Reklama

Reklama

RMF: ​RPO pyta o odwołany lot i galę z udziałem dreamlinera

Rzecznik Praw Obywatelskich napisał wczoraj list do szefów Urzędów Lotnictwa Cywilnego i Ochrony Konkurencji z prośbą o wyjaśnienie, czy LOT zapewnił ochronę praw pasażerów, którzy nie odlecieli 30 czerwca do Toronto. Dwa dreamlinery LOT-u w tym samym czasie uczestniczyły w uroczystościach z udziałem polityków.

W ubiegłą sobotę w hangarze na lotnisku im. Fryderyka Chopina odbywała się podniosła gala z okazji setnej rocznicy odzyskania niepodległości i 90-lecia Polskich Linii Lotniczych LOT. Jednym z jej uczestników był wicepremier Gliński, który uroczyście odczytał tam list od Jarosława Kaczyńskiego. Jeden z pomalowanych w biało-czerwone barwy dreamlinerów stanowił tło uroczystości, podczas których występował też Zespół Pieśni i Tańca "Mazowsze". Cała uroczystość była na żywo transmitowana przez TVP.

Reklama

W tym samym czasie na odlot do Toronto - dreamlinerem właśnie - czekała grupa około 300 pasażerów. Ich lot został anulowany z powodu usterki maszyny, którą mieli odlecieć. Tego samego dnia LOT odwołał też inny lot - do Wiednia, także z powodu usterki maszyny.

LOT wyjaśniał później, że samoloty prezentowane podczas gali nie były zaplanowane do rejsu tego dnia.

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar zwrócił się wczoraj do szefów Urzędu Lotnictwa Cywilnego i Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów z prośbą o wyjaśnienie, czy PLL LOT zapewniły należytą ochronę praw pasażerów w związku z odwołaniem lotu, i czy nie doszło do praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów.

RPO przypomina w listach do obu instytucji przebieg dość szeroko opisywanych wydarzeń i prosi obu ich prezesów o odniesienie się do tego incydentu.

"Ochrona praw pasażerów przewozów lotniczych jest jednym z zadań realizowanych przez władze publiczne. Właściwe organy powinny zwracać szczególną uwagę na działania przewoźników, skutkujące powstaniem zdarzeń niekorzystnych z punktu widzenia pasażera, takich jak odwołanie lotu" - pisze Adam Bodnar. Jego zdaniem z taką właśnie sytuacją spotkali się pasażerowie lotu relacji Warszawa - Toronto w dniu 30 czerwca.

Tomasz Skory

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy