Reklama

Reklama

RMF: 23-latek, podający się za radiologa, własnoręcznie podrabiał dokumenty

​Mężczyzna z Grudziądza, który podawał się za radiologa, własnoręcznie podrabiał dokumenty. Jak dowiedział się reporter RMF FM, Radosław L. przyznał się, że to on sfałszował trzy pisma, które przedstawił w Wielkopolskiej Izbie Lekarskiej. Mężczyzna w poniedziałek usłyszał zarzuty posługiwania się falsyfikatami. 23-latek pracował w dwóch poznańskich szpitalach, usiłował też znaleźć pracę warszawskiej klinice pediatrycznej.

Jak powiedział RMF FM rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu Michał Smętkowski, 23-latek podczas pracy w wielkopolskich szpitalach nie badał pacjentów, ani nie wykonywał żadnych czynności medycznych, a jedynie przyglądał się pracy innych lekarzy.

Reklama

Prokuratura na razie ujawnia treści zeznań Radosława L, bo jeszcze weryfikuje część jego wyjaśnień. Sprawę badają też prokuratorzy z Warszawy. Na razie czekają jeszcze na przesłanie dokumentacji z Poznania - usłyszał reporter RMF od rzecznika Prokuratury Okręgowej.

23-latek posługiwał się sfałszowanymi dokumentami

23-letni Radosław L. wiosną zgłosił się do poznańskiego szpitala im. Franciszka Raszei. Wykorzystał moment, w którym dyrekcja potrzebowała rąk do pracy w zakładzie radiologii. Poprzednia ekipa odeszła. Wprawdzie szpital krótko potem zatrudnił nowych pracowników, ale radiologów wciąż brakowało. 

23-latek twierdził, że skończył medycynę, ale czeka na nadanie mu polskiego prawa do wykonywania zawodu. Posługiwał się dyplomem uczelni medycznej w Marsylii.

"Nie potrafił nawet zrobić USG"

Nie zweryfikowano prawdziwości dokumentów, przyjęto go na staż. Wkrótce okazało się, że wiedza i umiejętności 23-latka budzą spore wątpliwości u współpracujących z nim lekarzy. "W bardzo krótkim czasie lekarze powiedzieli mi, że on nie ma zielonego pojęcia, że nie umie nawet zrobić USG" - opowiada w rozmowie z naszym dziennikarzem dyrektor szpitala im. Franciszka Raszei.

Radosław L. tłumaczył, że we Francji wykonywał znacznie więcej badań diagnostycznych za pomocą tomografu komputerowego i rezonansu magnetycznego. Twierdził, że tam, gdzie studiował, wykorzystywano właśnie te metody, a zdecydowanie rzadziej USG czy RTG.

Kiedy obawy lekarzy stawały się coraz poważniejsze, zadawali mu podstawowe pytania dotyczące trwających badań. "On był w takich sytuacjach bardzo przebiegły. Nie wiedział, jaka jest odpowiedź na moje pytanie, ale próbował ją wyłapać właśnie z treści pytania i kombinował" - opowiada nam jeden z poznańskich radiologów, którzy próbowali wdrażać 23-latka w pracę na oddziale.

Mężczyzna pojawił się też na oddziale radiologii dziecięcej w Warszawie. Na przełomie września i października został tam wolontariuszem. Dyrekcja z czasem chciała rozwiązać umowę, ale 23-latek przestał pojawiać się w szpitalu.

Rozmowy z mężczyzną zerwała też prywatna klinika na warszawskim Wilanowie. Obie placówki o podejrzeniach sfałszowania dokumentów dowiedziały się od reportera RMF FM.

Grzegorz Kwolek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje