Reklama

Reklama

Prezes LOT: Zwolnienia dyscyplinarne nie zostaną cofnięte

"Nie ma możliwości wycofania zwolnień dyscyplinarnych" - powiedział w TVP Info prezes PLL LOT Rafał Milczarski. Dwa dni temu 67 pracowników firmy otrzymało zwolnienia ze względu na udział w strajku. Według zarządu LOT-u, protest, który trwa od 18 października, jest nielegalny.

Rafał Milczarski podkreślił, że niektórzy strajkujący mają możliwość pracy dla spółki. Prezes podkreślił, że nie ma też mowy o powrocie takich osób na etat. Współpraca byłaby możliwa w formule B2B (business to business), czyli świadczenie usług jako zewnętrzna firma. Milczarski przekonywał, że nie można nazwać takich umów śmieciowymi. 

Prezes LOT zapowiedział również, że nie zgodzi się na przywrócenie do pracy zwolnionej kilka miesięcy temu Moniki Żelazik. Szefowa związku zawodowego personelu pokładowego została zwolniona dyscyplinarnie po ujawnieniu maila, w którym - ironicznie - namawiała innych związkowców do przyniesienia na teren firmy broni i materiałów wybuchowych. Państwowa Inspekcja Pracy uznała, że zwolnienie Żelazik było bezprawne. 

Reklama

Siódmy dzień strajku

W środę Związek Zawodowy Personelu Pokładowego i Lotniczego (ZZPPiL) poinformował na Twitterze, że od godziny 6.00 członkowie kontynuują strajk. Trwa on już siódmy dzień.

Związkowcy podkreślają, że strajk będzie prowadzony do skutku, czyli do czasu spełnienia wszystkich ich postulatów.

Odwołane loty, napięta sytuacja

Rzecznik LOT Adrian Kubicki poinformował we wtorek, że od początku strajku odwołano w sumie 28 rejsów. Przekazał, że utrudnienia dotknęły już 1,5 tys. pasażerów.

W środę rano lotnisko im. Fryderyka Chopina w Warszawie poinformowało o kolejnych anulowanych połączeniach. Odwołano zarówno loty krótko-, jak i długodystansowe, m.in. do: Billund (8.20), Hamburga (9.00), Ljubljany (9.55), Chicago (12.50), Frankfurtu (20.15), Kijowa-Żuliany (20.20), Kopenhagi (20.30), Erywania (22.20).

Do Warszawy nie przyleciały także samoloty z Erywania (6.30), Zielonej Góry (6.50), Ljubljany (8.40), Frankfurtu (9.15), Kijowa-Żuliany (9.15), Mediolanu (9.35). W kolejnych godzinach nie przylecą również samoloty z: Billund (12.30), Hamburga (12.30) i Newark (13.10).

Rzecznik LOT informował, że w tej sytuacji linia zapewnia pasażerom hotel i zmienia bilety, tak, aby mogli jak najszybciej odlecieć do swojego celu podróży. 

Postulaty strajkujących

Strajk zorganizował Międzyzwiązkowy Komitet Strajkowy, wybrany spośród zarządów dwóch reprezentatywnych związków zawodowych: Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego na czele z Moniką Żelazik oraz Związku Zawodowego Pilotów Komunikacyjnych PLL LOT, którego przewodniczącym jest Adam Rzeszot.

Strajk polega na dobrowolnym, powszechnym powstrzymaniu się od pracy przez protestujących pracowników.

Związkowcy domagają się przede wszystkim przywrócenia do pracy przewodniczącej ZZPPiL Moniki Żelazik. Chcą także przywrócenia do pracy 67 osób zwolnionych dyscyplinarnie oraz dymisji prezesa PLL LOT Rafała Milczarskiego.

Ostry spór o wynagrodzenia

Spornym punktem między związkowcami a władzami LOT-u jest również wypowiedziany w 2013 r. regulamin wynagradzania z 2010 r. Jak przypomina TVN24, w 2013 r. LOT stanął na krawędzi bankructwa i musiał przeprowadzić restrukturyzację. Zdaniem związków, nowe zasady w kwestii wynagrodzeń są mniej korzystne dla pracowników, ponieważ płace zależą m.in. od wylatanych godzin. Ponadto - jak podkreślają związki - nowi pracownicy, m.in. stewardessy czy stewardzi, nie są zatrudniani na umowy o pracę. Strajkujący chcą powrotu regulaminu z 2010 r.

Rafał Milczarski odniósł się dziś w TVP Info do powyższego żądania protestujących. Dla prezesa LOT-u jest ono niezrozumiałe. Zaznaczył, że powrót starego regulaminu spowodowałby, że znaczna część pracowników zarabiałaby mniej. "Jedynie ci, którzy mało pracują, dostawaliby więcej pieniędzy" - powiedział. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy