Reklama

Reklama

Rozprawa odwoławcza ws. katastrofy hali MTK w czerwcu

Prawdopodobnie w czerwcu Sąd Apelacyjny w Katowicach rozpatrzy apelacje w procesie dotyczącym katastrofy hali Międzynarodowych Targów Katowickich (MTK), która pochłonęła życie 65 osób. W sobotę przypada 11. rocznica tej tragedii. W miejscu katastrofy zaplanowano rocznicową uroczystość.

Wyrok sądu I instancji w tej sprawie zapadł w czerwcu ub. roku po trwającym ponad siedem lat procesie. Sąd skazał projektanta hali MTK Jacka J. na 10 lat więzienia, uznając go winnym sprowadzenia katastrofy. Na kary od 5 do 3 lat skazano rzeczoznawcę, inspektora nadzoru budowlanego i członków zarządu MTK; uniewinniono wykonawców hali. Wyrok zaskarżyły zarówno obrona, jak i prokuratura.

Reklama

Akta sprawy wraz z liczącym 778 stron uzasadnieniem trafiły do Sądu Apelacyjnego w Katowicach w końcu ubiegłego roku. Dokładny termin rozprawy odwoławczej nie jest jeszcze znany, wstępnie jednak sąd planuje rozpatrzenie odwołań od wyroku w połowie tego roku.

"Wyznaczonych zostało trzech sędziów współreferentów, którzy zapoznają się z materiałami tej sprawy. Ze względu na jej obszerność i stopień skomplikowania, wymaga to czasu. Wstępnie szacujemy, że rozprawa odwoławcza może odbyć się w okolicach czerwca tego roku" - powiedział PAP w przeddzień 11. rocznicy katastrofy rzecznik Sądu Apelacyjnego w Katowicach sędzia Robert Kirejew.

W sobotę przed południem przy stojącym w pobliżu dawnej hali pomniku pamięć ofiar katastrofy uczczą bliscy ofiar, poszkodowani, uczestnicy akcji ratunkowej oraz przedstawiciele regionalnych i lokalnych władz. Po wspólnej modlitwie zebrani zapalą znicze i złożą kwiaty. Na koniec zabrzmi utwór "Cisza", grany przez sygnalistę Orkiestry Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach.

Hala MTK zawaliła się 28 stycznia 2006 r.; odbywały się tam wówczas targi i ogólnopolska wystawa gołębi pocztowych. Na dachu o powierzchni hektara zalegała warstwa śniegu i lodu; według specjalistów jego ciężar wynosił około 190 kg na metr kw. Zginęło wówczas 65 osób, a ponad 140 zostało rannych; 26 z nich doznało ciężkich obrażeń. Była to największa katastrofa budowlana w historii Polski.

Dach hali zawalił się ok. godz. 17.15. Wielu spośród tych, którzy byli wtedy w pawilonie, udało się wyjść o własnych siłach i bez obrażeń. Świadkowie mówili, że ofiar byłoby znacznie więcej, gdyby do wypadku doszło nieco wcześniej - wielu gości niedługo przed zawaleniem się dachu wyszło z hali.

W kulminacyjnym momencie akcji ratowniczej - między pierwszą a drugą w nocy - na miejscu pracowało ponad 1300 osób: strażaków, ratowników górniczych i medycznych, policjantów, GOPR-owców, a także żołnierzy i żandarmów. Pierwszy etap akcji ratowniczej zakończył się po kilkunastu godzinach, w niedzielę 29 stycznia. Później na gruzowisko kilka razy wchodzili ratownicy z psami wyspecjalizowanymi w poszukiwaniu zwłok.

Na początku lutego rozpoczęły się prace rozbiórkowe, w czasie których wydobyto ciała pozostałych poszkodowanych; ostatnie z nich - 14 lutego. Posadzkę hali udało się całkowicie odsłonić 19 lutego. Wtedy było już pewne, że ostateczny bilans tragedii to 65 zabitych. Wśród nich było dziewięciu cudzoziemców: trzech Czechów, dwóch Słowaków, Belg, Niemiec, Holender i Węgier.

Proces karny w sprawie katastrofy hali ruszył w maju 2009 r. i był jednym z największych w historii śląskiego wymiaru sprawiedliwości. Ostatecznie odpowiadało w nim dziewięć osób, z których sześć usłyszało wyroki skazujące, trzy - uniewinniające. Co do dwóch oskarżonych odwołania od wyroku sądu pierwszej instancji wniosła jedynie obrona, co do trzech prokuratura, a co do czterech zarówno obrona i prokuratura.

Najsurowszą karę katowicki sąd okręgowy wymierzył Jackowi J. - autorowi projektu wykonawczego hali, który znacząco odbiegał od projektu budowlanego. Sąd przypisał temu oskarżonemu umyślne sprowadzenie katastrofy z tzw. zamiarem ewentualnym, co znaczy, że według sądu mógł liczyć się z tym, iż budowla może się zawalić.

W swych ustaleniach sąd opierał się na opiniach biegłych, sprawozdaniu komisji powołanej po katastrofie przez Generalnego Inspektora Nadzoru Budowlanego oraz ekspertyzach ośrodków naukowych. W uzasadnieniu orzeczenia przywołał ekspertyzy specjalistów, którzy wskazali na liczne błędy konstrukcyjne i wadliwe rozwiązania w projekcie wykonawczym. Sąd przypomniał, że J. nie miał doświadczenia zawodowego ani nawet uprawnień projektowych.

Według biegłych pawilon mógł runąć w każdej chwili, już od momentu wybudowania go. Przed katastrofą hala kilkakrotnie ulegała awarii. Ekspertyzę po jednej z nich, w 2002 r., wydawał rzeczoznawca budowlany Grzegorz S., na tej podstawie wtedy naprawiono dach. Sąd skazał go na 5 lat więzienia za nieumyślne sprowadzenie katastrofy uznając, że nie zweryfikował on całości obliczeń statycznych pawilonu, nie sprawdził pozostałych dźwigarów, a jedynie ten uszkodzony. Zdaniem oskarżenia, S. był powinien wystąpić o rozbiórkę pawilonu.

Na 4 lata więzienia została w I instancji skazana Maria K., która była powiatowym inspektorem nadzoru budowlanego w Chorzowie. Sąd uznał ją za winną niedopełnienia obowiązków i nieumyślnego sprowadzenia katastrofy. Według aktu oskarżenia powiadomiona w 2002 r. przez straż pożarną o ugięciu się dachu pawilonu MTK pod naporem śniegu, nie podjęła żadnych czynności w celu kontroli stanu budynku lub wyłączenia pawilonu z użytkowania.

Za winnych nieumyślnego sprowadzenia katastrofy zostali też uznani b. szefowie MTK. B. członek zarządu spółki Nowozelandczyk Bruce R. oraz b. dyrektor techniczny Targów Adam H. zostali skazani na 3 lata więzienia, zaś inny członek zarządu Targów Ryszard Z. na 4 lata. Podobnie jak prokuratura, sąd uznał, że ci oskarżeni zdawali sobie sprawę, że hala może się zawalić, ale nie zrobili niczego, by temu zapobiec: nie zastosowali się do opinii specjalisty, który na krótko przed katastrofą zalecił odśnieżenie dachu, wykonanie obliczeń i wzmocnienie konstrukcji hali oraz nie odwołali targów gołębi.

Sąd okręgowy uniewinnił natomiast przedstawicieli generalnego wykonawcy hali MTK Arkadiusza J., Andrzeja C. i Adama J., który był kierownikiem budowy. Zdaniem prokuratury po pierwszej awarii dachu, do której doszło już w trakcie budowy hali w 2000 r., powinni byli zweryfikować projekt wykonawczy i wzmocnić konstrukcję hali; awarii nie wpisali do dziennika budowy i nie powiadomili inspektora nadzoru budowlanego. Sąd uznał, że choć ci oskarżeni mieli odpowiednie kompetencje, to jednak nie mieli zdolności, by weryfikować np. pomiary ugięć konstrukcji dachu. Robił to twórca projektu wykonawczego, który zapewniał, że są one w normie.

W ciągu siedmiu lat trwania procesu odbyło się ponad 200 rozpraw, które - jak obliczył jeden z adwokatów - trwały łącznie blisko 1250 godzin. W sprawie zgromadzono 305 tomów akt głównych. Przed sądem przesłuchano 141 świadków, zeznania wielu innych odczytano. Opinie składało aż pięć zespołów biegłych.

Poza procesem karnym, katastrofa hali MTK skutkowała też wieloma postępowaniami cywilnymi. Do sądów w Katowicach i Chorzowie wpłynęło około stu jednostkowych spraw o odszkodowania. W wydawanych wyrokach sądy zwykle przychylały się do roszczeń, choć zasądzały odszkodowania, zadośćuczynienia i renty w niższej kwocie niż domagali się poszkodowani - od kilku do kilkuset tys. zł. Początkowo rodziny ofiar i ranni w katastrofie kierowali swoje roszczenia pod adresem spółki MTK, ale później także do Skarbu Państwa, podkreślając, że jest on samoistnym posiadaczem terenu, na którym stała hala (MTK tylko dzierżawiły teren). To stanowisko podzielały sądy, które uznały, że odszkodowania powinno wypłacić właśnie państwo.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje