Reklama

Reklama

​"Raport": Górnicy boją się o swoją przyszłość

Tegoroczna Barbórka jest inna niż dotychczasowe. W latach 90. w branży pracowało 300 tys. górników, teraz jest ich 80 tysięcy. Wszyscy boją się o swoją przyszłość, a każda kopalnia to inna historia. "Raport" Marka Sygacza w Polsat News.

- Pradziadek, dziadek, wujkowie. Jakby to powiedzieć, historia zawodowa całej rodziny opierała się na górnictwie. Na tamten czas, jak się przyjmowałem, to jak chodzi o naszą branżę, to było wszystko stabilnie. To w moich wspomnieniach na pewno te lepsze czasy - przyznaje w "Raporcie" Polsat News Dariusz Omarczyk, górnik w kopalni "Wujek". 

Reklama

Te lepsze czasy minęły bezpowrotnie. W kopalniach na Śląsku ruszyło odliczanie do wydobycia ostatniej tony węgla. Także los Kopalni "Wujek" w Katowicach jest przesądzony. W przyszłym roku zostanie połączona z inną kopalnią i formalnie przestanie istnieć jako samodzielny zakład. Ostatecznie zostanie zamknięta w 2039 roku. Dziesięć lat później wydobycie zakończy ostatnia kopalnia węgla energetycznego na Śląsku.   

Ubyło 50 kopalń i 300 tys. miejsc pracy

Żeby wyobrazić sobie Śląsk bez kopalń, trzeba jednak zdać sobie sprawę z tego, że odchodzenie od węgla w tym regionie już trwa i to od kilkudziesięciu lat. - Nasze doświadczenia ostatnich 30 lat dowodzą, że w Polsce ubyło ponad 50 kopalń i Śląsk nie stał się krainą zapaści społeczno-gospodarczej - zauważa Jerzy Markowski, ekspert górniczy i były wiceminister gospodarki.  

W ciągu trzech dekad z górnictwa odeszło ponad 300 tys. osób. Teraz w branży pracuje około 80 tys.   

Według rządowego porozumienia żaden górnik nie straci pracy. Dopracowanie do emerytury, urlopy górnicze i pakiety osłon socjalnych dla odchodzących z kopalń - to ma zapewnić spokój społeczny na czas reformy. Ale to spokój bardzo kruchy, bo i kompromis w sprawie likwidacji był trudny.   

Z każdym miejscem pracy w kopalni związane są co najmniej trzy inne w branżach związanych z górnictwem. Tu gwarancji ani rozmów nie ma żadnych.   

Rządowe negocjacje bez samorządowców

W samej Rudzie Śląskiej stracić pracę może 28 tysięcy osób. - Ruda Śląska sama sobie nie poradzi. Tutaj jest potrzebne bardzo silne wsparcie ze strony rządu. My jako samorządowcy nie zostaliśmy zaproszeni do tych rozmów ani do innych spotkań mimo naszych próśb - przyznaje wiceprezydent Rudy Śląskiej Krzysztof Mejer. 

- Mieliśmy świadomość, że gdybyśmy tego nie podpisali, ta likwidacja mogłaby nastąpić dużo szybciej. W dobie pandemii i zielonego ładu czas górnictwa skończyłby się o wiele szybciej - uważa Wacław Czerkawski z Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych.    

- Z jednej strony to były trudne rozmowy, z drugiej strony, z perspektywy dzisiejszego dnia widzę, że to była ustawka między rządem a związkami zawodowymi, które chciały pójść na ten deal. Myśmy walczyli do końca - ocenia Bogusław Ziętek z WZZ "Sierpień 80".   

Sprawa porozumienia nie jest jednak jeszcze zamknięta. Potrzebne jest uzgodnienie szczegółów oraz zgoda Komisji Europejskiej na to, by wspierać finansowo nierentowne, polskie górnictwo jeszcze przez 30 lat. 

- Brak węgla to nie jest zapaść na Śląsku, ale dylemat energetyczny w Polsce, bo póki co nie powstała żadna, realna alternatywa energetyczna dla węgla. I nawet jeśli dziś weźmiemy się ostro za robotę, to nie stworzymy jej w takim tempie w jakim nastąpi zanik wydobycia węgla w kopalniach - przekonuje Jerzy Markowski.    

"Będziemy jeszcze protestować"

A jeśli tak, to za trzy dekady możemy mieć energetykę nadal opartą na węglu, ale importowanym - z Rosji, Chin lub Indii.    

- To, że to jest podpisane, to jeszcze nic nie znaczy. Jeszcze Unia tego nie klepnęła. Być może jeszcze będziemy protestować i to bardzo - zapowiada Dariusz Omarczyk. - Ja bym chciał, żeby ta kopalnia, jak i wszystkie, jak najdłużej fedrowała. Każdy jest przyzwyczajony do miejsca i ludzi z którymi pracuje. Gdzieś potem trzeba będzie iść. Dorobić na jakiejś innej kopalni - podsumowuje górnik z kopalni "Wujek". 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama