Reklama

Reklama

Rozpoczął się proces byłych szefów LFO

Proces w sprawie afery Laboratorium Frakcjonowania Osocza (LFO), z którego miano wyprowadzić kilkadziesiąt milionów zł, zaczął się dziś przed Sądem Okręgowym w Warszawie. Prokurator odczytał akt oskarżenia. Podsądni nie zgadzają się z zarzutami.

Oskarżeni są byli szefowie spółki: Zygmunt N. i Włodzimierz W. Grozi im do 10 lat więzienia. Obaj twierdzą, że wszystkie dokonane operacje finansowe były legalne. Świadkami w śledztwie było wielu polityków SLD, w tym były prezydent Aleksander Kwaśniewski.

Reklama

Dzisiaj pełnomocnik syndyka masy upadłościowej LFO, który w procesie jest oskarżycielem posiłkowym, złożył wniosek, by sąd w wyroku zobowiązał oskarżonych do naprawienia szkody, jaką wyrządzili finansom LFO.

Śledztwo w całej sprawie wszczęła w 2001 r. Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu. 451-stronicowy akt oskarżenia w głównym wątku sprawy skierowała do warszawskiego sądu w lutym br. Akta sprawy zajęły ponad 120 tomów. Dzisiaj odczytano akt oskarżenia, co formalnie rozpoczyna proces. Obrońcy oskarżonych zażądali, by prokurator odczytał też uzasadnienie aktu oskarżenia, co - z uwagi na jego obszerność - trwało wiele godzin.

Warszawskie sądy I instancji oczyściły już z ubocznych zarzutów w całej sprawie b. członków rządu Włodzimierza Cimoszewicza: ministra gospodarki Wiesława Kaczmarka oraz wiceminister finansów Halinę Wasilewską-Trenkner. Prokuratura złożyła apelacje od tych wyroków.

Spółka LFO, która jako jedyna w kraju miała produkować leki z osocza krwi, w 1997 r. zaciągnęła 32 mln dolarów kredytu od konsorcjum bankowego na budowę fabryki w Mielcu. Gwarancji w 60 proc. udzielił rząd Włodzimierza Cimoszewicza. Spółka wykorzystała z kredytu 21 mln zł, ale zamiast fabryki wybudowano tylko dwie hale; produkcja nigdy nie ruszyła, a spółka kredytu nie spłaciła. Banki wyegzekwowały od Skarbu Państwa, jako poręczyciela, prawie 61 mln zł.

Główny oskarżony w aferze LFO to były prezes tej spółki Zygmunt N. Prokuratura postawiła mu sześć zarzutów, m.in. wyłudzenia ponad 21 mln dolarów kredytów na budowę LFO, przywłaszczenia ponad 8 mln dolarów na szkodę LFO, usiłowania wyłudzenia 11 mln dolarów kredytów i poświadczenie nieprawdy. Miał tego dokonać od grudnia 1996 r. do listopada 2002 r. m.in. przez zawieranie niekorzystnych dla spółki umów i przelewanie pieniędzy na prywatne konto. N. odrzuca zarzuty.

Ponieważ przebywający w Wielkiej Brytanii N. nie stawiał się na wezwania, prokuratura wystąpiła z wnioskiem o wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania. W 2005 r. Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu wydał taki nakaz. Po blisko dwuletnim rozpatrywaniu wniosku przez brytyjski wymiar sprawiedliwości N. wydano Polsce w czerwcu 2007 r. Od tego czasu przebywał w areszcie, który uchylono mu w lipcu br., po wpłynięciu wyznaczonej przez sąd kaucji 2 mln zł. N. musi co tydzień meldować się na policji; ma też zakaz opuszczania kraju; zatrzymano jego paszport.

Drugi oskarżony to b. członek zarządu LFO Włodzimierz W. - biznesmen, do znajomości z którym przyznaje się Aleksander Kwaśniewski. W. jest oskarżony o przywłaszczenie mienia LFO wartości ok. 3 mln dolarów, pomoc w ukryciu mienia z przestępstwa i "pranie brudnych pieniędzy". Miał on udostępnić swój rachunek bankowy w szwajcarskim banku, na który przelano prawie 3 mln dolarów z tytułu płatności za podrobioną fakturę. Później miał wydać dyspozycję przelania tych pieniędzy na kolejny rachunek, a z niego trafiły one na konto N. W. przebywał w areszcie kilka miesięcy; wyszedł na wolność w listopadzie 2007 r. za kaucją 500 tys. zł. On także odrzuca zarzuty.

Obaj są także oskarżeni o uszczuplenie kwot na zaspokojenie wierzycieli spółki, czyli banków, poprzez przeniesienie udziałów spółki na innych, zagranicznych udziałowców.

W 2007 r., wobec "braku znamion czynu zabronionego", prokuratura w Tarnobrzegu umorzyła śledztwo w sprawie ewentualnego wpływu wysokich urzędników państwowych na sprawę LFO. Dotyczyło to spotkań, na których miały być rzekomo wywierane naciski ze strony osób z otoczenia prezydenta Kwaśniewskiego, aby Ministerstwo Zdrowia kontynuowało współpracę z LFO wbrew merytorycznym przesłankom.

O takich naciskach mówił w 2004 r. minister zdrowia w rządzie Leszka Millera Mariusz Łapiński. Twierdził, że namawiano go, by Ministerstwo Zdrowia doprowadziło do końca inwestycję, co miałoby "zdjąć odpowiedzialność" z Włodzimierza W. Według Łapińskiego, w spotkaniach miał brać udział m.in. Włodzimierz W., Marek Ungier - szef gabinetu prezydenta Kwaśniewskiego, Marek Wagner - szef kancelarii premiera Millera i Zbigniew Siemiątkowski - szef Agencji Wywiadu i Urzędu Ochrony Państwa. Na chwilę na spotkanie miał także "wpaść" prezydent Kwaśniewski.

"Pan Łapiński nie jest z natury rzeczy dla mnie osobą wiarygodną, a w sprawie LFO nie mam sobie nic do wyrzucenia" - mówił Kwaśniewski. Zeznając w śledztwie w 2006 roku, b. prezydent powiedział, że "wiedzę o sprawie LFO czerpał w zasadzie z gazet". Przyznał, że Włodzimierz W. jest znajomym jego i jego rodziny, ale "jako człowiek dorosły działał na własny rachunek".

Prokuratura w śledztwie przeprowadziła konfrontację między Łapińskim a wymienianymi przez niego osobami, które zaprzeczyły jego słowom. Według śledczych, konfrontacja "nie usunęła wszystkich wątpliwości i rozbieżności w zeznaniach świadków".

W lutym 2002 r. Urząd Ochrony Państwa opowiadał się, wobec niewiarygodności inwestora, za wycofaniem gwarancji Skarbu Państwa na budowę LFO - informowała w 2004 r. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Według ABW, gdy w lutym 2002 r. Łapiński powołał zespół ds. budowy LFO, przedstawiciel UOP (poprzedniczki ABW) w tym zespole oświadczył, że powinno się wycofać gwarancje Skarbu Państwa dla inwestora. W 2006 r. media pisały o zaginięciu w UOP dokumentów rozpracowania LFO. Byli szefowie UOP i ABW twierdzili, że wszystkie dokumenty dotyczące LFO przekazano zaś do prokuratury lub CBŚ.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne