Reklama

Reklama

Sąd Najwyższy oddalił kasację "Newsweeka"

W piątek Sąd Najwyższy oddalił kasację "Newsweeka" w sprawie cywilnej, którą biznesmen Marek Falenta wytoczył temu tygodnikowi domagając się sprostowania - jego zdaniem - nieprawdziwych informacji w tekstach opisujących m.in. kontakty Falenty z dziennikarzami.

Oddalając skargę kasacyjną sędzia SN Marta Romańska podkreśliła, że dziennikarze mają prawo przedstawiać pewną wizję faktów, natomiast w procesach cywilnych nie sposób zweryfikować czy doszło do przestępstwa. "Postępowanie cywilne nie może weryfikować każdej informacji na zasadzie: prawda czy fałsz. Od tego są organy ścigania" - podkreśliła sędzia Romańska w ustnym uzasadnieniu. Dodała, że o tym rozstrzygają sądy karne.

Chodzi o dwa artykuły w wydaniu papierowym tygodnika oraz jego serwisie internetowym - z 30 czerwca i 7 lipca 2014 roku - opisujące tzw. aferę podsłuchową. Falenta (jeden z oskarżonych w głośnej sprawie nielegalnego nagrywania w warszawskich restauracjach osób z kręgów polityki, biznesu oraz funkcjonariuszy publicznych) domagał się opublikowania sprostowania m.in., że "nie kupował nagrań podsłuchów i nie przekazywał ich dziennikarzom".

Reklama

Sądy - okręgowy w lutym i apelacyjny w czerwcu 2015 r. - orzekły, że Falenta - zgodnie z art. 31 prawa prasowego - ma prawo do sprostowania. "Newsweek" wniósł skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego domagając się oddalenia powództwa.

Podczas piątkowej rozprawy w Sądzie Najwyższym reprezentująca tygodnik mec. Anna Cichońska wskazywała, że sądy obu instancji nie wykazały, czy informacje opublikowane w tygodniku były prawdziwe czy nie, a sprostowanie dotyczy korekty informacji nieprawdziwych. Jak mówiła mecenas, ani SO ani SA nie dokonały oceny treści artykułów tygodnika. Dodała, że w tekstach przytoczone zostały m.in. hipotezy przyjęte przez śledczych.

Ani Falenty ani jego pełnomocnika nie było w piątek w sądzie.

Przed Sądem Okręgowy w Warszawie toczy się proces w głośnej sprawie nielegalnego nagrywania od lipca 2013 r. do czerwca 2014 r. w warszawskich restauracjach osób z kręgów polityki, biznesu oraz funkcjonariuszy publicznych. Oskarżeni to biznesmen Marek Falenta, jego współpracownik Krzysztof Rybka oraz dwaj kelnerzy Konrad Lassota i Łukasz N. (jako jedyny podsądny nie zgadza się na podawanie swego nazwiska w mediach). Wszystkim grozi do 2 lat więzienia.

W sumie, podczas 66 nielegalnie nagranych spotkań, utrwalono rozmowy ponad stu osób; prokuraturze udało się ustalić tożsamość 97.

Akt oskarżenia wysłała we wrześniu 2015 r. Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga. Według niej motywy działania oskarżonych miały charakter biznesowo-finansowy. Media twierdzą, że nagrania miały być zemstą Falenty za śledztwo w sprawie firmy Składy Węgla, w której miał udziały, a także próbą zdobycia ważnych informacji dla działalności gospodarczej. Falenta twierdzi, że jest niewinny i liczy na uniewinnienie. Według prokuratury miał on zlecić wykonanie nagrań dwóm pracownikom restauracji. Wszyscy odpowiadają z wolnej stopy. N. jest chroniony przez policję.

Grzegorz Dyjak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy