Reklama

Reklama

Rośnie liczba organizacji paramilitarnych

​Już około 10 tys. Polaków chce na własną rękę bronić kraju, nie oglądając się na regularną armię.

"Nasze wojsko to jest zabawna liczba 100 tys. osób, z czego do walki jest zdolnych jakieś 40 tys." - szacuje z uśmiechem politowania Anna, która przygotowuje się do wojny. Na co dzień jest tłumaczką. Rok temu wstąpiła do Obrony Narodowej.

Reklama

"Spotykamy się raz w miesiącu. Na dwa dni" - wylicza. Szkolenia - w których udział mogą brać tylko osoby dorosłe - obejmują taktykę walki, ćwiczenia sprawnościowe i strzelanie z ostrej broni pod okiem instruktorów. "Każdy obywatel powinien mieć możliwość obrony siebie i swojego kraju" - podkreśla Anna. 

Również Hubert Zalewski, zastępca dowódcy w paramilitarnym stowarzyszeniu Obrona Narodowa, chce bronić kraju na własną rękę. "Jak nie ma ryzyka, to nie ma zabawy. My się nie boimy, tylko przygotowujemy do obrony kraju" - mówi Zalewski. Choć od razu dodaje: "Cenię sobie rosyjską kulturę i nie chciałbym się z nimi bić. Wolałbym, żebyśmy się spotykali w salach teatralnych".

Marcin Waszczuk służył w wojsku przez 17 lat. Obecnie pracuje w banku, a w wolnym czasie jest komendantem Związku Strzeleckiego "Strzelec OSW", największej tego typu organizacji w Polsce. W profesjonalny sposób szkoli się tu prawie cztery tysiące osób. 

"MON, choćby nie wiem, jak było bogate i zorganizowane, nie udźwignie budowy obrony terytorialnej. To powiaty, gminy, małe dzielnice, ci ludzie, którzy tu mieszkają, będą bronili swojej ojcowizny"! - mówi z przejęciem Waszczuk. I argumentuje: "Żołnierz z Zakopanego będzie bronił Szczecina, ale nie tak zaciekle, jak rodzinnego Zakopanego".

Na wsparcie polityków mogą liczyć organizacje paramilitarne w województwie lubelskim. Burmistrz Świdnika, który sam należy do stowarzyszenia Obrona Narodowa, finansuje na przykład federację Obrona Terytorialna Województwa Lubelskiego.

"Mamy stowarzyszenia, które chcą wypełniać konstytucyjny obowiązek obrony ojczyzny, a samorząd chce je wspierać" - opowiada burmistrz Waldemar Jakson.

Jedną z organizacji, które weszły w skład Obrony Terytorialnej Województwa Lubelskiego, jest Legia Akademicka Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Jej instruktorzy szkolą między innymi uczniów klas mundurowych. "Do czego służy broń"? - pyta uczniów prowadzący zajęcia Jakub Kołodziej z Legii Akademickiej KUL. "Do zabijania, panie kapralu!" - odpowiada jedna z uczennic.

Pół roku temu w Szczecinie powstała Gwardia Narodowa. Założyli ją: psychiatra, związkowiec "Solidarności" i historyk. "Teraz największym zagrożeniem jest dla nas Rosja. Kolejnym: islamiści" - ocenia Wojciech Woźniak, który należał do Federacji Młodzieży Walczącej, podziemnej organizacji opozycyjnej w okresie PRL-u.

Bartłomiej Ilcewicz jest działaczem organizacji kultywującej pamięć o "żołnierzach wyklętych" oraz Porozumienia Środowisk Patriotycznych skupiających organizacje narodowe, które same siebie określają jako antysystemowe i często głoszą hasła nacjonalistyczne. Kiedy reporter "Uwagi!" zapytał Ilcewicza, czy do Gwardii Narodowej mogłaby wstąpić osoba homoseksualna, ten dość długo i zawile przekonuje, że "takie środowiska często wypowiadają się bardzo źle o ojczyźnie". 

Pod koniec marca powstała Federacja Stowarzyszeń Proobronnych, zrzeszająca 80 ze 120 organizacji paramilitarnych działających w Polsce. Ministerstwo Obrony Narodowej obiecało im wsparcie. "Zależy nam na tym, żebyśmy zostali oficjalnie uznani za komponent wojska" - mówi wprost Anna.

Dowiedz się więcej na temat: organizacje paramilitarne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy