Reklama

Reklama

Prokuratura pomyliła laptopy?

Laptop Jerzego Engelkinga, byłego zastępcy prokuratora generalnego, w którym biegły stwierdził uszkodzony dysk, to z całą pewnością nie ten sam komputer, na który zgrano rozmowę Zbigniewa Ziobro z Andrzejem Lepperem - dowiedział się "Wprost".

Według naszych ustaleń już w sierpniu 2007 r. Engelking dokładnie wskazał urządzenie, które wykorzystał do zarchiwizowania nagrań z dyktafonu ministra. Prokuratura zabezpieczyła dwa laptopy używane przez Engelkinga, ale z niewiadomych powodów badanie sprzętu zaczęła od drugiego urządzenia, które nie miało nic wspólnego ze sprawą. Laptop z nagraniem nie został jeszcze przebadany przez biegłych. - Mogę tylko powiedzieć, że biegły badał jeden z dwóch komputerów - ucina w rozmowie z "Wprost" Katarzyna Szeska, rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej.

Reklama

Sprawa uszkodzonego laptopa ma związek ze śledztwem dotyczącym przecieku w sprawie akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa. Szef Samoobrony twierdził, że przed prowokacją ostrzegł go osobiście Zbigniew Ziobro. Były minister sprawiedliwości zaprzeczył i złożył zawiadomienie o składaniu fałszywych zeznań przez Leppera. Dowodem przestępstwa ma być nagranie rozmowy obydwu polityków dokonane przez Ziobrę. Minister nazwał je "gwoździem do politycznej trumny Leppera".

Od początku śledczy wiedzieli, że nagranie z dyktafonu Ziobry było zachowane na laptopie Engelkinga. 14 sierpnia 2007 roku prokurator zeznał, iż skopiował pliki znajdujące się na dyktafonie Ziobry na dysk swojego laptopa. Po kilku miesiącach prokuratura okręgowa, która miała tę wiedzę, stwierdziła tajemniczo, że nagranie z dyktafonu może być nieoryginalne.

Dowiedz się więcej na temat: Zbigniew Ziobro | dysk | biegły | wprost | nagranie | laptop | laptopy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy