Reklama

Reklama

Proces o zadośćuczynienie za 8 lat w zakładzie psychiatrycznym

Przed katowickim sądem okręgowym ruszył w czwartek proces z wniosku 73-letniego inżyniera Krystiana Brolla, który domaga się od Skarbu Państwa 14,5 mln zł zadośćuczynienia i odszkodowania za bezpodstawne umieszczenie go w zakładzie psychiatrycznym.

Mężczyzna w szpitalu w Rybniku spędził ponad 8 lat. Przez taki okres sądy, na podstawie opinii biegłych, stosowały wobec niego tzw. detencję, czyli przymusowy pobyt w zamkniętym zakładzie.

Tuż przed rozprawą Broll mówił reporterom, że dochodzenie roszczeń w sytuacji, w której się znalazł nie jest żadną łaską i nie prosi o łaskę. Domaga się tylko sprawiedliwości i zamierza o nią walczyć. Na rozprawę przyszła liczna grupa dziennikarzy. Broll, pytany przez sąd czy sprzeciwia się ich obecności na sali rozpraw, odpowiedział: "Nie, absolutnie. Ja dzięki mediom wyszedłem".

Reklama

Choć sprawa była wywołana na 9.30, przewód sądowy udało się otworzyć dopiero ok. godz. 11 - wcześniej adwokat reprezentujący prezesa Sądu Okręgowego w Gliwicach (to m.in. ten sąd decydował o przymusowym leczeniu Brolla) domagał się przekazania sprawy wydziałowi cywilnemu w tym właśnie sądzie. W opinii mec. Andrzeja Mochnackiego, sprawa Brolla nie pozwala na rozpoznanie jej w trybie Kodeksu postępowania karnego i powinna się toczyć jako proces cywilny.

Innego zdania była prokuratura oraz pełnomocnicy Brolla. Jeden z nich, mec. Piotr Wojtaszak, przekonywał sąd, że skierowanie sprawy na drogę cywilną de facto uniemożliwiłoby Brollowi dochodzenia roszczeń - musiałby uiścić opłaty, na które go nie stać.

Stanowisko wnioskodawcy i prokuratury podzielił sąd. - Wolą ustawodawcy było, aby w tego typu sprawach - dochodzenia roszczeń z tytułu niesłusznej kary lub stosowania środka zabezpieczającego - orzekały sądy karne - powiedziała sędzia Halina Powroźnik i otworzyła przewód sądowy. Broll i jego pełnomocnik podtrzymali żądania zawarte we wniosku. Roszczeń Brolla, co do zasady, nie kwestionuje też prokuratura. Co do kwot ma wypowiedzieć się w mowie końcowej.

Broll trafił do szpitala w Rybniku

Broll trafił do szpitala w Rybniku po tym, jak zarzucono mu groźby karalne. W związku z postępowaniem zlecono badania psychiatryczne, w trakcie których biegli uznali go za chorego. Opierający się na jego opinii sąd w rybniku zastosował środek zabezpieczający w postaci detencji.

Później, posiłkując się kolejnymi opiniami gliwicki sąd okręgowy przedłużał okres przymusowego leczenia o kolejne lata, mimo protestów Brolla. Według pełnomocników mężczyzny opinie, na podstawie których sądy przez lata decydowały o stosowaniu detencji wobec jego klienta nie odzwierciadlały faktycznego stanu zdrowia pacjenta. Broll mówi, że domagał się, by zbadali go inni lekarze niż ci z Rybnika, ale nie został wysłuchany. Podkreśla też, że nie uczestniczył w posiedzeniach sądu, który decydowały w jego sprawie.

Mężczyzna wyszedł ze szpitala dopiero w 2014 r., jego dom został przez te lata zrujnowany; Broll stracił też rodzinę. W styczniu ubiegłego roku Sąd Najwyższy uwzględnił kasację Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie Brolla. SN uchylił wtedy postanowienia Sądu Rejonowego w Rybniku z listopada 2005 r. oraz Sądu Okręgowego w Gliwicach ze stycznia 2006 r., na których mocy mężczyzna trafił do zakładu psychiatrycznego. SN umorzył też postępowanie w jego sprawie.

Broll wraz z pełnomocnikami domaga się od państwa 14 mln zł

W postanowieniu SN wskazał, że SO nie rozważył w sposób dostateczny czy stan zdrowia Brolla jak i okoliczności przeszłe i obecne wskazują na wysokie prawdopodobieństwo ponownego popełnienia czynu zabronionego (za zarzucane mu groźby karalne grozi maksymalnie kara do 2 lat więzienia). SN wskazał też, że dla podjęcia trafnej prognozy kryminologicznej konieczna jest pełna analiza zebranego materiału i ocenił, że w rozważaniach SO zabrakło analiz wskazujących na konieczność sięgnięcia po tak drastyczny środek zabezpieczający jak detencja.

SN uznał także, iż w sytuacji gdy podejrzany w zażaleniu wskazywał, że został w tej sprawie fałszywie oskarżony bez dowodów i świadków, to na SO ciążył obowiązek kompleksowego odniesienia się do tego zarzutu. Zdaniem SN rozważania SO w ogóle nie odnoszą się do stanowiska podejrzanego ani do zignorowania przez SR pisma podejrzanego, w którym wskazywał na świadków zdarzenia.

Sam Broll relacjonował mediom, że jego problemy zaczęły się, kiedy chciano go namówić do zawyżania przetargów - był pracownikiem firmy projektowej, pracował też jako inspektor nadzoru budowlanego. Gdy odmówił, usunięto go z pracy; dostawał pogróżki. Po tym jak zawiadomił prokuraturę, sam został oskarżony o groźby karalne. Broll przekonuje, że po tym, jak trafił do szpitala w Rybniku kolejni lekarze powtarzali te same opinie na temat stanu jego zdrowia, gliwicki sąd przedłużał zaś okres detencji.

Broll wraz z pełnomocnikami domaga się od państwa 14 mln zł zadośćuczynienia za doznane krzywdy oraz 500 tys. zł odszkodowania. Mec. Wojtaszak, pytany w czwartek przez dziennikarzy, skąd taka kwota roszczeń, odpowiadał, że wynika ona z orzeczeń Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Mec. Wojtaszak reprezentuje też dwóch innych mężczyzn, którzy niedawno opuścili rybnicki szpital po wieloletniej detencji. 78-letni Feliks Meszka został zwolniony z tej placówki przez rybnicki sąd w połowie grudnia ub.r., po 11 latach. Trafił tam po tym, jak był podejrzany o groźby karalne z lat 1998-2003. Kilka miesięcy wcześniej, po kasacji RPO, SN uchylił postanowienia sądów w sprawie przymusowego leczenia Meszki. Wojtaszak będzie domagał się dla tego mężczyzny 12 mln zł zadośćuczynienia oraz 300 tys. zł odszkodowania.

W lutym br. decyzją krakowskiego sądu po blisko 9 latach rybnicki szpital opuścił 58-letni Stanisław Belski, podejrzany w 2007 r. o przywłaszczenie dwóch paczek kawy. Podstawą zwolnienia była korzystna ostatnia opinia biegłych lekarzy, którzy uznali, że stan zdrowia Belskiego poprawił się i nie zachodzi wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przez niego czynów zabronionych wynikających z choroby psychicznej. Także Belskiego reprezentuje adwokat Wojtaszak.

Po opisaniu historii trzech mężczyzn przez media dyrekcja Państwowego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Rybniku wydała oświadczenie, w którym zapewniła, że placówka działa zgodnie z przepisami i standardami, przestrzeganie praw pacjentów jest regularnie kontrolowane, a wyniki tych kontroli pozytywne. W związku z doniesieniami prasowymi list otwarty wystosowali także psychiatrzy ze szpitala w Rybniku. Zapewniają, że wystawiane przez nich opinie były rzetelne i prawdziwe.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje