Reklama

Reklama

Robert Winnicki: Stoimy u progu buntu społecznego

- Stoimy u progu potężnego buntu społecznego. Przedsiębiorcy są zdecydowani na to, żeby otwierać się przy zachowaniu zasad bezpieczeństwa - mówił w "Śniadaniu w Polsat News" Robert Winnicki (Konfederacja). Mirosława Stachowiak-Różecka (PiS) przyznała, że choć nie ma doskonałego systemu, to "należy wsłuchiwać się w głos przedsiębiorców".

Goście "Śniadania w Polsat News" komentowali "bunt" przedsiębiorców, którzy otwierają swoje biznesy pomimo obostrzeń.

Reklama

- Ludzie mają prawo być wściekli. Obserwują brak planu i przygotowania, brak empatii - mówiła Joanna Scheuring-Wielgus (Lewica).

Zaznaczyła, że władza "nie przestrzega obostrzeń, których wymaga od innych". - Co robi pani Emilewicz? Pani Emilewicz, jako osoba wyjątkowa korzysta z urlopu, gdy inni nie mogą. Jarosław Kaczyński wchodzi do kościoła w obstawie wielu ludzi i łamie wszystkie przepisy. Takich sytuacji jest bardzo dużo - mówiła posłanka Lewicy.

- Nasi przedsiębiorcy zostali pozostawieni sami sobie. Ja takich listów i telefonów dostaje setki dziennie. Ludzie tracą majątki, nie mają za co kupić chleba i jak zapłacić swoim pracownikom. Sytuacja jest tragiczna, a rząd miał czas na to, by przygotować się do tej sytuacji - dodała.

"Trwają rozmowy z branżami"

- Nie ma doskonałego systemu, w tak niekomfortowej sytuacji jak covid. Mierzymy się z nią pierwszy raz, wszyscy na świecie się z nią borykają. Musimy być elastyczni i wsłuchiwać się w głos przedsiębiorców - skomentowała Mirosława Stachowiak-Różecka (PiS).

Posłanka mówiła o specjalnym programie pomocowym i pomocy dla przedsiębiorców w wysokości 170 mld zł - Cały czas trwają rozmowy i spotkania z przeróżnymi branżami. Oczywiście musimy być elastyczni i przyglądać się, czy pomoc dotarła do wszystkich - zapewniła.

- Wybór jest szatański. Z jednej strony mamy kwestię życia i zarabiania pieniędzy, a z drugiej kwestię życia i zdrowia Polaków - mówiła.

Zdaniem Roberta Winnickiego (Konfederacja) otworzenie gospodarki "to konieczność". - To, że w większości państw Europy przyjęto taką a nie inną strategię, to nie oznacza to, że jest to strategia słuszna. Przywołując przykład szwedzki możemy operować na twardych danych i twardych liczbach jeśli chodzi o politykę, która nie odbiega skutecznością, od tego, co dzieje się w innych krajach Europy - mówił Winnicki.

Poseł Konfederacji podkreślił, że rząd powinien skoncentrować się na ochronie najsłabszych seniorów, otwarciu gospodarki i wzmocnieniu ochrony zdrowia. - System ochrony zdrowia funkcjonuje, jak funkcjonował w zapaści - na wariackich papierach. To co jest najsłabszym ogniwem nie jest wspierane i podnoszone - dodawał.

- Stoimy u progu potężnego buntu społecznego. Przedsiębiorcy są zdecydowani na to, żeby otwierać się przy zachowaniu zasad bezpieczeństwa. Państwo z rządu powinni z nimi współpracować, bo sądy potwierdzają, że działacie (rząd - red.) nielegalnie - mówił.

"Dorobek pokoleń upada w ciągu miesięcy"

- Nie ma żadnych wątpliwości, że skoro pan prof. Horban mówi, że "zdemolowaliśmy gospodarkę" to zdajemy sobie sprawę, że brzmi to bezosobowo. Ta gospodarka nie brzmi jakby za nią kryli się jacyś ludzie - komentowała Katarzyna Lubnauer (KO).

W jej ocenie wprowadzenie stanu klęski żywiołowej oznaczałoby, że przedsiębiorcy mieliby prawo do odszkodowań i rekompensat. - Niewprowadzenie tego stanu rodzi wątpliwości co do podstaw prawnych lockdownu i rozporządzeń, które zamykały gospodarkę - mówiła posłanka.

- Ci ludzie są zdesperowani. Są w sytuacji, w której dorobek całego pokolenia, albo nawet poprzednich pokoleń upada w ciągu kilku miesięcy. Są to ludzie, którzy za moment będą musieli wystawić swoją restaurację bądź hotel na sprzedaż, bo mają kredyty, których nie mogą spłacać - mówiła.

Jacek Protasiewicz (PSL) odniósł się do słów Mirosławy Stachowiak-Różeckiej o pomocy dla przedsiębiorców. Zapewnił, że gdyby "pomoc działała tak, jak wychwalała poseł", to przedsiębiorcy "nie buntowali by się" i "nie wystawiali na ryzyko mandatów, i kar ze strony sanepidu". - Ta pomoc nie działa - rozmawiam z przedsiębiorcami - mówił.

- W mediach publicznych były komunikaty przypominające, że 10 miał termin złożenia wniosku o zwolnienie z zapłaty ZUS za lipiec, sierpień i wrzesień, czyli sprzed kwartału. Jeżeli ktoś nie zapłacił tego ZUS-u wówczas, to prawdopodobnie nie będzie mógł się ubiegać o pomoc z tzw. Tarczy 2.0 PFR. A jeżeli zapłacił, to czy rząd zwróci mu to z odsetkami? - pytał poseł.

- Jest zapowiedź zwolnienia z opłat ZUS za grudzień, styczeń, ale trzeba było go zapłacić do piątku. Czy rząd nie zna terminów na spłaty należności wobec państwa? To pytanie retoryczne, bo wygląda to na wielki chaos - dodawał.

"Funkcjonujemy w warunkach ograniczonych możliwości"

Protasiewicz przypomniał, że koniec stycznia wypada termin opłacenia koncesji na alkohol. - Pod groźbą "spóźnisz się o jeden dzień i na 6 miesięcy masz zakaz sprzedaży alkoholu". Czy ktoś nie rozumie, że ci ludzie nie mogą sprzedawać alkoholu? Za co mają płacić tę koncesję - pytał polityk.

Rzecznik prezydenta Błażej Spychalski dodał z kolei, że nigdy w historii nowożytnej "państwa nie mierzyły się z taką sytuacją".

- Oczywiście, że jest tak, że częściowo zamknięta gospodarka powoduje, że są problemy w różnego rodzaju firmach i rząd jest od tego, żeby reagować na te kwestie. Ale podchodźmy do wszystkiego z rozsądkiem i racjonalnością. Tam gdzie są jakieś błędy i niedopatrzenia, to powinniśmy to naprawiać. Natomiast funkcjonujemy w warunkach ograniczonych możliwości - mówił rzecznik prezydenta, dodając, że państwo nie jest w stanie w nieskończoność finansować funkcjonowania przedsiębiorstw.

Rzecznik prezydenta Dudy przekazał, że "należy zrobić wszystko, by pomagać tym branżom". - Niedawno do pana prezydenta branża autokarowa. Była bardzo w trudnej sytuacji w związku z umowami leasingowymi. Ta branża nie chciała, by państwo finansowało im leasing, żeby to spłaciło, tylko instrument, który pozwoliłby im na wzięcie pożyczki tak, by mogli spłacać leasing - mówił Spychalski, który zapewnił, że odpowiednie instrumenty zostały wypracowane.

Szczepienia w Polsce

Goście "Śniadania" komentowali również start rejestracji na szczepienia oraz tymczasowe wstrzymanie dostaw szczepionki Pfizera do krajów Unii Europejskiej.

Chęć zaszczepienia się wyraziła m.in. Katarzyna Lubnauer, która jednocześnie uznała, że sam system "to pic na wodę, fotomontaż". - Uważam, że powinniśmy deklarować chęć uczestniczenia w szczepieniach, dlatego, żeby zachęcić pozostałe osoby. Natomiast wstydem rządu będzie to co widzieliśmy 15 stycznia - stojących na mrozie starszych ludzi (przed punktami szczepień - red.), którzy często odchodzili z kwitkiem - mówiła posłanka KO. W jej ocenie jednym z podstawowych błędów rządu "jest stworzenie zbyt szerokiej grupy zero".

- My mamy w grupie "zero" milion osób. W większości krajów z kolei szczepi się seniorów. Natomiast u nas cały czas trwa proces szczepień grupy zero. Teraz, kiedy opóźniły się dostawy, mamy sytuację, że część lekarzy jest niezaszczepionych - dodawała posłanka.

- Według danych z 16 stycznia zaszczepiliśmy prawie 500 tys. ludzi. Szczepienia trwają od 20 dni, czyli można powiedzieć, że dziennie szczepimy ok. 22 tys. osób. Jeżeli w tym tempie będzie postępowało szczepienie Polek i Polaków, to zaszczepimy naszą populację być może w przeciągu 4 lat. Ja jestem w grupie czwartej, więc rozumiem, że dopiero po wyborach w 2023 r. będę mogła się zaszczepić - dodawała z kolei Joanna Scheuring-Wielgus. Zapewniła, że w grupie zero powinni znaleźć się również osoby z niepełnosprawnościami.

Poprzednie odcinki programu dostępne są tutaj.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy