Reklama

Reklama

"Rząd nie chroni Polaków przed przestępczością ekologiczną". Apel do premiera

Polski Alarm Smogowy zwrócił się z apelem do premiera Mateusza Morawieckiego o "natychmiastową, gruntowną i skuteczną reformę służb kontrolujących przepisy dotyczące ochrony środowiska w Polsce".

- Pożary wysypisk to objaw systemowej choroby. Z mafią śmieciową mają walczyć ludzie zarabiający 1500 złotych, w dodatku muszą uprzedzać o kontroli - mówi Andrzej Guła, lider Polskiego Alarmu Smogowego.

Reklama

Według niego problemem są nie tylko pieniądze, ale także słabe uprawnienia kontrolne inspektorów ochrony środowiska. - Są na poziomie pochodzącym z epoki transformacji gospodarczej, kiedy dla wzrostu gospodarczego ustawodawcy byli gotowi poświęcić wszystko - w tym zdrowie i środowisko - uważa Andrzej Guła.

Brakuje także pieniędzy na ochronę środowiska w budżecie państwa. Według danych Eurostatu w 2013 roku (najnowsze dostępne zestawienie) na bieżące działania związane z ochroną środowiska wydajemy 0,2 proc. PKB. Oznacza to, że wśród 13 ujętych w zestawieniu krajów, znaleźliśmy się na 11. miejscu. Za nami były tylko Serbia i Chorwacja. Przed nami m.in.: Bułgaria (0,58 proc.) i Rumunia (0,34 proc.) Zestawienie Eurostatu z roku 2012 nie wygląda lepiej - Polska jest w nim na 22 miejscu z 25.

Z mafią mają walczyć ludzie, którzy zarabiają 1500 złotych netto

Według działaczy PAS, skalę niedofinansowania instytucji nadzoru najlepiej widać po wynagrodzeniach inspektorów ochrony środowiska, których dochody wynoszą często 1500 złotych netto. Niskie pensje sprawiają, że rotacja w tej instytucji jest ogromna. Na przykład w kujawsko-pomorskim Wojewódzkim Inspektoracie Ochrony Środowiska od początku roku z pracy odeszło 40 osób - ze 140 zatrudnionych. Z różnych inspektoratów dochodzą sygnały, że pojawiają się problemy z rekrutacją specjalistów.

Z tym, że w Polsce kontrola środowiska pozostawia wiele do życzenia, zgadzają się także samorządowcy - Trzeba sprawić, żeby inspektoraty ochrony środowiska miały odpowiednią liczbę dobrze wyszkolonych i godziwie opłacanych ludzi. System samokontroli jednostek samorządu terytorialnego, jaki mamy w gospodarce odpadami, to złe rozwiązanie - uważa Leszek Świętalski, sekretarz generalny Związku Gmin Wiejskich RP. - Mamy takie absurdy, że w niektórych gminach opłata za odbiór odpadów to 6 złotych od osoby. Dlaczego odpowiednie organy nie zainteresują się takimi przypadkami, kiedy oczywiste jest, że przy tej cenie część odpadów musi wylądować w jakimś żwirowisku albo się spalić? Nie rozumiem, skąd ta nieporadność służb. Potrafimy przecież kontrolować np. transport zwierząt albo żywności. Dlaczego nie da się stosować tych samych zasad dla odpadów?

Wadą systemu jest także konieczność uprzedzania przedsiębiorców o kontroli. Inspektoraty nie są wyposażone w odpowiedni sprzęt pomiarowy oraz nie mają możliwości skorzystania z pomocy akredytowanych laboratoriów prowadzących pomiary. Dodatkowo problemem są rozmyte kompetencje, co prowadzi do sytuacji gdzie zalecenia pokontrolne WIOŚ nie są realizowane, a przedsiębiorcy nie czują się zobowiązani do przestrzegania przepisów ochrony środowiska.

Polski Alarm Smogowy zwrócił się w liście do Premiera Morawieckiego o natychmiastową, gruntowną i skuteczną reformę służb kontrolujących przepisy dotyczące ochrony środowiska w Polsce.

Zdaniem PAS jest kilka różnych sposobów rozwiązania problemu. - Warto rozważyć reformę obecnego systemu w kierunku zmiany inspekcji ochrony środowiska w służbę kontrolną z prawdziwego zdarzenia. Można zamiast tego od razu powołać taką służbę lub przydzielić te zadania którejś z już istniejących, dbając przy tym o większe uprawnienia, bardziej dotkliwe sankcje, a także o zapewnienie środków umożliwiających efektywne działania - uważa Andrzej Guła.

Protestowali "przeciw państwu z tektury"

Polski Alarm Smogowy zapowiedział także że zwróci się do Najwyższej Izby Kontroli o dokonanie oceny skuteczności systemu kontroli ochrony środowiska w Polsce i ochrony Polaków przed przestępczością ekologiczną.

W najbliższą środę Sejm zajmie się zmianami w przepisach dotyczących gospodarki odpadami. To odpowiedź na plagę pożarów, które w maju i czerwcu miały miejsce w różnych regionach Polski.

Płonęło m.in. wysypisko w Zgierzu, w miejscowości Wszedzień k. Mogilna (Kujawsko-Pomorskie), składowisko opon w Trzebini. W sumie w tym roku doszło już do ok. 70 pożarów składowisk śmieci.

Przeciwko zagrożeniom nielegalnym wysypiskom śmieci protestowali m.in. mieszkańcy Skawiny. 21 czerwca o 7 rano ponad 100 osób przylepiło czerwoną kartkę na budynku Urzędu Miasta. Protestowali "przeciw państwu z tektury", które nie potrafi zapewnić ochrony ludziom przed toksycznymi emisjami z przemysłu czy pożarami składowisk odpadów. "W Polsce system kontroli przepisów prawa ochrony środowiska nie istnieje" - uważają protestujący m.in. ze Skawińskiego Alarmu Smogowego.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje