Reklama

Reklama

​Pozew o milion złotych za przemoc w ośrodku ss. boromeuszek

Miliona złotych zadośćuczynienia i 2,5 tys. zł renty żąda m.in. od zakonu boromeuszek były wychowanek ośrodka opiekuńczego sióstr, gdzie stosowano przemoc fizyczną i psychiczną. Pozwał też kierującą ośrodkiem siostrę Bernadettę, skazaną za taką przemoc na 2 lata więzienia.

W środę pozew Pawła (jego adwokat mec. Przemysław Rosati prosił o niepodawanie innych danych) zaczął badać Sąd Okręgowy w Warszawie. Z uwagi na charakter sprawy sąd wyłączył jawność postępowania na czas zeznań stron procesu, świadków i biegłych oraz końcowych wystąpień stron. Zezwolił zaś na obecność publiczności podczas spraw formalnych.

Sąd odmówił wydania wyroku zaocznego wobec Agnieszki F., czyli siostry Bernadetty - o co wniósł mec. Rosati wobec jej niestawiennictwa (przebywa w zakładzie karnym) i niezajęcia przez nią merytorycznego stanowiska na piśmie. Adwokat uważa, że nie wydając takiego wyroku, sąd naruszył przepisy.

Reklama

Kara dla siostry Bernadetty

W 2011 r. gliwicki sąd okręgowy skazał s. Bernadettę na bezwzględną karę dwóch lat więzienia. Zaostrzył wyrok sądu rejonowego, który wymierzył karę w zawieszeniu. Mimo prawomocnego wyroku, Agnieszka F. nie trafiała jednak do więzienia. Sąd odraczał jej karę po wnioskach, w których skazana powoływała się na stan zdrowia i wiek. Trafiła do niego dopiero po orzeczeniu sądu w Zabrzu z kwietnia 2014 r., który nie zgodził się na warunkowe zawieszenie kary. Siostra Bernadetta, która zaskarżyła tę decyzję, w ostatniej chwili - gdy miało być rozpoznawane jej zażalenie - cofnęła swój wniosek. Przesłała do sądu pismo, w którym przeprosiła za swoje czyny i poprosiła o wybaczenie tych, których z jej powodu dotknęło cierpienie, ból, czy poczucie zgorszenia.

Historia Pawła

Paweł trafił do ośrodka boromeuszek w Zabrzu, gdy miał dwa lata. Był w latach 2005-2006 bity i gwałcony przez starszych wychowanków, z którymi siostry zamykały go w pokoju. Dyrektorka nie reagowała na jego skargi. Ośrodek opuścił dopiero w wieku 14 lat, gdy o wszystkim opowiedział nauczycielce.

Za swe cierpienia w ośrodku powód domaga się solidarnej zapłaty miliona zł od Kongregacji Sióstr Miłosierdzia Św. Karola Boromeusza w Trzebnicy, Agnieszki F. oraz PZU, czyli ubezpieczyciela Kongregacji. Chce też od nich 2,5 tys. zł comiesięcznej renty. Pozwani wnoszą o oddalenie pozwu.

W sądzie nie stawił się ani powód (nie miał takiego obowiązku), ani świadkowie. Były to pracownice ośrodka w Zabrzu, które wystąpiły do SO, aby - z powodu ich podeszłego wieku i złego zdrowia - przesłuchano je w miejscu zamieszkania. SO zastanowi się nad tym wnioskiem.

S. Bernadetta napisała sądowi, że nie chce uczestniczyć w rozprawie i poprosiła, by jej nie doprowadzać do sądu, a "merytoryczne stanowisko zajmie w przyszłości".

Słysząc to, mec. Rosati wystąpił o wydanie tzw. wyroku zaocznego wobec Agnieszki F. Według art. 339 Kodeksu postępowania cywilnego "jeżeli pozwany nie stawił się na posiedzenie wyznaczone na rozprawę albo mimo stawienia się nie bierze udziału w rozprawie, sąd wyda wyrok zaoczny". W tym wypadku przyjmuje się za prawdziwe twierdzenie powoda o okolicznościach faktycznych przytoczonych w pozwie, chyba że "budzą one uzasadnione wątpliwości".

Sędzia Bernard Chazan oddalił wniosek, uznając że na "tym etapie sprawy" jest on nieuzasadniony. Powołał się na "charakter sprawy" oraz to, że w jej toku będzie badana krzywda i wysokość roszczenia, a także "sytuacja pozwanej, która przebywa w odosobnieniu". Mec. Rosati złożył do protokołu oświadczenie, że sąd naruszył art. 339 Kpc.

Na wniosek mec. Rosatiego sąd powołał zaś biegłych z dziedziny psychologii, psychiatrii i seksuologii. W ramach swych specjalności mają oni w 2 miesiące określić procentowy uszczerbek zdrowia powoda w następstwie jego przeżyć oraz ustalić konieczność terapii i jej ewentualny koszt.

Pozwani wystąpili o przesłuchanie 14 świadków. Pytany przez sąd, czy wszyscy oni są konieczni, np. władze Kongregacji, jej pełnomocnik mec. Michał Kelm przyznał, że rozważy rezygnację z zeznań części z nich. Mec. Rosati uznał zeznania władz Kongregacji za zbędne.

Zdaniem mec. Rosatiego Kongregacja ponosi odpowiedzialność cywilną za działania s. Bernadetty. Mec. Kelm (nie chciał rozmawiać z PAP), powiedział sądowi, że "to inny podmiot niż Kongregacja prowadził ośrodek w Zabrzu", a z faktu zatrudnienia Agnieszki F. w ośrodku "strona pozwana wywodzi inne skutki prawne niż powodowa". Mec. Rosati wniósł, by sąd poznał statut Kongregacji.

Proces odroczono bezterminowo.

Pozew o milion złotych

"Żądania finansowe w pozwie, naszym zdaniem, są adekwatne do krzywd wyrządzonych Pawłowi. Nie można deprecjonować takich wartości jak zdrowie, życie czy godność. Wychowankowie ośrodka mieli w nim znaleźć ciepło i spokój, spotkało ich molestowanie, przemoc fizyczna i psychiczna" - mówił mec. Rosati. Dodał, że okrutne traktowane w ośrodku było praktykowane przez wiele lat i nikt na to nie reagował.

Prokuratorskie śledztwo w sprawie przemocy w ośrodku boromeuszek było konsekwencją innego postępowania prowadzonego przez gliwicką prokuraturę - w sprawie zabójstwa w lutym 2006 r. ośmioletniego Mateusza z Rybnika. Ciała chłopca nie odnaleziono. Jeden z oskarżonych o dokonanie tej zbrodni, Tomasz Z., był wychowankiem ośrodka boromeuszek. Oskarżony tłumaczył, że jego postawę ukształtował fakt bycia świadkiem, a później także uczestnikiem gwałtów, do których dochodziło w ośrodku

Według prokuratury b. dyrektorka i jej podwładna zlecały wykonanie kar fizycznych na dzieciach innym wychowankom oraz same stosowały wobec podopiecznych przemoc fizyczną i psychiczną. Sprawa obejmowała łącznie 20 zarzutów dotyczących okresu od stycznia 2005 do stycznia 2006 r. Prokuratura oskarżyła s. Bernadettę m.in. o bicie podopiecznych i przyzwalanie na przemoc, także seksualną, między wychowankami. Druga odpowiadająca w procesie zakonnica została skazana na osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu. Jeden z zarzutów dotyczył gwałtu na chłopcu, którego Agnieszka F. zamknęła na noc w pokoju z dwoma innymi wychowankami. Zdaniem prokuratury okoliczności wskazują, że zakonnica zaniedbała wówczas swe obowiązki, pomagając w ten sposób w tzw. doprowadzeniu do poddania się czynności seksualnej osoby poniżej 15. roku życia.

W 2014 r. siostry boromeuszki wyraziły "głęboki ból". Przeprosiły za cierpienie podopiecznych ośrodka. Przeprosiny wystosowała też przełożona generalna Zgromadzenia Sióstr Boromeuszek s. Claret Król.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje