Reklama

Reklama

Sąd Najwyższy: Prokurator generalny wniósł skargę nadzwyczajną ws. dziennikarza

Prokurator generalny wniósł do Sądu Najwyższego skargę nadzwyczajną w sprawie wyroku wymierzającego grzywnę dziennikarzowi portalu Wpolityce.pl, Wojciechowi Biedroniowi, w związku z jego artykułem na temat sędziego Wojciecha Łączewskiego - dowiedziała się PAP w Sądzie Najwyższym.

W skardze nadzwyczajnej podpisanej przez zastępcę prokuratora generalnego prok. Roberta Hernanda zawnioskowano o uchylenie wyroku skazującego na karę grzywny za pomówienie sędziego i o uniewinnienie dziennikarza od zarzuconego mu czynu. "Termin rozpoznania skargi nie został jeszcze wyznaczony" - poinformował Krzysztof Michałowski z zespołu prasowego SN.

Czym jest skarga nadzwyczajna?

Reklama

Instytucja skargi nadzwyczajnej została wprowadzona przez nową ustawę o SN, która weszła w życie 3 kwietnia 2018 r. Przewiduje ona m.in. możliwość składania do Sądu Najwyższego takich skarg na prawomocne wyroki polskich sądów z ostatnich 20 lat. Skargi te rozpoznaje Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN. 

Jak informuje SN, dotychczas rozpoznano osiem takich skarg - SN uwzględnił pięć, a trzy oddalił. W 12 przypadkach akta zostały zwrócone w celu uzupełnienia braków formalnych. Na rozpoznanie czeka 15 skarg nadzwyczajnych.

Publikacje dotyczące sędziego Łączewskiego

Sprawa dotycząca dziennikarza portalu początek przed sądem miała, gdy sędzia wystąpił w listopadzie 2016 r. z prywatnym aktem oskarżenia. Sąd I instancji w lipcu 2018 r. uznał dziennikarza za winnego na podstawie art. 212 Kodeksu karnego mówiącego o zniesławieniu i wymierzył mu 25 tys. zł grzywny. Po apelacji obrońcy sąd okręgowy w lutym br. złagodził wyrok i zmniejszył grzywnę do 3 tys. zł.

W procesie chodziło o publikacje na temat sędziego Łączewskiego, który poprzez portal Twitter miał nawiązać prywatną korespondencję z osobą, którą wziął za dziennikarza Tomasza Lisa i namawiać do przyjęcia nowej strategii w politycznej walce z rządem.

Sąd okręgowy w lutym uznał, że dziennikarz pomówił sędziego "o właściwości, które mogły go narazić na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu sędziego poprzez nieprawdziwe wskazanie, że wobec pokrzywdzonego toczy się postępowanie dyscyplinarne" oraz sugerowanie, że w związku z medialnymi doniesieniami na temat kontaktów z dziennikarzem Lisem sędzia został przeniesiony z wydziału karnego do wydziału cywilnego.

Biedroń mówił wtedy, że sąd II instancji przyznał rację jego ustaleniom i ustaleniom prokuratury. "Problem jednak polega na tym, że użyłem określenia, że przeciwko Łączewskiemu toczy się postępowanie dyscyplinarne. Tymczasem to nie było postępowanie dyscyplinarne, ale postępowanie wyjaśniające" - podkreślał.

Uzasadnienie skargi nadzwyczajnej

W uzasadnieniu skargi nadzwyczajnej wskazano m.in., że przeniesienie sędziego do orzekania w innym wydziale miało "bezpośredni związek czasowy i merytoryczny z doniesieniami medialnymi na jego temat". Ponadto - jak dodano - "za niesłuszne należy uznać również zajęte przez sądy obu instancji stanowisko, iż nieprawdziwe wskazanie przez oskarżonego, że wobec pokrzywdzonego toczy się postępowanie dyscyplinarne, stanowi pomówienie".

"Różnice między postępowaniem wyjaśniającym i dyscyplinarnym są niewątpliwie znane osobom obeznanym z tą materią i istotne dla tej osoby, której jedno z tych postępowań dotyczy bezpośrednio. Nie stanowią one natomiast wiedzy powszechnej i nie jest niczym niezwykłym posługiwanie się 'ogólną' nazwą 'postępowanie dyscyplinarne' także wtedy, gdy postępowanie wyjaśniające nie weszło jeszcze w tę fazę" - wskazano w tym uzasadnieniu.

Przeciwko skazaniu Biedronia protestowało w lutym m.in. Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, w ocenie którego wyrok naruszył "fundamentalną dla ustroju demokratycznego zasadę wolności słowa".

Zawiadomienie do prokuratury

W lutym 2016 r. sędzia Łączewski złożył w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie zawiadomienie, że nieznana mu osoba włamała się na jego konta prowadzone pod fikcyjnymi nazwiskami na Twitterze i w jego imieniu prowadziła korespondencję. W sprawie zostało wszczęte śledztwo - powołany biegły ocenił, że włamania nie było.

W styczniu br. Prokuratura Regionalna w Krakowie złożyła do Sądu Dyscyplinarnego przy krakowskim sądzie apelacyjnym wniosek o zezwolenie na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej sędziego Łączewskiego. Wniosek dotyczył złożenia przez niego doniesienia o przestępstwie, którego nie było, i składania fałszywych zeznań. Prokuratura podawała, że wbrew złożonemu przez sędziego zawiadomieniu o przestępstwie nie doszło do włamania do prowadzonych przez niego pod fikcyjnymi nazwiskami kont na Twitterze.

W kwietniu krakowski sąd dyscyplinarny zdecydował o umorzeniu postępowania o uchylenie sędziemu Łączewskiemu immunitetu. Uznał, że wniosek o to jest wadliwy formalnie. Obrońcy sędziego wskazywali, że "wniosek o uchylenie immunitetu złożony został przez prokuratora, któremu brak było cech bezstronności". Rzecznik dyscyplinarny sędziów sądów powszechnych Piotr Schab w końcu kwietnia skierował do Izby Dyscyplinarnej SN zażalenie na postanowienie o umorzeniu postępowania o uchylenie immunitetu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy