Reklama

Reklama

Prof. Mrozowski o wezwaniu dziennikarza: Pełzające zastraszanie

Nawet jeśli chodzi o ujawnienie miejsca zamieszkania, działanie prokuratury wydaje mi się nadgorliwością - mówi medioznawca prof. Maciej Mrozowski o sprawie wezwania dziennikarza Wojciecha Cieśli po publikacji dotyczącej wiceprezesa Trybunału Konstytucyjnego Mariusza Muszyńskiego.

"Press" podał w piątek rano, że dziennikarz "Newsweeka Polska" Wojciech Cieśla dostał w czwartek wezwanie do stawienia się na przesłuchanie do Wydziału do walki z Przestępczością Przeciwko Mieniu Komendy Rejonowej Policji. Wezwanie ma związek z artykułem autorstwa Cieśli dotyczącym wiceprezesa Trybunału Konstytucyjnego Mariusza Muszyńskiego, opublikowanym w "Newsweeku" w sierpniu tego roku. Według doniesień "Pressa", w wezwaniu poinformowano, że przesłuchanie dotyczy publikacji artykułu "bez zgody osoby zainteresowanej".

Reklama

"Brak mi słów" - komentował Cieśla. Jak stwierdził, "nie było ze strony Muszyńskiego żadnych innych prób porozumienia się, nie było kontaktów, próśb o sprostowanie itp. Od razu policja".

Kilka godzin później informację o wezwaniu z powodu publikacji bez zgody osoby zainteresowanej sprostowała stołeczna prokuratura okręgowa. "Postępowanie prokuratury dotyczy ujawnienia miejsca zamieszkania bohatera artykułu, a nie jego braku zgody na publikację" - przekazano.

Nie uspokaja to prof. Macieja Mrozowskiego, który takie działania nazywa "demonstracją siły" i "pełzającym zastraszaniem dziennikarzy".

"Nie wiem, czy w Polsce funkcjonuje formalna procedura działania za ujawnienie miejsca zamieszkania w artykule. Co innego dochodzenie w sprawie naruszenie dóbr osobistych osoby fizycznej, ale wtedy to ta osoba poszkodowana zgłasza sprawę. Ale uruchamianie od razu służb państwowych? To demonstracja siły" - mówi w rozmowie z Interią.

"Jeśli władza próbuje w ten sposób walczyć z nieprzychylnymi publikacjami, to działanie przeciwskuteczne. Nie wiem, czy dym, który z tego pójdzie jest adekwatny do ewentualnego zagrożenia dla tego sędziego" - komentuje prof. Mrozowski.

Z kolei Tomasz Skory z RMF FM zwraca uwagę na błąd w wezwaniu, gdzie powołano się na ust. 1 art. 49 Prawa prasowego - art. 46 PP nie ma ustępu pierwszego.

W piątek rano w imieniu Rady Press Club Polska oświadczenie wydał Marcin Lewicki. Opublikowano je "w związku z używaniem służb państwa wobec dziennikarzy". "Działania organów państwa wobec dziennikarzy, ujawniających swoimi publikacjami przestępstwa lub nieprawidłowości w życiu publicznym, polegające na straszeniu stawianiem zarzutów karnych, wzywaniu na przesłuchania i stosowaniu wobec nich innych represji przy instrumentalnym użyciu prawa są brutalną i niedopuszczalną próbą zastraszenia, zapewne w celu wymuszenia zaniechania tego typu publikacji" - zaznaczył autor.

Jak dodał, "używanie w tym kontekście AWB, policji i prokuratury jest właściwe państwom autokratycznym, nie demokratycznym".

W oświadczeniu Press Club Polska wyraził najwyższe uznanie wszystkim dziennikarzom i pracownikom mediów, którzy wykonują swój zawód zgodnie z regułami, w poszanowaniu prawdy i dobrze pojętym interesie publicznym, którym jest m.in. wolność słowa i swoboda wypowiedzi.

(JtK)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama