Reklama

Reklama

Przedstawiciele senackiej większości: Bartłomiej Wróblewski nie przejdzie

Wybrany w Sejmie na RPO Bartłomiej Wróblewski nie ma szans na poparcie w Senacie - uważają przedstawiciele klubów: KO, PSL, Lewicy oraz koła senatorów niezależnych, którzy mają większość. Jak dodają, można już nawet przewidzieć wynik głosowania.

Reklama

W piątek w Senacie na wspólnej konferencji prasowej wystąpili wicemarszałkowie Senatu Gabriela Morawska-Stanecka (Lewica) i Michał Kamiński (PSL), szef klubu senackiego KO Marcin Bosacki oraz szef koła senatorów niezależnych Krzysztof Kwiatkowski.

"Demokratyczny Senat nie przyłoży do tego ręki"

Reklama

- Wczoraj Sejm wybrał na RPO posła Bartłomieja Wróblewskiego. W imieniu większości demokratycznej w Senacie chcę jasno zadeklarować, że Senat nie poprze tej kandydatury - powiedział Bosacki. Jego zdaniem Wróblewski "jest kandydaturą partyjną, która pomoże Jarosławowi Kaczyńskiemu zawłaszczyć ostatni konstytucyjny urząd, który ma kontrolować inne władze".

- To jest kandydatura człowieka, który będzie reprezentował interesy partii rządzącej, a nie służył prawom i wolnościom obywateli - powiedział senator KO.

Wezwania do dialogu ze strony Wróblewskiego Bosacki skomentował przysłowiem "diabeł się w ornat ubrał i na mszę dzwoni".

- Demokratyczny Senat nie przyłoży ręki do tego, aby jeden z ostatnich urzędów, który ma służyć obywatelom, a nie partii rządzącej, został przez Jarosława Kaczyńskiego zawłaszczony - podsumował Bosacki.

Gabriela Morawska-Stanecka mówiła, że Wróblewski będzie wobec PiS "tak niezależny, jak niezależna jest Julia Przyłębska jako prezes TK", albo tak jak sędziowie TK Stanisław Piotrowicz i Krystyna Pawłowicz. - Są oni niezależni, bo niezależnie od sytuacji trzymają linię partyjną PiS - powiedziała.

Jak dodała, cała działalność Wróblewskiego jako posła, poparcie dla ustaw sądowych czy inicjowanie zaostrzenia prawa aborcyjnego powoduje, że nie może być poparcia klubu Lewicy ani demokratycznej większości dla tej kandydatury.

"Zdradzę, jaki będzie wynik głosowania"

Kwiatkowski zapowiedział, że będzie głosował przeciwko, bo najbliższa mu jako obywatelowi jest konstytucja, a tam jest napisane, że "RPO stoi na straży praw i wolności obywatelskich". - Stoi na straży praw obywatelskich wszystkich, także kobiet, którym te prawa są odbierane - podkreślał.

- Nie mam dziś żadnych wątpliwości, że ta kandydatura nie uzyska akceptacji demokratycznego Senatu. Zdradzę nawet państwu tajemnicę, jaki będzie wynik głosowania. Ta kandydatura uzyska 48 głosów za, 50 przeciw, jeden wstrzymujący, a jeden z senatorów nie weźmie udziału w głosowaniu - uważa Kwiatkowski.

Dopytywany, przyznał, że według niego wstrzyma się zapewne senator Lidia Staroń, bo zawsze się wstrzymuje w sprawach personalnych, a w głosowaniu nie weźmie udziału senator PSL Jan Filip Libicki, który dziś jeszcze waha się, jak zagłosować.

W opinii Kwiatkowskiego nie będzie już w Sejmie większości dla nowego kandydata na RPO, a także dla uchwalenia nowej ustawy o RPO. Zgodnie z wyrokiem TK - jak powiedział - Adam Bodnar przed upływem trzech miesięcy upoważni więc jednego ze swych zastępców, aby dalej wykonywał jego obowiązki.

- Jest to procedura nie tylko przewidziana prawem, ale akceptowana także przez PiS - powiedział Kwiatkowski. Dodał, że tak właśnie to wyglądało, gdy on sam odchodził w 2019 r. z funkcji prezesa NIK.

Michał Kamiński przypomniał, że od początku, gdy opozycja ma większość w Senacie, PiS zapowiada, że niebawem tę większość straci. Tymczasem - stwierdził - mija właśnie 500 dni istnienia Senatu tej kadencji i dotąd większość senacka nie przegrała ani razu głosowania w istotnej sprawie, natomiast problem raczej jest taki, że większości w Sejmie nie ma w tej chwili rząd Mateusza Morawieckiego.

"To absolutnie skandaliczne"

Senatorowie byli pytani, czy wezmą udział w spotkaniach z Wróblewskim, o które ten ostatni chce zabiegać. - Jesteśmy ludźmi kulturalnymi, jak ktoś nas prosi o spotkanie, to należy je odbyć - powiedział Bosacki.

- Odrzucamy zaś to, że niektórzy przedstawiciele PiS w ostatnich tygodniach w sposób ocierający się o nagabywanie próbowali przekonywać do tej kandydatury senatorów większości demokratycznej, również oferując, że reprezentowane przez nich społeczności lokalne lub instytucje będą mogły liczyć na większą przychylność, także finansową, państwa PiS-owskiego w najbliższych miesiącach i latach. To jest coś, co jest absolutnie skandaliczne - powiedział Bosacki.

Czwarta próba powołania RPO

W czwartek w Sejmie poseł PiS Bartłomiej Wróblewski został powołany na rzecznika praw obywatelskich. Wymaganej większości głosów nie uzyskali kandydat KO i PSL prof. Sławomir Patyra oraz kandydat Lewicy Piotr Ikonowicz. Zgodnie z przepisami kandydat wybrany przez Sejm musi jeszcze zostać zaakceptowany przez Senat.

Dotąd parlament już trzykrotnie próbował wybrać następcę obecnego RPO Adama Bodnara, którego kadencja upłynęła na początku września ubiegłego roku. Dwukrotnie jedyną kandydatką była mec. Zuzanna Rudzińska-Bluszcz, wspólnie zgłoszona przez KO, Lewicę i Polskę 2050 Szymona Hołowni. Nie uzyskała jednak poparcia Sejmu. Za trzecim razem Sejm wybrał na RPO kandydata PiS, wiceszefa MSZ Piotra Wawrzyka, jednak Senat nie wyraził na tę kandydaturę zgody.

Trybunał Konstytucyjny uznał w czwartek za niekonstytucyjny przepis, który pozwala pełnić obowiązki RPO po upływie kadencji do czasu objęcia stanowiska przez następcę. Przepis ma utracić moc po upływie trzech miesięcy od publikacji wyroku.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje