Reklama

Reklama

Rozpoczął się proces apelacyjny Władysława Frasyniuka

W poniedziałek przed Sądem Okręgowym w Warszawie rozpoczął się proces apelacyjny opozycjonisty z czasów PRL Władysława Frasyniuka w sprawie naruszenia nietykalności policjantów. W lipcu ubiegłego roku uznano go za winnego, jednak sąd warunkowo umorzył postępowanie na okres jednego roku.

Warszawski sąd okręgowy w poniedziałek częściowo uwzględnił wnioski obrony o przesłuchanie bezpośrednich świadków zdarzenia. Obrońcy dostarczyli sądowi listę osób, które same zgłosiły się do oskarżonego i poinformowały, że mogą zeznawać w sprawie. Jedna z nich zostanie przesłuchana na najbliższej rozprawie 7 lutego. Sędzia Urszula Myśliwska wskazała, że jest to osoba, która w czasie manifestacji ciągle towarzyszyła Frasyniukowi, a wcześniej sąd I instancji odmówił jej wysłuchania.

"To absolutnie nieprawdziwy fakt"

Reklama

Akt oskarżenia, dotyczący naruszenia nietykalności dwóch funkcjonariuszy przez Frasyniuka, trafił do sądu w czerwcu 2018 r., a proces I instancji rozpoczął się w listopadzie 2018 r. Według oskarżycieli, podczas kontrmanifestacji smoleńskiej w czerwcu 2017 r. Frasyniuk miał przepchnąć ramieniem, popchnąć rękami i kopnąć funkcjonariuszy policji.

Przed sądem I instancji Frasyniuk konsekwentnie nie przyznawał się do winy. "Nie kopnąłem policjanta, to absolutnie nieprawdziwy, wymyślony fakt" - mówił, gdy proces się rozpoczął i zaznaczał, że jego zachowanie można określić jako "bierny opór".

Zeznania policjantów

Podczas pierwszej rozprawy zeznawało dwóch policjantów, którzy złożyli zawiadomienie o naruszeniu ich nietykalności. Mówili wtedy, że Frasyniuk nie reagował na polecenia i naruszył ich nietykalność. Zapewnili przed sądem, że nikt im nie nakazywał zainicjowania sprawy, nikt też nie sugerował treści zeznań.

Jeden z poszkodowanych policjantów - funkcjonariusz z woj. pomorskiego - zeznał też m.in., że krótko po incydentach w związku ze sprawą miał kontakt telefoniczny z zastępcą pomorskiego komendanta wojewódzkiego policji. Zaznaczał, że wcześniej nie miał z nim kontaktów. Dodał wówczas, że zawiadomienie w sprawie złożył w dniu wolnym od pracy, gdy do jego domu przyjechał wieczorem funkcjonariusz, aby takie zawiadomienie odebrać.

W styczniu ubiegłego roku świadek ten zmodyfikował wcześniejsze zeznania i zaznaczył, iż o sprawie nie rozmawiał z jednym z zastępców komendanta wojewódzkiego policji, tylko prawdopodobnie z osobą wyznaczoną przez tego zastępcę. Zeznający w tej sprawie w maju komendant pomorskiej policji zapewnił, że ani on, ani jego zastępca nie kontaktowali się z policjantem, który złożył zawiadomienie o naruszeniu nietykalności.

Sąd rejonowy: Frasyniuk winny

W lipcu ubiegłego roku Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia uznał Frasyniuka za winnego. Opozycjonista z czasów PRL musiał wpłacić siedem tys. zł na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej, jednak ze względu na niską szkodliwość czynu sąd warunkowo umorzył postępowanie na jeden rok. Oznacza to, że po upływie tego okresu sprawa uznana będzie za niebyłą.

Odwołanie złożyły obie strony

Odwołanie od wyroku złożyły obie strony postępowania. 

Obrońcy wskazywali na obrazę przepisów polegającą m.in. na oddaleniu wniosków dowodowych, a także dowolną interpretację materiału dowodowego i wyjaśnień oskarżonego. 

Apelację na niekorzyść oskarżonego złożyła prokuratura, która uznała, że nieuprawnione jest przypisanie oskarżonemu występku o nieznacznej szkodliwości.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje