Reklama

Reklama

Roman Giertych: Dlaczego Jarosław Kaczyński mnie nienawidzi?

Na Facebooku adwokata Romana Giertycha pojawił się obszerny wpis zatytułowany "Dlaczego Kaczyński mnie nienawidzi?". Były szef narodowo-katolickiej Ligi Polskich Rodzin opisuje polityczną współpracę z Prawem i Sprawiedliwością w latach 2006-2007. W ówczesnych wydarzeniach widzi przyczynę niedawnego zatrzymania przez Centralne Biuro Antykorupcyjne.

Przypomnijmy, że 15 października 2020 roku Roman Giertych został zatrzymany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne pod zarzutem wyprowadzenia niemal 92 mln złotych z giełdowej spółki deweloperskiej. W czasie zatrzymania funkcjonariusze dokonali przeszukania domu adwokata. W trakcie czynności Giertych stracił przytomność i trafił do szpitala.

Reklama

Były szef Ligi Polskich Rodzin twierdzi we wpisie na Facebooku, że przyczyną zatrzymania i "nienawiści Kaczyńskiego do mnie jest to, że w roku 2007 odebrałem mu władzę". Giertych, wówczas minister edukacji narodowej i wicepremier w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, przedstawia rzekome kulisy upadku rządu prawicowej koalicji w skład której wchodziło m.in. PiS i LPR. Jak twierdzi, upadek rządu PiS był wynikiem "buntu", którym Giertych "kierował razem z Donaldem Tuskiem".

Giertych "zrzuca okowy nacjonalistycznego myślenia"

Giertych we wpisie opisuje również przemianę światopoglądową jaka wówczas w nim zaszła. "Jednocześnie coraz szybciej zrzucałem z siebie okowy nacjonalistycznego myślenia. Będąc w rządzie miałem okazję bardzo rozszerzyć swoje horyzonty poprzez międzynarodowe kontakty. Jednym z przejawów tej ewolucji była moja wizyta w Jedwabnym, gdzie oddałem hołd pomordowanym Żydom". Przypomnijmy, że jako minister edukacji narodowej podczas nieformalnego spotkania szefów resortów edukacji państw Unii Europejskiej, Giertych zaproponował stworzenie europejskiej Wielkiej Karty Praw Narodów, mającej zawierać m.in. obejmujący całą Europę zakaz przeprowadzania aborcji i "propagandy homoseksualnej". Sprawę ujawniła "Gazeta Wyborcza".

Giertych twierdzi, ze Kaczyński miał mu się zwierzać z politycznych planów. "Mówił mi o planach przejęcia Trybunału Konstytucyjnego poprzez zmianę ustawy. Mówił mi o planach powoływania specjalnych sędziów do spraw aresztowych, gdzie byłyby rozpatrywane sprawy dotyczące 'układu', czyli polityków opozycji. Mówił o specjalnym sądzie prasowym, który miał dyscyplinować media za 'nieuczciwe ataki na polityków'. Nie miał kompletnie świadomości, że o jego planach informowałem opozycję, a przede wszystkim liderów PO. Widziałem u niego początki jakiejś paranoi politycznej, gdy snuł rozważania jak postawić zarzuty Tuskowi albo jak zachowa się Schetyna, gdy mu się zamknie żonę" - pisze na Facebooku.

Kaczyński miał również proponować Giertychowi bliską współpracę polityczną. "Gdybym zgodził się na propozycję Kaczyńskiego, to byłbym u jego boku najważniejszą (oczywiście poza jego bratem) postacią polityczną w Polsce" - twierdzi. "Myślałem nad tą kwestią ponad dwa tygodnie konsultując się przede wszystkim z moim tatą (Maciejem Giertychem - przyp. red.). Wiedziałem, że odmowa może oznaczać mój polityczny koniec. Nie chciałem jednak uczestniczyć w czymś co uznawałem za złe. Była to dla mnie prawdziwa walka w sumieniu" - napisał.

"Uczestniczyłbym w procesie tworzenia z Polski Białorusi"

Perspektywa upadku rządu prawicowej koalicji i groźba przedterminowych wyborów spowodowały, że Giertych miał zaproponować Platformie Obywatelskiej stworzenie "technicznego rządu". "Zaproponowałem Tuskowi i Schetynie tworzenie wspólnego rządu technicznego i obalenie Kaczyńskiego. Rozmowy w tej sprawie toczone były, gdy jeszcze byłem wicepremierem. Ustalone były szczegóły operacji, ale Tusk odpowiedział mi uczciwie, że woli wybory, ale jeżeli PiS się na wybory nie zgodzi, to będzie rząd techniczny" - twierdzi. Ostatecznie doszło do przedterminowych wyborów, w których LPR i Giertych ponieśli klęskę i utracili reprezentację w parlamencie.

"Do dziś jestem dumny z decyzji z roku 2007. Gdyby nie ona, uczestniczyłbym w procesie tworzenia z Polski Białorusi. Te wszystkie zmiany, które PiS wprowadził w roku 2015 byłyby wprowadzane 8 lat wcześniej, gdy PiS był znacznie mocniejszy (a i Kaczyński młodszy). Myślę, że od roku 2007 mogła zapanować sytuacja jaką parę lat później uzyskał Orban na Węgrzech. Bezalternatywnej władzy, która de facto jest dyktaturą. A dziś bylibyśmy już 13 lat pod rządami PiS bez żadnej perspektywy na ich obalenie.  Jak Państwo widzicie ma mnie za co Jarosław Kaczyński nienawidzić. Chciałem zaznaczyć, że ta nienawiść jest jednostronna. Nie ma we mnie nienawiści do niego. Jest raczej pragnienie, aby jego chore obsesje nie niszczyły naszego kraju" - kończy Giertych, obiecując kolejne wpisy na temat "afer PiS" po 2015 roku.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje