Reklama

Reklama

Przesmyk suwalski budzi obawy. Problemem militarna dominacja Rosji

"Sueddeutsche Zeitung" pisze o znaczeniu jednego z najbardziej newralgicznych pod względem militarnym punktów w Europie, tzw. przesmyku suwalskim.

"Kraje bałtyckie czują się w niewystarczający sposób chronione przez NATO przed Rosją i liczą na posiłki" - pisze w swoim wtorkowym wydaniu "Sueddeutsche Zeitung". Najwięcej obaw przysparza im tzw. przesmyk suwalski, "szyjka butelki, w którą wciśnięty jest mały kawałek Litwy między rosyjską eksklawą Kaliningradem i Białorusią". Jest to jedyne połączenie Litwy, Łotwy i Estonii z resztą NATO.

Reklama

"Gdyby korytarz ten został zamknięty, państwa bałtyckie stałyby się wyspą" - cytuje "Sueddeutsche Zeitung" dowódcę estońskich sił zbrojnych Riho Terrasa. Terras obawia się, że w kryzysowej sytuacji Rosja byłaby w stanie błyskawicznie odciąć państwa bałtyckie od pomocy sojuszników.

Sytuacja kryzysowa

"Od aneksji Krymu przez Rosję i rozpętanego przez Rosję konfliktu na wschodzie Ukrainy NATO się zmieniło. Znowu bardzo konkretnie rozważa taką sytuację kryzysową i sposób, w jaki może jej zapobiec" - stwierdza "Sueddeutsche Zeitung", dodając, że kiedy 28 państw członkowskich Sojuszu spotka się na szczycie w Warszawie, sięgnie po stary środek: odstraszanie.

Co to znaczy, państwa wschodniej flanki NATO dobrze wiedzą i już od dłuższego czasu domagają się lokalizacji wojsk NATO na ich terenie, czego jednak po swoim poszerzeniu w 1999 i 2004 roku Sojusz unikał, także ze względu na umowę NATO-Rosja.

"NATO wprawdzie zawiesiło w 2014 roku praktyczną współpracę z Rosją, ale od zasad umowy nie odstępuje" - czytamy dalej - "Mimo to Sojusz chce w Warszawie uzgodnić rozwiązanie zwane forward presence".

Chodzi o wysłanie do każdego z państw bałtyckich i do Polski sił wielkości batalionu, czyli od 300 do 800 żołnierzy, co nie godziłoby w umowę NATO-Rosja. Dotrzymanie w ten sposób tej umowy podkreślał też w miniony weekend na konferencji im. Lennarta Meri w Tallinie zastępca sekretarza generalnego NATO Alexander Vershbow.

"Obok niego siedział człowiek, który słuchał tego niechętnie: minister spraw zagranicznych Polski Witold Waszczykowski" - stwierdza niemiecki dziennik. Jak mówił szef polskiej dyplomacji, rosyjska agresja całkowicie zmieniła sytuację, ponadto umowa z Rosją pochodzi z czasu przed przystąpieniem Polski do Sojuszu.

"Nie wydaje się nam, żebyśmy musieli respektować to porozumienie" - miał powiedzieć Waszczykowski, czym zirytował Vershbowa, który z kolei zauważył, że przed wejściem Polski do NATO zapadło więcej różnych decyzji. Niemiecki dziennik pisze, że także dyrektor ds. strategicznych francuskiego ministerstwa obrony Philippe Errera ostrzegł, iż "jeżeli chce się w Warszawie jedności, nie jest pomocne wysuwanie argumentów, które dzielą".

Czego właściwie szuka estoński żołnierz w Afryce?

"Postawa polskich gospodarzy niepokoi nie tylko zachodnich sojuszników. Kraje bałtyckie obawiają się, że Polska może zatruć klimat warszawskiego szczytu. Politycy i czołowi wojskowi stawiają raczej na dobrą atmosferę i jednomyślność" - konstatuje "Sueddeutsche Zeitung".

"Nastawienie NATO rzeczywiście zmieniło się. Wyzwania na południu i wschodzie już z sobą nie konkurują"- cytuje gazeta estońskiego generała Terrasa. Estońscy żołnierze są w Afganistanie, na wezwanie Francji pojechali do Republiki Środkowej Afryki. Przy czym: "Czego właściwie szuka estoński żołnierz w Afryce? Niczego. Ale kiedy nasi sojusznicy nas o to poprosili, byliśmy na miejscu. Próbujemy wypełnić naszą część zobowiązań. Teraz oczekujemy tylko, by również nasze obawy były traktowane poważnie" - argumentował w Tallinie Riho Terras.

"Sueddeutsche Zeitung" wyjaśnia, że poważne obawy budzi właśnie przesmyk suwalski, najbardziej newralgiczny punkt w regionie, w którym i tak już problemem jest militarna dominacja Rosji. Szpica NATO nie jest ani wystarczająco szybka, ani silna, by w razie potrzeby przyjść z pomocą odciętym państwom bałtyckim. Zdaniem Terrasa, konieczna jest wiarygodna obecność NATO na miejscu, dlatego oczekuje po warszawskim szczycie decyzji o utworzeniu "jako minimum dla każdego z państw bałtyckich dobrze wyposażonego, zdolnego do walki batalionu".

"Chodzi o to, żebyśmy od pierwszej chwili wybuchu konfliktu nie tylko byli w niego uwikłani, ale całe NATO. Jeżeli wojska byłyby na miejscu, byłby to dla Rosji jasny sygnał, że nie chodzi tu tylko o byłe kolonie, ale o całe NATO" - przytacza "Sueddeutsche Zeitung" słowa estońskiego dowódcy.

opr. Elżbieta Stasik

Dowiedz się więcej na temat: deutsche welle | Przesmyk suwalski | NATO | Rosja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy