Reklama

Reklama

Sąd: Sprostować tekst ws. rzekomych biesiad Kopacz

"Super Express" ma sprostować swą nieprawdziwą informację z ub.r., jakoby Ewa Kopacz jako marszałek Sejmu brała udział w przyjęciach finansowych przez Sejm w restauracjach "Sowa i Przyjaciele" oraz Amber Room - orzekł we wtorek Sąd Okręgowy Warszawa-Praga.

Sad nieprawomocnie uwzględnił pozew Kancelarii Sejmu o nakazanie publikacji sprostowania redaktorowi naczelnemu tabloidu. Strona pozwana, która wnosiła o oddalenie powództwa, może złożyć apelację.

W lipcu ub.r., w apogeum tzw. afery podsłuchowej, "SE" pytał: "Czy marszałek Sejmu Ewa Kopacz mogła być podsłuchiwana i nagrywana w restauracji +Sowa i Przyjaciele+ oraz w pałacyku Sobańskich?". I dodawał: "Nie można tego wykluczyć. Wiadomo bowiem, że kilkakrotnie gościła w tych restauracjach na uroczystych przyjęciach opłaconych ze środków Kancelarii Sejmu. Wydano na nie 40 tys. zł!".

Reklama

W trybie prawa prasowego Kancelaria Sejmu zażądała od "SE" sprostowania "nieprawdziwej informacji", że marszałek Sejmu "kilkakrotnie gościła w restauracjach +Sowa i Przyjaciele+ oraz +Amber Room+ na uroczystych przyjęciach opłacanych przez Kancelarię Sejmu". Wobec odmowy opublikowania sprostowania, sprawa trafiła do sądu.

Pełnomocnik powoda, radca prawna Jolanta Pawlicka, mówiła PAP, że nie kwestionuje, iż były takie oficjalne przyjęcia dla różnych delegacji z zagranicy, ale obecna premier nie uczestniczyła w żadnym biesiadowaniu, bo tylko raz przyszła do restauracji, wygłosiła przemowę i wyszła przed konsumpcją.

Pełnomocnik "SE" mec. Artur Wdowczyk wnosił o oddalenie pozwu. Mówił, że redakcja podtrzymuje, iż marszałek Sejmu kilka razy była na tych przyjęciach i brała udział w konsumpcji.

W takim procesie sąd nie bada prawdziwości tekstu sprostowania, a jedynie to, czy spełnia ono przesłanki formalne: czy złożono je w terminie, czy jest rzeczowe i odnosi się do faktów oraz czy nie przekracza objętością pierwotnego materiału prasowego.

Według mec. Wdowczyka tekst żądanego sprostowania przekracza objętość prostowanego materiału, a pod samym sprostowaniem brak jest wymaganego przez prawo podpisu.

Sąd uznał, że mimo pewnych nieścisłości, roszczenie powoda jest zasadne, bo terminów dochowano, długość sprostowania nie przekracza inkryminowanego zdania "SE", jest rzeczowe, odnosi się do faktów oraz zawiera podpis.

W uzasadnieniu wyroku sędzia Joanna Kornatka podkreśliła, że podpis może pochodzić albo od osoby fizycznej, albo osoby prawnej. Sędzia dodała, że podpisane pod sprostowaniem "biuro prasowe Kancelarii Sejmu" jest umocowane do występowania w imieniu tej kancelarii.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje