ustawa z 2013 r. o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób.

W placówce przebywa obecnie ok. 40 osób - pierwszy trafił tam Mariusz T., pedofil skazany w 1989 r. za zabójstwo czterech chłopców na karę śmierci, zamienioną potem na mocy amnestii na 25 lat więzienia; na początku 2014 r. zakończył odbywanie kary.

Leszek P. był uznawany przez media za jednego z najgroźniejszych morderców seryjnych w Polsce. Po raz pierwszy skazano go na dwa lata więzienia w zawieszeniu w 1992 r. za zgwałcenie 40-letniej kobiety. Później został oskarżony o 20 przestępstw, w tym 17 zabójstw.

Według śledczych, "wampir z Bytowa", jak nazwała go wówczas prasa, od 1984 r. do 1992 r. mordował kobiety w całej Polsce, bijąc je i dusząc, a następnie gwałcąc. W śledztwie Leszek P. przyznał się do ponad 60 morderstw. Podczas procesu zmienił wyjaśnienia i nie przyznał się do żadnego zarzutu. Twierdził, że do obciążenia samego siebie namówili go policjanci, obiecując lepsze traktowanie oraz dając paczki z żywnością i alkohol.

W grudniu 1996 r. Sąd Wojewódzki w Słupsku uznał Leszka P. za winnego tylko jednego zabójstwa i zgwałcenia (17-letniej Sylwii D.) i orzekł karę 25 lat więzienia. Od pozostałych zarzutów P. został uniewinniony. Sąd podkreślił słabość aktu oskarżenia i uznał, że Leszkowi P. podpowiadano wiele szczegółów zbrodni.

We wrześniu 2016 r. Prokuratura Regionalna w Gdańsku we współpracy z zespołem przestępstw niewykrytych tamtejszej Komendy Wojewódzkiej Policji - tzw. "Archiwum X" przystąpiła do powtórnej analizy akt sprawy Leszka P. oraz umorzonych śledztw dotyczących zabójstw dokonanych w latach 80. i na początku lat 90. XX wieku. Wykorzystując współczesne techniki kryminalistyczne, śledczy i policjanci chcą sprawdzić, czy Leszek P. nie miał związku z tymi czynami.

Robert Pietrzak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje