Reklama

Reklama

Rowerowa wycieczka zakończona atakiem roju szerszeni. Wstrząs zagrażał życiu kobiety

Kobieta z Wrocławia trafiła do szpitala po tym, jak parę rowerzystów zaatakował rój groźnych owadów. Według lekarzy była w stanie zagrażającym życiu. Gniazdo błonkówek położone niebezpiecznie blisko uczęszczanej ścieżki usunęli strażacy. Jesień to czas, kiedy szerszenie i osy są szczególnie aktywne, a lekarze ostrzegają, że u osób uczulonych użądlenia błonkówek mogą prowadzić do śmierci.

Do zdarzenia doszło w ubiegłą sobotę po południu na zielonych terenach nad Odrą we Wrocławiu. Dwoje rowerzystów, wracających ze wschodniej części miasta do centrum, zostało zaatakowanych przez rój szerszeni, gdy przejeżdżali przez Las Strachociński. Owady zaczęły gonić parę. Turyści zaczęli uciekać, ale owady zaczęły ich żądlić. 

Sześć szerszeni użądliło kobietę

Reklama

Mężczyzna poczuł z tyłu głowy ból, który przypominał uderzenie. Takie objawy spowodowało użądlenie szerszenia. Okazało się, że w tym czasie sześć kolejnych szerszeni użądliło jego towarzyszkę. Oboje zatrzymali się koło mostu nad Odrą.

Z pomocą zaatakowanym ruszyli pracownicy pobliskiego food trucka. Rój udało się zgubić, ale kobieta dostała nagłej reakcji alergicznej - wstrząsu anafilaktycznego. Świadkowie wezwali pogotowie ratunkowe, które przewiozło poszkodowaną do szpitala. Wcześniej ratownicy medyczni podali użądlonej rowerzystce leki przeciwhistaminowe i adrenalinę.

- Było bezpośrednie zagrożenie życia na początku. Udało się te pacjentki wyprowadzić na prostą. Po trwającym kilkadziesiąt godzin leczeniu zostały zwolnione do domu - powiedział "Wydarzeniom" dr n. med. Wojciech Barg z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Pneumonologii i Alergologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. - W najgorszym scenariuszu pokąsanie przez szerszenie kończy się niestety zgonem z powodu wstrząsu anafilaktycznego, czyli w sytuacji, kiedy układ krążenia przestaje funkcjonować, a tętno spada do wartości nieoznaczalnych - dodał lekarz. Zaznaczył jednak, że szok może mieć łagodniejszy przebieg.

Strażacy zneutralizowali gniazdo

Do usunięcia gniazd szerszeni dwukrotnie wyjeżdżali także wrocławscy strażacy. Gniazdo szerszeni w Lesie Strachocińskim zlokalizowali za drugim razem.

- Normalnie nie usuwamy takich gniazd w terenie. Jednak w tym przypadku, ze względu na to, ze było ono położone w pobliżu uczęszczanej przez ludzi ścieżki, przystąpiliśmy do neutralizacji zagrożenia - powiedział st. kpt. Tomasz Szwajnos z Państwowej Straży Pożarnej we Wrocławiu.

Rowerzyści przejeżdżając w pobliżu gniazda owadów mogli łatwo stać się celem podenerwowanych szerszeni.

- Moim zdaniem przejeżdżali akurat blisko ich siedliska i dlatego tak się broniły - powiedział Polsat News mieszkaniec Wrocławia.

Zapytani przez dziennikarza "Wydarzeń" wrocławianie, którzy wybrali się na spacer w pobliże rzeki Odry odpowiadali, że w takiej sytuacji należy natychmiast oddalić się od roju. - Człowiek nie ma z nimi żadnych szans - powiedział jeden z mieszkańców wypoczywających nad rzeką.

Najbardziej niebezpieczny owad

Lekarze ostrzegają, że w razie ataku roju szerszeni lub innych owadów błonkoskrzydłych należy oddalić się oraz chronić okolicy głowy, oczu, ust i gardła. W przypadku pogorszenia samopoczucia po ukąszeniu należy wezwać pogotowie.

Dr Piotr Dąbrowiecki, lekarz internista i alergolog powiedział w Polsat News, że w takiej sytuacji najlepiej jest unikać kontaktu z żądlącymi owadami.

- Rój szerszeni to bardzo niebezpieczne zjawisko, bardzo rzadko występujące. Nie sprawdzajmy czegoś, co się kłębi na polu, tylko od razu oddalmy się w drugą stronę. Szerszeń jest najbardziej niebezpiecznym owadem, bo ma zdecydowanie większą ilość jadu. Jedno użądlenie szerszenia odpowiada kilku użądleniom osy - powiedział Dąbrowiecki w Polsat News.

- Jeżeli było sześć szerszeni, to pod względem stężenia jadu, który został wprowadzony do organizmu, odpowiada to użądleniu co najmniej dwudziestu lub więcej os - powiedział lekarz. - Poza reakcją alergiczną w takiej sytuacji możliwa jest także reakcja toksyczna. Chodzi o zatrucie toksynami, które także może doprowadzić do śmierci - ostrzegł specjalista.

Jesteś uczulony, noś adrenalinę

Osoby, które wiedzą o alergii i nadwrażliwości na jad owadów, powinny po użądleniu natychmiast wzywać pomoc i zaznaczyć, że są uczulone oraz, że w przeszłości miały epizod związany z anafilaksją, czyli nadzwyczajną reakcją uczuleniową. Powinny mieć także ampułko-strzykawkę z adrenaliną. Jej podanie może zapewnić przeżycie do czasu przyjazdu pogotowia. Lekarz zalecił także odczulanie na jad owadów błonkoskrzydłych jako działanie profilaktyczne.

- Pacjent po przejściu odczulania jest mniej więcej zabezpieczony przed ukąszeniami owadów. Ale mimo to powinien mieć ze sobą ampułko-strzykawkę z adrenaliną - powiedział Dąbrowiecki.

Jak wynika z badań wrocławskich alergologów, reakcja alergiczna po użądleniu występuje w ciężkiej postaci u maksymalnie trzech procent populacji. Może wtedy dojść do obrzęku gardła, duszności, a nawet utraty przytomności. Bywa i tak, że o tym, jaka będzie reakcja organizmu poszkodowany dowiaduje się dopiero po użądleniu. A wtedy liczy się szybkie wezwanie specjalistycznej pomocy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje