Reklama

Reklama

RMF 24: Psycholog o 10-letniej Mai: Stan nie pozwala na przesłuchanie

10-letnia Maja nie odpowie na pytania śledczych. Zbadał ją dziś biegły psycholog, który uznał, że stan psychiczny dziecka na razie nie pozwala na jego przesłuchanie. Porywacz Mai z Wołczkowa wróci do kraju. Niemcy w oparciu o swoje przepisy, zdecydowali się wydać mężczyznę stronie polskiej - dowiedziała się reporterka RMF FM Aneta Łuczkowska.

Jak tłumaczą nasi prokuratorzy, obie strony w sprawie porwania dziewczynki działają niezależnie. Żeby nie tracić czasu, w Polsce został wydany list gończy za Adrianem M. Dalsza - i dość długotrwała procedura - nie będzie jednak potrzebna. Jak dowiedziała się nasza reporterka, Adrian M. zgodził się na wysłanie go do Polski.

Reklama

Do przekazania dojdzie wtedy, gdy będzie do tego gotowa niemiecka policja, czyli najprawdopodobniej na początku przyszłego tygodnia.

Adrian M. noc spędził w więzieniu pod Rostockiem. Gdy wróci do kraju, usłyszy zarzuty. Prokurator poszerzył ich listę. Oprócz porwania i uwięzienia dziecka, Adrian M. odpowie za złamanie dziewczynce nogi. Grozi za to 5 lat więzienia. 

Wiadomo, że na razie dziewczynka nie odpowie na pytania śledczych. 10-latkę zbadał dziś biegły psycholog, który uznał, że stan psychiczny dziecka na razie nie pozwala na jego przesłuchanie.

Biegły psycholog powinien dziś spotkać się z dziewczynką. To on określi, kiedy sąd będzie mógł przesłuchać dziecko. Wtedy dowiemy się, jak Adrian M. porwał Maję i w jakich okolicznościach złamała ona nogę.

W ubiegłym roku mężczyzna porwał 9-letnią dziewczynkę w Wielkiej Brytanii. Otrzymał za to wyrok 1,5 roku więzienia. Z powodu zaburzeń psychicznych nie odsiedział jednak całej kary.

10-letnia Maja zaginęła we wtorek po południu. Wróciła ze szkoły na Bezrzeczu do Wołczkowa, gdzie mieszka, ale nie dotarła do domu. Monitoring zainstalowany na ścianie restauracji w pobliżu domu Mai zarejestrował, jak dziewczynka idzie z przystanku autobusowego w stronę ul. Jutrzenki - niewielkiej, prowadzącej do zaledwie kilku domów. Według właściciela restauracji, na nagraniu widać, jak za Mają w uliczkę wjeżdża srebrny opel, a chwilę później gwałtownie stamtąd wyjeżdża.

Dziecko udało się odnaleźć w środę w Niemczech. Jak ustaliła prokuratura, Adrian M. ukradł samochód krewnemu, a następnie wywiózł nim dziecko za naszą zachodnią granicę. Świadkowie zeznali również, że przed uprowadzeniem Mai kilka dni koczował przed jej domem.

 W akcję poszukiwawczą zaangażowanych było około 150 polskich funkcjonariuszy, Mobilne Centrum Poszukiwań Osób Zaginionych, bezzałogowy samolot typu dron i śmigłowiec niemieckiej policji, z którą polscy policjanci ściśle współpracowali. Informacja o zaginięciu dziewczynki trafiła do wszystkich krajów europejskich, w których działa Child Alert - m.in. do Francji, Belgii czy Portugalii.

Dowiedz się więcej na temat: porwanie Mai

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy