Reklama

Reklama

RMF: Szokujące ustalenia śledczych ws. śmierci dziecka z Piły

"Dziecko nie żyje, bo popchnął je ojczym" - tak zeznać miała w prokuraturze matka dziewczynki z wielkopolskiej Piły. Na początku tygodnia dziecko trafiło do szpitala ze śladami pobicia. We wtorek zmarło w trakcie operacji. Dramat dwulatki zaczął się jednak wcześniej.

Jak zeznała 20-letnia matka dziecka, w ubiegły czwartek jej mąż, a ojczym dziewczynki, grał na komputerze. W grze przeszkadzało mu dziecko. Mężczyzna miał się zdenerwować i pchnąć dwulatkę. Dziewczynka miała uderzyć głową o framugę drzwi. Trafiła jednak do szpitala pięć dni później. Lekarze nie mogli jej już pomóc.  

Matka usłyszała w prokuraturze zarzut nieudzielenia pomocy. 20-latek, który nie jest biologicznym ojcem dziewczynki dzisiaj ma usłyszeć dużo poważniejszy zarzut.

Matka, ojciec, ojczym. Długa lista osób, które opiekowały się dzieckiem

Prokuratura podkreśla, że w ciągu ostatnich kilku dni dziewczynką opiekowały się różne osoby - matka, jej mąż, biologiczny ojciec dziewczynki i jego rodzice. - Dziadkowie, według naszych ustaleń, opiekowali się tym dzieckiem i widząc, że jest ono w stanie zdrowia budzącym wątpliwości, konsultowali się z lekarzami - powiedziała wczoraj Magdalena Roman z Prokuratury Rejonowej w Pile. Według informacji prokuratury pogotowie zostało wezwane przez męża matki dziewczynki. 

Reklama

Śledczy od miesiąca zajmowali się rodziną. W zeszłym roku dziewczynka trafiła do szpitala z siniakami. Lekarze podejrzewali niską krzepliwość krwi. W lutym to wykluczyli. Wtedy prokuratorzy zaczęli sprawdzać sytuację domową, ale nie znaleźli dowodów świadczących o pobiciu dziecka.

(ug)  

Adam Górczewski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy