Reklama

Reklama

Prezydent nie znał składu rządu? Jest komentarz

Prezydent Andrzej Duda był na bieżąco informowany odnośnie składu rządu - zapewnił w sobotę prezydencki rzecznik Błażej Spychalski. Przedstawiciele partii rządzącej oceniają, że nowy gabinet poradzi sobie z nadchodzącym spowolnieniem gospodarczym; opozycja uważa, że będzie to rząd stagnacji.

Rozmówcy sobotnich audycji radiowych oceniali kandydatów na członków nowego rządu, o których poinformowali w piątek wieczorem lider PiS Jarosław Kaczyński oraz premier Mateusz Morawiecki.

Reklama

Rzecznik prezydenta Błażej Spychalski, był pytany o to, czy prezydent Andrzej Duda był informowany o planach odnośnie składu gabinetu i czy ma jakiś wkład w jego kształt.

"Oczywiście, że pan prezydent był na bieżąco informowany, konsultowany także, jeżeli chodzi o skład gabinetu" - zapewnił Spychalski w radiowej Trójce.

Przyznał, że skład nowego gabinetu jest wynikiem prac obozu Zjednoczonej Prawicy. "Jest to skład rządu - myślę - że bardzo dobry, gwarantujący, że te wszystkie zmiany, te pozytywne zmiany, które zaszły w Polsce w ciągu ostatnich czterech lat, będą kontynuowane" - powiedział. Dodał, że będzie to rząd, przed którym "rzeczywiście z całą pewnością jest wiele wyzwań". "Jestem przekonany, że z tym sobie świetnie poradzi" - ocenił.

Bielan: Wzmocniona rola premiera

Zdaniem europosła i polityka Porozumienia Adama Bielana nowy rząd jest "niewątpliwie w dużej mierze kontynuacją". Jak mówił, odchodzący gabinet, przyczynił się do historycznego zwycięstwa.

"Musimy spodziewać się w najbliższych dwóch - trzech latach pewnego spowolnienia gospodarczego, co nie będzie oznaczało mocnego wyhamowania naszej gospodarki" - powiedział. Przywołał najnowsze prognozy Komisji Europejskiej, według których polska gospodarka będzie wciąż należała do najszybciej rozwijających się w Unii Europejskiej. "Ale widzimy oczywiście oznaki mocnego spowolnienia gospodarki niemieckiej, strefy euro. Musimy być na to przygotowani" - wskazał.

Bielan przekazał, że po czterech latach rządzący podsumowali to, co się udało zrobić, a co należy poprawić. "Są takie miejsca jak np. walka ze smogiem, czy programy Mieszkanie Plus, w których potrzeba nowej dynamiki, energii. I zmiany w rządzie temu odpowiadają. Jednocześnie została wzmocniona rola koordynacyjna, i taka strategiczna Kancelarii Prezesa Rady Ministrów" - powiedział.

Brudziński: Wycofaliśmy się z błędnej decyzji

Także europoseł PiS, były szef MSWiA, Joachim Brudziński ocenił, że nadchodzące cztery lata dla obozu zwycięstwa mogą być trudnymi rządami. Jak mówił, zmiana formuły rządu spowodowała wzrost roli Kancelarii Prezesa Rady Ministrów oraz przesuniecie pewnych kompetencji.

"Przyjęliśmy model, w którym premier Mateusz Morawiecki będzie rzeczywiście miał większy wpływ na koordynację zadań poszczególnych resortów" - wskazał. I, jak dodał, "wycofaliśmy się też z tej błędnej - trzeba to przyznać - decyzji, jaką była decyzja o likwidacji ministerstwa Skarbu Państwa. Dlaczego? Dlatego, że przesunięcie do poszczególnych resortów decyzji nadzoru właścicielskiego nad spółkami spowodowało, że ta koordynacja działań ze strony premiera była osłabiona. Przywracamy resort - umownie Skarbu Państwa - po to, 'żeby wszystkie konie ciągnęły w jednym kierunku'" - powiedział.

Brudziński przekazał, że decyzja o niewejściu do rządu byłego ministra inwestycji i rozwoju oraz finansów, Jerzego Kwiecińskiego, była jego decyzją. "Był i pozostaje jednym z najbardziej merytorycznych polityków" - wskazał Brudziński.

Kierwiński: Brak odpowiedzialności za ich grzechy

Na zmianę ministra finansów zwrócił uwagę poseł PO Marcin Kierwiński. "Jest bardzo charakterystyczne w tym nowym rozdaniu rządowym to, że po raz kolejny zmienia się minister finansów" - powiedział. Jak dodał, to czwarta zmiana na tym stanowisku w ciągu roku, a polską gospodarkę czeka spowolnienie gospodarcze. "Ta kontynuacja oznacza w przypadku wielu ministrów brak odpowiedzialności za ich grzechy i przewinienia w ciągu ostatnich lat, i de facto oznacza stagnację" - ocenił.

Zdaniem posła Marka Sawickiego (PSL), nie jest to rząd kontynuacji, ale rząd, w którym nastąpiła istotna przebudowa, gdzie wzmocniona została pozycja m.in. liderów: Porozumienia Jarosława Gowina oraz Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry.

"Widać też wyraźnie, że obszar zarabiania pieniędzy, koordynacji kadrami w spółkach Skarbu Państwa, pilnowania kasy po stronie przychodów pozostaje nie u premiera, ale u ministra Jacka Sasina i bezpośrednio u prezesa (Jarosława) Kaczyńskiego. Morawiecki zostaje osłabiony - pozostaje mu zarządzanie budżetem, cała polityka społeczna" - powiedział.

Miller: Nie należy mnożyć bytów

Także przyszły szef klubu Lewicy Krzysztof Gawkowski ocenił, że to jest rząd stagnacji, a nie zmiany, w którym jest kilka elementów nowości, "ale po to, żeby PiS wzmacniało się wewnętrznie, a nie żeby Polska lepiej się rozwijała".

Gość Radia ZET, były premier, europoseł Leszek Miller wskazał na liczebność nowej Rady Ministrów.

"Jest to liczna Rada Ministrów. Kiedy ja obejmowałem urząd prezesa RM, nasz rząd składał się z 16 osób, ten liczy ponad 20. Uważam, że nie należy mnożyć bytów ponad niezbędną ich konieczność. (...) Wnoszę, że w tym rządzie nie tyle chodzi o to, co kto potrafi, tylko kto za nim stoi. Stoją ludzie pana Morawieckiego - zdaje się, że się on umocnił, oraz Ziobry i Gowina" - powiedział.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne