Reklama

Reklama

Sąd oddalił powództwo Sikorskiego ws. antysemickich komentarzy

Powództwo, jakie Radosław Sikorski wytoczył wydawcy tabloidu "Fakt" zostało oddalone. Dotyczyło antysemickich komentarzy internautów na forum gazety. - Administrator strony nie dopuścił się zaniechań - uznał sąd.

"Dobra osobiste powoda w postaci godności i dobrego imienia niewątpliwie zostały naruszone przez umieszczenie na stronie internetowej fakt.pl rasistowskich stwierdzeń. Wpisy te były dokonywane przez anonimowych użytkowników strony internetowej pozwanego" - wskazał w uzasadnieniu wyroku sędzia Paweł Pyzio z Sądu Okręgowego w Warszawie. Dlatego - jak dodał - należało rozważyć, czy właściciel portalu internetowego dopuścił się bezprawnych działań lub zaniechań.

Reklama

Sąd, wydając orzeczenie, oparł się na przepisach ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. "Według tej ustawy pozwany nie miał obowiązku sprawdzać wpisów internautów, a spółka usunęła wszystkie wpisy pod artykułem, jak tylko powzięła o nich wiedzę" - uzasadniał sędzia.

- Uznając nawet, że obowiązujące przepisy w niewystarczającym stopniu chronią dobra osobiste naruszane przez anonimowe wpisy na forach internetowych, nie sposób przypisać w tym zakresie pozwanej spółce odpowiedzialności za naruszenie dóbr osobistych powoda, gdyż jej działanie nie było bezprawne - wskazał sędzia.

Adwokat marszałka Sejmu mec. Roman Giertych wnosił w tej sprawie, by sąd nakazał spółce Ringier Axel Springer Polska przeprosiny i wypłatę 20 tys. zł zadośćuczynienia. Strona pozwana chciała oddalenia pozwu m.in. dlatego, że już raz wyraziła ubolewanie za te wpisy.

W ocenie sądu wiarygodne były zeznania świadków, według których żaden z pracowników spółki - do czasu otrzymania odpisu pozwu - nie miał wiedzy na temat wpisów. Nie wykrył ich też system automatycznej moderacji. - Zostało to potwierdzone w opinii biegłego, która została przeprowadzona - dodał sąd.

- Z ustaleń biegłego wynika, że system automatyczny nie stwierdził istnienia wpisów zawierających wulgarne słowa, ponieważ system ten mógł wykryć jedynie słowa napisane poprawną polszczyzną. Wulgarne określenia wskazane w pozwie były zapisane w tak zniekształcony sposób, że system nie mógł tego wychwycić - powiedział sędzia.

W 2011 r. Sikorski - jeszcze gdy był szefem MSZ - wypowiedział walkę antysemickiej i rasistowskiej "mowie nienawiści" w sieci. Zawiadomił prokuraturę o przestępstwie szerzenia nienawiści na tle narodowościowym. W 2011 r. wydawcy "Faktu" oraz "Pulsu Biznesu" przeprosili Sikorskiego za takie wpisy. Sikorski uznał to jednak za niewystarczające i poszedł do sądu. W 2012 r. ugodę z Sikorskim zawarł wydawca "Wprost", a w 2013 r. - portal "Pulsu Biznesu".

Minister składał też w prokuraturze wydruki z sieci, np.: "Hitler zaczął, my skończymy. Do pieca, smażyć się, żyduchy, do pieca"; "Mam złość na Adolfa H., że nie skończył gazowania rzydostwa" (pisownia oryginalna - przyp. red). Przytaczał też wpisy o sobie: "Sikorski - mąż ortodoksyjnej z dziada pradziada amerykańskiej żydówki, wróg Polskości (...), zdalnie sterowany przez teścia, naczelnego czosnka nowego Yorku, przejął pałeczkę destrukcji i destabilizacji kraju od niejakiego michnika".

Śledztwo w tej sprawie warszawska prokuratura umarzała już trzykrotnie. Obecnie postępowanie znów się toczy.

Sikorski mówił wcześniej sądowi, że wiele wpisów odebrał jako nawoływanie do przemocy na tle etnicznym. Podkreślił, że wiele komentarzy było bardzo brutalnych wobec jego żony - Amerykanki pochodzenia żydowskiego, związanej z Polską od ponad 25 lat - która ma polskie obywatelstwo.

- Uważam, że sąd w wyroku błędnie interpretował zapisy ustawy. Myślę, że musimy w tej kwestii poczekać na wiążące orzeczenia Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego. Tego typu prawo nie może się ostać - powiedział w środę mec. Giertych.

Z kolei pełnomocnik pozwanego mec. Anna Cichońska powiedziała dziennikarzom po wyroku, że w ostatnich latach nie zostały podjęte żadne działania mające na celu zmianę przepisów ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. - Jeśli nasz klient stosował się do tych przepisów, to oczywiste, że nie może ponosić odpowiedzialności - dodała.

W ub.r. warszawska prokuratura po raz kolejny wznowiła śledztwo ws. wpisów pod kątem nawoływania do waśni narodowościowych, znieważania z racji przynależności narodowej, propagowania totalitarnego ustroju państwa oraz zniesławiania ministra.

W uzasadnieniu ostatniego umorzenia prok. Izabela Szumowska napisała m.in., że skoro Sikorski w prywatnych rozmowach używa wulgaryzmów (w nielegalnie nagranej rozmowie w restauracji - przyp. red.), to musi się liczyć z "eskalacjami emocjonalnymi wyrażanymi w komentarzach". Za te słowa prokurator generalny Andrzej Seremet wniósł o postępowanie dyscyplinarne wobec prokurator. Rzecznik dyscyplinarny zdecydował jednak nie wnosić o ukaranie Szumowskiej. Decyzję tę analizuje Prokuratura Generalna. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy