Reklama

Reklama

Poszukiwacze "złotego pociągu" planują nowe odwierty. "Badania są obiecujące"

Blisko 15 metrów pod ziemią, na odcinku kilkuset metrów w skarpie kolejowej w Wałbrzychu, na 65. kilometrze trasy z Wrocławia do Jeleniej Góry istnieje anomalia – to najnowsze wyniki badań geofizycznych w miejscu, gdzie ma być ukryty „złoty pociąg”. „Badania są obiecujące. Wykonamy w tym miejscu odwierty” – zapowiada Piotr Koper, poszukiwacz legendarnego składu.

Ponowne badania na skarpie kolejowej w Wałbrzychu trwały od maja do sierpnia. Prace prowadzono na obszarze blisko 2,5 hektara. Wykorzystano siedem metod. Najważniejszą była metoda grawimetryczna, odporna na większość zakłóceń pojawiających się na tym terenie. Część pozostałych metod również wskazała istnienie anomalii w podobnych miejscach.

"Jedenaście miejsc będziemy teraz weryfikować odwiertami rdzeniowymi. To dużo. Dlaczego aż tyle? Bo badania były robione na różnych profilach i te profile się przecinają przez obszar anomalii, i w tych miejscach będziemy starać się dokładnie to wyjaśnić. Fundacja wzięła na siebie pewien moralny obowiązek, że wyjaśnimy sprawę 65. kilometra - to się właśnie dzieje. Teraz jesteśmy bliżej niż kiedykolwiek" - mówi Piotr Koper, prezes Fundacji Złoty Pociąg. Zdaniem poszukiwacza, rok temu w czasie prac odkrywkowych w tym miejscu wykonano zbyt płytki wykop. Eksploratorzy mieli pozwolenie na prace do sześciu metrów. Obecne badania wskazują, że anomalie istnieją na głębokości od 10 do 15 metrów. 

Reklama

"Te anomalie wykazują przebieg ujemnych anomalii związanych z przyciąganiem ziemskim. To oznacza, że przez jakąś odległość - 300, czasami 500 metrów brakuje masy w ziemi. Jest to typowe dla tuneli. To nie jest jednoznaczne oczywiście, bo może to być po prostu budowa geologiczna. Niemniej jednak kształty, ich przebieg, tym bardziej, że widzimy, wraz z głębokością ten tunel się zaniżał, można nawet wytyczyć taką trajektorię tego tunelu...  przy czym naprawdę proszę o ostrożność i niewyciąganie pochopnych wniosków. Ten teren jest bardzo trudny. Natura może nam wiele kaprysów sprawić" - tłumaczy Marcin Krupa z Przedsiębiorstwa Badań Geofizycznych. 

"Żadne badanie geofizyczne nie powie, że to jest tunel, albo, że to jest pociąg. Badanie geofizyczne stwierdzi ubytek masy, spowodowany tym, że może to być tunel, albo równie dobrze jaskinia lub rozszczelnienie. Jednak tutaj było zastosowanych siedem metod. Na niektórych pięć metod nakłada się w jednym terenie" -  zauważa Koper.

"Przynajmniej dwie anomalie układają się w linię tak, jakbyśmy mogli sobie wyobrażać linię. Zresztą pan Słowikowski przedstawiając mi dawno temu ewentualny przebieg tuneli wskazywał w miarę zbliżony przebieg do tego, co nam wychodzi w tym miejscu, ale to może być zbieg okoliczności" - zastrzega Krupa. 

Poszukiwacz legendarnego składu zapowiada dalsze prace. Ma je prowadzić powołana do tego celu Fundacja Złoty Pociąg. Na początek trzeba zebrać pieniądze. Koszt prac oszacowano wstępnie na blisko 100 tysięcy złotych. Kolejnym krokiem będzie pozyskanie odpowiednich zgód. Być może do pierwszych odwiertów na skarpie dojdzie w połowie przyszłego roku.

Eksploratorzy chcą wykorzystać metodę odwiertów rdzeniowych, które wykonywane są niepełnym wiertłem w kształcie rury. Dzięki temu można wyciągnąć rdzeń i zobaczyć, przez jaki materiał odwiert przechodzi.

(mn)

Bartek Paulus

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy