Reklama

Reklama

Prof. Krzysztof Simon ostro o obecnej sytuacji epidemicznej: Szereg błędów

​Mamy epidemię, ona jest, była i będzie, dopóki nie będziemy mieć szczepionki, jak i skutecznych leków stosowanych zarówno w terapii, jak i profilaktyce - mówił prof. Krzysztof Simon, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu na antenie TVN24.

- Niedawno politycy podawali, że cudownie zwyciężyliśmy, jesteśmy na pierwszym miejscu w Europie, co wzbudziło nasz głośny śmiech. Wprowadziliśmy określone restrykcje, które potem zostały gwałtownie zlikwidowane - pozostawiono tylko niektóre. Dopuszczono się szeregu błędów typu samowola na weselach, mszach, pogrzebach et cetera - skomentował lekarz. 

Reklama

- Wirus zmienił swoje oblicze - stał się bardziej zaraźliwy, ale mniej daje tragicznych przebiegów - stwierdził prof. Simon. 

- Byłem kilka dni temu na wybrzeżu. Część społeczeństwa lekceważy cały problem, uważając, że to jest tylko problem ludzi starszych i solidarność społeczna zanika. Jeśli byśmy absolutnie egzekwowali takie zalecenia jak dystans, noszenie masek i mycie rąk, to już byśmy zmniejszyli ryzyko szerzenia się, choć oczywiście nie całkowicie. Kiedy wchodziłem w masce do windy z moimi wnuczkami to na nas patrzyły podejrzliwie takie różne paniusie z małymi utuczonymi dziećmi - bo tylko tak to mogę określić - stwierdził.

Co z nowymi zaleceniami rządu?

- Wiele zaleceń rządu popierałem, wiele krytykowałem. Wydaje mi się, że te ostatnie są bardzo rozsądne, tylko trzeba ludziom wytłumaczyć, dlaczego mamy czerwone, zielone i żółte strefy. Z przerażeniem wysłuchałem informacji, że ktoś ze strefy czerwonej w Rudzie Śląskiej organizuje zbiorową wycieczkę górników, czyli środowiska dość pokrzywdzonego tym zakażeniem. Trzeba to zróżnicować. To że występuje ileś zakażeń, nie oznacza że wszyscy są chorzy. To są młodzi ludzie, zakażenie może przebiegać bezobjawowo. Wracając do tej wycieczki, to jest nieodpowiedzialność wysyłać ludzi w takim zagęszczeniu. Chyba, że jechało pięć osób w maskach i była dobra wentylacja, co jest mało prawdopodobne. Jeśli dochodzi do takich incydentów, to proszę się nie dziwić, że szerzy się zakażenie w tym kraju. Nie przestrzegamy restrykcji, to czego się państwo spodziewacie? - powiedział prof. Simon.

Odpowiadając na pytanie, czy powinniśmy się spodziewać większej fali zachorowań w związku z powrotami z urlopów i powrotem dzieci do szkół, ekspert nie miał wątpliwości. - Proszę zwrócić uwagę, że do tej pory było ciepło, było wilgotno, a wirus naturalnie gorzej szerzy się w tym środowisku. W tej chwili okres zbawienny dla hamowania epidemii zaczyna się powoli kończyć, a my dalej nie przestrzegamy restrykcji. Musimy wrócić do pracy, bo padnie całe państwo. Nie ma idealnego rozwiązania. Niezależnie od tego, kto rządzi, zawsze ktoś będzie niezadowolony, zawsze ktoś będzie narażony - stwierdził.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje