Reklama

Reklama

Prezes IPN odwołał Grzegorza Kuprianowicza

Prezes IPN Jarosław Szarek odwołał w czwartek prezesa Towarzystwa Ukraińskiego Grzegorza Kuprianowicza z członkostwa w Komitecie Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa przy lubelskim oddziale IPN. Kuprianowicz ocenia, że to przejaw dyskryminacji mniejszości ukraińskiej w Polsce.

O odwołaniu Kuprianowicza, do którego doszło na wniosek dyrektora oddziału IPN w Lublinie Marcina Krzysztofika, poinformował Wydział Komunikacji Społecznej IPN. Podał, że wcześniej z wnioskiem o odwołanie Kuprianowicza wystąpił Andrzej Mazurek, prezes Środowiska Żołnierzy 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK.

Reklama

Z nieoficjalnych informacji PAP wynika, że jeszcze w czwartek IPN prześle pismo do Towarzystwa Ukraińskiego, by zaproponowało nowego kandydata na zwolnione po Kuprianowiczu miejsce. Instytut zapewnia, że decyzja o odwołaniu Kurpianowicza nie jest wymierzona w mniejszość.

Komitety ochrony pamięci walk i męczeństwa to gremia sprawujące funkcję opiniodawczo-doradczą, które mają na celu inicjowanie i koordynację działań związanych z upamiętnianiem historycznych wydarzeń, miejsc i postaci związanych z dziejami walk i męczeństwa narodu polskiego, a także innymi narodami. Komitety działają na obszarach podległych danym oddziałom IPN; udział w ich pracach mają charakter honorowy.

Kontrowersyjne słowa

W ostatnim czasie toczyła się dyskusja wokół wypowiedzi Kuprianowicza, który 8 lipca wraz z prezydentem Ukrainy Petrem Poroszenką uczestniczył w Sahryniu na Lubelszczyźnie w uroczystościach upamiętniających Ukraińców pomordowanych w akcji polskiego podziemia. Do zbrodni doszło w marcu 1944 roku, gdy oddziały Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich uderzyły na tę zasiedloną głównie przez Ukraińców wieś, zabijając jej mieszkańców, w tym kobiety i dzieci. Według różnych szacunków w Sahryniu zginęło wówczas od 200 do 800 osób; akcja ta była przeprowadzona w ramach odwetu za zbrodnię wołyńsko-galicyjską.

Podczas uroczystości z udziałem Poroszenki Kuprianowicz powiedział, że w Sahryniu zginęli obywatele Rzeczypospolitej i że "ta zbrodnia przeciwko ludzkości popełniona została przez członków narodu polskiego - partyzantów Armii Krajowej, będących żołnierzami Polskiego Państwa Podziemnego".

Kuprianowicz w czwartek poinformował dziennikarzy, że akt odwołania wręczono mu bez żadnego wyjaśnienia tuż przed posiedzeniem komitetu. Według niego, jest to próba oceny przez IPN jego przekonań na temat przeszłości historycznej i pamięci, widzianych z perspektyw ukraińskiej oraz społeczności prawosławnej regionu. "Najwyraźniej prezes IPN uznał, że w komitecie nie ma miejsca dla przedstawiciela mniejszości ukraińskiej, nie ma miejsca dla prezentowania stanowiska mniejszości; mnie pozostaje przyjąć to jedynie do wiadomości. (...) Oczywiście odbieram to jako przejaw dyskryminacji mniejszości i jako próbę uniemożliwienia przedstawiania punktu widzenia mniejszości na przeszłość historyczną" - powiedział Kuprianowicz.

Przypomniał też, że pion śledczy IPN w Lublinie wydał niedawno oświadczenie, że nie dopatrzył się w jego wypowiedzi z 8 lipca znamion przestępstwa.

Reakcja wojewody

Wypowiedź Kuprianowicza wywołała w Polsce protesty m.in. wojewody lubelskiego Przemysława Czarnka, który złożył w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury. Śledztwo wszczęła Prokuratura Okręgowa w Zamościu, która bada, czy nie doszło do przestępstwa znieważenia narodu polskiego. Z kolei naczelnik Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Lublinie prokurator IPN Jacek Nowakowski oświadczył, że po analizie przemówienia Kuprianowicza stwierdzono, iż "nie zawierało ono treści, które mogłyby wyczerpać ustawowe znamiona czynu z art. 55 ustawy o IPN". Artykuł ten, w połączeniu z art. 1 mówi, że kto publicznie wbrew faktom zaprzecza zbrodniom nacjonalistów ukraińskich, podlega grzywnie lub karze pozbawienia wolności do lat trzech.

W komunikacie IPN nie podał powodów odwołania prezesa Towarzystwa Ukraińskiego. W osobnym komunikacie pt. "Informacja na temat uderzenia oddziałów AK i BCh na Sahryń" Instytut przypomniał m.in., że "polski atak na Sahryń (oraz na inne wsie w tym rejonie) był wpisany w chronologię wydarzeń, zapoczątkowanych przez realizowane przez UPA masowe zbrodnie na Polakach na Wołyniu i w Galicji Wschodniej". "Zachodziło poważne niebezpieczeństwo, że na Lubelszczyźnie, w rejonach zamieszkanych przez społeczności polskie i ukraińskie (w tym na ziemi hrubieszowskiej, którą ukraińscy nacjonaliści także uznawali za 'własną') nastąpi próba przeniesienia scenariusza wyniszczania polskiej ludności - zgodnie z praktykami UPA z Wołynia i Galicji Wschodniej" - podał na swojej stronie IPN.

IPN przypomniał też, że w Sahryniu uzbrojonych Ukraińców zabijano w walce bądź rozstrzeliwano. "W czasie kontroli zabudowań zabijano także innych Ukraińców - cywilów, niezależnie od płci i wieku. Ukraińskie domy, stajnie i inne zabudowania gospodarcze kolejno podpalano. Część ludności cywilnej, ukryta w specjalnych 'bunkrach', zginęła w czasie w ten sposób wznieconych pożarów bądź od wrzucanych granatów. W takich okolicznościach obok uzbrojonych członków ukraińskich formacji - większość ofiar w Sahryniu stanowiły osoby cywilne" - czytamy w komunikacie.

"Przebieg wydarzeń pokazuje, że polskie działania były formą zastosowania zasady zbiorowej odpowiedzialności wobec ludności ukraińskiej. Z obrazu wydarzeń wynika, że przyjęcie niektórych metod stosowanych wcześniej przez przeciwnika było uznane za wymuszoną drogę do powstrzymania groźby przeniesienia na Lubelszczyznę scenariusza antypolskiej akcji UPA realizowanego zza Bugu" - podkreślił Instytut.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy