Reklama

Reklama

RMF24: Polscy turyści wracają do kraju. "Były pałki i paralizatory"

Jak podaje RMF24, 190 polskich turystów wreszcie wraca do kraju po prawie dobie koczowania na tureckim lotnisku Bodrum. Pierwsza, największa grupa osób, wylądowała już na warszawskim Okęciu. Pozostali mają przylecieć jeszcze dziś.

Jak relacjonują ci, którzy już wrócili do Polski, to co działo się na tureckim lotnisku było skandaliczne. 

Reklama

- Na lotnisku była wielka dezorganizacja, nikt nie chciał z nami rozmawiać, na początku był nawet problem z uzyskaniem wody, a później z uzyskaniem czegokolwiek do jedzenia - mówi jeden z turystów. Inny dodaje: Nikt nie był zainteresowany rozmową, natomiast pokazano nam kajdanki, zaczęto szarpać wózki, zaczęto szarpać nas, żebyśmy się stamtąd wynosili. Potwierdza to w rozmowie z naszym reporterem kolejny Polak: Policja - z nami, z kobietami i z dziećmi - rozmawiała z pozycji siły. Były pałki i paralizatory w ruchu. I straszyli więzieniem. 

Jak dodają turyści, zamierzają złożyć pozew zbiorowy przeciwko organizatorowi wyjazdu.  

Początkowo brak kontaktu z przedstawicielami biura podróży

Informację o kłopotach polskich turystów dostaliśmy w poniedziałek rano. Z Turcji nie wyleciał samolot, którego wylot zaplanowany był na niedzielę na godzinę 19.30. Jak mówiła nam jedna z turystek, przez kilka godzin nie było żadnego kontaktu z przedstawicielami biura podróży, w którym wykupiła wczasy. Nad ranem - według turystki - zjawił się jeden z rezydentów biura i zaproponował przejazd na dwie godziny do hotelu. Była jednak informacja potwierdzona też przez konsula, że samolot wyleci nad ranem, dlatego turyści zostali - mówiła nam. Samolot z pierwszą grupą turystów wyleciał ostatecznie w poniedziałek wieczorem.    

Paweł Balinowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje